26.03.2024, 21:19 ✶
Wiedziała, jak ważne są dla Ralitsy te ich wspólne popołudnia, czy dni wolne. Zresztą, mimo iż czasem zdarzało jej się narzekać na zbytnią czułość matki, nie wyobrażała sobie życia bez spotykania się na ploteczkach i wspólnym spożywaniu posiłków, które Viorica uwielbiała. Niosły ze sobą słodkie, domowe ciepło, które jako jedyne chyba w jej życiu nigdy jej nie zawiodło. Nie miała nikogo innego oprócz mamy, kto zawsze stał przy jej boku, nie ważne co się w jej życiu działo. Obie miały tak naprawdę tylko siebie nawzajem.
Przyglądała się mamie, która jak zwykle, podobnie jak babcia, wybierała tradycyjne stroje ich przodków. Wyróżniała się nawet wśród czarodziei swoimi kolorami i haftami, było w tym jednak coś bardziej magicznego, niż szaty i tiary. Coś, co sprawiało, że Viorica czuła się znajomo.
- Nie patrzyłam po ile, ale pewnie masz rację, sporo owoców i warzyw jest w tym roku całkiem tanich. Może warto zrobić jakieś przetwory na zimę w takim razie? Zawsze oszczędność na potem. - O tak, Vior wiedziała jak to jest znajdować sposoby na zachowanie każdego możliwego knuta w kieszeni. Nie uznawała tego za jakkolwiek złą umiejętność.
Wiele nauczyła się w końcu od matki. Także dbania o wygląd. Co prawda miewała gorsze dni, szczególnie gdy wpadała w wir pracy (albo uciekła kilka dni z rzędu przed oprychami), zwykle jednak nawet po bułki starała się wyjść ubrana co najmniej schludnie. Najbardziej jednak kochała się popisywaniu strojami i makijażem, nawet jeśli większość uznawała to za zbędne. Miała przez to kiedyś trochę nieprzyjemną łatkę laluni, ci którzy jej jednak nie docenili, zwykle kończyli nawet nie wiadomo kiedy z ogołocony sakiewkami. I szybko zmieniali zdanie.
Zastanowiła się, co takiego najbardziej chciała zjeść. Poza sałatką, która była idealna na letnie upały i ciastem nie miała do tej pory żadnego pomysłu, szybko jednak udało jej się
wyszukać w głowie danie idealne na dziś.
- Musaka z ziemniakami może? - zaproponowała, czując już powoli smak dania. O tak, zdecydowanie był to dzień na musakę.
Przeszły koło kilku straganów, poszukując tych, które miały ładne i przystępne cenowo warzywa, gdy nagle wzrok Vior przykuł wózek z kwiatami. Uśmiechnęła się do starszej kobiety, która przy nim stała, i wybrała kilka chabrów, goździków oraz nasturcji, które zebrała w mały bukiecik. Zapłaciła, po czym wróciła do Ralitsy, wręczając jej kwiaty.
- Będzie ładnie wyglądał w wazonie. Będziemy mogły się poczuć w domu jak w drogiej restauracji, szczególnie jak wyjmiesz ten swój koronkowy obrus i haftowane serwetki. - Uśmiechnęła się, dostrzegając w końcu stragan z owocami, o którym wcześniej mówiła. Wskazała go mamie.
- O, widzisz, całkiem przyzwoicie sobie za te wiśnie życzą - stwierdziła po zetknięciu na odpowiednią tabliczkę z ceną.
Przyglądała się mamie, która jak zwykle, podobnie jak babcia, wybierała tradycyjne stroje ich przodków. Wyróżniała się nawet wśród czarodziei swoimi kolorami i haftami, było w tym jednak coś bardziej magicznego, niż szaty i tiary. Coś, co sprawiało, że Viorica czuła się znajomo.
- Nie patrzyłam po ile, ale pewnie masz rację, sporo owoców i warzyw jest w tym roku całkiem tanich. Może warto zrobić jakieś przetwory na zimę w takim razie? Zawsze oszczędność na potem. - O tak, Vior wiedziała jak to jest znajdować sposoby na zachowanie każdego możliwego knuta w kieszeni. Nie uznawała tego za jakkolwiek złą umiejętność.
Wiele nauczyła się w końcu od matki. Także dbania o wygląd. Co prawda miewała gorsze dni, szczególnie gdy wpadała w wir pracy (albo uciekła kilka dni z rzędu przed oprychami), zwykle jednak nawet po bułki starała się wyjść ubrana co najmniej schludnie. Najbardziej jednak kochała się popisywaniu strojami i makijażem, nawet jeśli większość uznawała to za zbędne. Miała przez to kiedyś trochę nieprzyjemną łatkę laluni, ci którzy jej jednak nie docenili, zwykle kończyli nawet nie wiadomo kiedy z ogołocony sakiewkami. I szybko zmieniali zdanie.
Zastanowiła się, co takiego najbardziej chciała zjeść. Poza sałatką, która była idealna na letnie upały i ciastem nie miała do tej pory żadnego pomysłu, szybko jednak udało jej się
wyszukać w głowie danie idealne na dziś.
- Musaka z ziemniakami może? - zaproponowała, czując już powoli smak dania. O tak, zdecydowanie był to dzień na musakę.
Przeszły koło kilku straganów, poszukując tych, które miały ładne i przystępne cenowo warzywa, gdy nagle wzrok Vior przykuł wózek z kwiatami. Uśmiechnęła się do starszej kobiety, która przy nim stała, i wybrała kilka chabrów, goździków oraz nasturcji, które zebrała w mały bukiecik. Zapłaciła, po czym wróciła do Ralitsy, wręczając jej kwiaty.
- Będzie ładnie wyglądał w wazonie. Będziemy mogły się poczuć w domu jak w drogiej restauracji, szczególnie jak wyjmiesz ten swój koronkowy obrus i haftowane serwetki. - Uśmiechnęła się, dostrzegając w końcu stragan z owocami, o którym wcześniej mówiła. Wskazała go mamie.
- O, widzisz, całkiem przyzwoicie sobie za te wiśnie życzą - stwierdziła po zetknięciu na odpowiednią tabliczkę z ceną.