Sauriel aż sam błysnął uśmiechem, kiedy Robert wydawał się być... w zasadzie nie był pewien, jaki był, ale BYŁ. Pokazał coś więcej niż wosk kaczych piór, po którym wszystko spływało zgodnie z prawami natury. Natury, na której się nie znał, a na której Staszek znał się jeszcze gorzej, ale to nieistotne. Reakcja jakaś była, coś więcej niż przejście do kolejnego tematu, bo nagle musiał zapalić. Byli ludzie, którym nie pasowały papierosy do dłoni. Byli też ci, którym pasowały aż za dobrze. Znacie to wrażenie? Że ktoś nagle wygląda bardziej cool - wystarczy tylko dotknąć fajki. Robert wyglądał z papierosem całkowicie cool.
Tak zapadła między nimi cisza. Nie przeszkadzało mu to, chociaż była nieco dziwna, specyficzna. Nie istniała w stanie zupełnej neutralności, którą można osiągnąć z większością ludzi, ale jednocześnie nie była opatrzona czymś złym. Co najwyżej zastanowieniem, czy coś powiedzieć, przerwać to milczenie, zapytać, czy pozwolić Robeertowi przetrawić to, co zostało powiedziane i iść dalej. Więc tak - cisza zła być nie musiała. I chociaż czarnowłosy nie miał wielu tematów do rozważania w tym momencie, to jednocześnie nie musiał samego siebie zabawiać trzema pawianami w zoo tańczącymi ze sobą tango na samym środku polany Beltane. Mulciberowie mieli to do siebie, że łapali wystarczająco jego uwagi, żeby przy rozmowach takich jak ta zachować uwagę tylko dla nich. Gdyby jemu Czarny Pan narzucił klątwę na kark to chyba nie byłby taki wierny. Ha... nigdy nie uważał się za wielce wiernego, ale to się przechylało. Nie dlatego, że nagle zaczął wyznawać te wielkie hasła, które były dla niego niezłym sekciarstwem, ale dlatego, że faktycznie Czarny Pan miał w sobie coś takiego... inspirującego. Jakby jego osoba pozwalała ci uwierzyć, że wystarczy chcieć i osiągniesz naprawdę wiele.
- Chesterowi nie przeszkadza wiele rzeczy, dopóki grzeje dupcie na stołku. - Sauriel nie wierzył, że tego człowieka interesowało cokolwiek więcej oprócz władzy i udowadniania, że ją ma. Trafiła kosa na kamień, bo Sauriel mógł mieć wyjebane na drabinki społeczne, dopóki nic od niego nie chciały, ale jak zaczynały włazić mu pod nogi to robił się problem. Problem pod tytułem obalania autorytetów, którego Czarny Kot się nie bał... dopóki nie było mowy o Eryku albo Josephie. Albo o Czarnym Panu. - Ale kogo jej wystawił? - Mówił o Stanleyu? Tej sytuacji, po której pojawiła się jego W S P A N I A Ł A twarz na wszystkich plakatach pościgowych?
Wyszczerzył kły w uśmiechu, kiedy usłyszał o tym, że Robercik nie zamierzał przegrać z Harper. I to jakich ładnych słów do tego użył! No poetyckich wręcz!
- Jeśli w Londynie jest jakaś baba z penisem to jest to Harper. - Nie znał jej bezpośrednio, ale robiła wrażenie tym, co o niej słyszał. - Pomogę, jeśli będziesz potrzebował pomocy. - Pozbycie sie Harper było planem już wcześniej zatwierdzonym przez Lorda Dzbana, więc teraz pozostawało tylko dopiąć dzieła. Tworzyło to... komplikacje. No bo z której strony się do niej dobrać? Gdzie? Czego się spodziewać? Mieli bardzo ładny plan - tam, na Beltane - tylko wykonanie wyszło... wyszło jak zawsze, och well. Zostało już jednak powiedziane, że Robert ma jakiś plan, albo przynajmniej go tworzy. Więc..? Co mu wyjdzie z tego wszystkiego..? - Tylko nie licz na mnie, że będę coś ukrywał przed naszym Kierownikiem Wycieczki tego pierdolnika. Karku nie nadstawie pod jego rąsie. - Mógł narazić swoje życie próbując zrealizować plan, ale nie zamierzał narażać swojej reputacji u Czarnego Pana... jakakolwiek by ta reputacja nie była, bo Sauriel nie był w stanie określić, czy ta beka Voldemorta z jego myśli albo czynów to coś pozytywnego, czy raczej powinien się niedługo spodziewać czegoś złego. Dziwne byłoby zupełnie ignorować tego czarnownika, ale z drugiej strony nie chciał się zatrzymywać i nad tym rozmyślać.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.