Zamkowe ściany były grube. Potężne mury nawet wewnątrz, aby utrzymać konstrukcje oraz naładowanie magiczne, a przy tym być praktycznymi w czasach, gdy mniej rozumiano funkcjonowanie świata, a co za tym idzie, nawet magiczne systemy ogrzewania wymagały tworzenia termosów i kotar w przejściach, aby zachować ciepło. Dlatego też nawet latem w kominkach płonął ogień, by zawsze napędzać magię tego miejsca i przyjemną temperaturę w pomieszczeniach, aby dało spędzać się czas wewnątrz ogromnego zamku w szatach, nie futrach i czapkach. Powodowało to również, że dźwięki rozchodziły się zupełnie inaczej po przestrzeni. Przez to prawdopodobnie Morpheus, skupiony na karcie, nie usłyszał promienistego śmiechu.
Zadarł głowę do góry, jakby stawiał wyzwanie Rowenie Ravenclaw, odsłaniając arogancko gardziel.
Morpheus przed posągiem wyglądał na pół na nawiedzonego, na pół zwyczajnie śmiesznie. Podkrążone oczy, grubymi kreskami rysowane cienie pod czarnymi oczami nadawały wrażenia, że nie ma w ogóle źrenic, ostry kontrast z białkami, srebro skóry pod blaskiem księżyca uwydatniało ostre rysy, z drugiej strony bliżej było do poranka, niż dalej, a on w jedwabnej piżamie w kolorze delikatnego błękitu; jego włosy były tak samo zaczesane do tyłu, nienaganne, jak w czasie podróży i każdego dnia nauki. Wyglądało to niemal nie na miejscu. Zabawnie właśnie.
Zamknął oczy. Odłożył kartę do talii i znów zaczął tasować. Wziął głęboki wdech i niepomny obecności drugiej osoby, która umknęła mu zupełnie w drzwiach Wieży Krukonów, skryta pośród cieni i blasków przyrządów mierniczych, mebli i posągów, zaczął szeptać na jednej nucie, nieszczególnie niskiej, w czymś, co można nazwać falsetem, gdyby miało jakąś linię melodyczną. Nie był uzdolniony muzycznie, a głos zmęczony, drżał nieco. Nie oczekiwał od siebie perfekcji w tej jednej rzeczy, modlitwie:
— Bądź pozdrowiona, wielka Ateno, złotowłosa bogini, strażniczko moja i tego, co mi drogie, błękitnooka Ateno, pani Tarczy, Gwiazdo Wojny i Korono Pokoju, Pani Doskonałości, włócznio, która zawsze trafia, pomóż nam dostrzec to, co naprawdę ważne, proszę, prowadź nasze miecze i umysły, otul mnie swym płaszczem i ochraniaj, rozprosz ciemności, zniszcz ciemne zasłony moralnego umysłu. Daj mi siłę i spokój, ognistooka Ateno, w Tobie pokładam zaufanie.
Wyjął Piątkę z dworu Buław i wtedy zorientował się, że nie jest sam. Spojrzał w bok. Na kartę i znów na sylwetkę. Osoba mówiąca dużo, melodramatyczna, energetyczna, lubiąca polemiki i dyskusje. W negatywnym aspekcie to przemoc, okrucieństwo, żądze i sprzeczne pragnienia. I wcześniejsza Gwiazda, składająca się w bardzo wyraźny obraz. Obraz osoby, która stała w przestrzeni wejścia do Pokoju Wspólnego.
— Mam nadzieję, że wycieczka była warta potencjalnego zawieszenia w obowiązkach — odezwał się głośniej, z chrypką.