Powiedzenie o Victorii, że nie przyznawała się do błędów, było chyba ostatnią na liście rzeczy, jakie by o niej powiedział. Ciągle przepraszała. Przepraszała czasami chyba nawet za to, że żyje i że oddycha pomimo tego, że była niesamowita i przepraszać nie miała za co. Przepraszała za siebie, przepraszała za innych, mea culpa - dłonie do piersi i wewnętrzne rozdarcie i płacz. Drażniło go to. To, że jest taka pogięta przez swoją matkę, że jest taka biedna przez klątwę Zimnej, że cierpi. Wkurwiało go to, że źle się czuje. I tak chciał jej pomóc, ale zazwyczaj go to po prostu denerwowało. Że jest taka smutna, że mówi takie straszne rzeczy, że zaraz umrze - nie ma opcji, nie przyjmował tego do świadomości i koniec. Mogła powtórzyć to tysiąc razy, tylko bardziej by się denerwował. Chciałby ją postawić, otrzepać sukieneczkę i powiedzieć, że no, to teraz możesz tuptać szczęśliwa. Ale tak się nie dało. Z jednej strony chciał jej pomóc, szczególnie ten miesiąc temu, z drugiej jakby nie miał cierpliwości. Teraz to wszystko ruszało go mniej, a pustka była bardzo dobrym przyjacielem po tych wszystkich pożarach i zmianach, po wzlotach i upadkach. Po tym, jak Beltane siadło na głowę i jak było wspaniale, kiedy zniknęło. Do czasu. Koniec końców koronowała go bezradność i własne otępienie.
W tym tkwił problem, że Sauriel nie chciał też krzywdy Victorii. Chciał dla niej jak najlepiej. Chciał, żeby naprawdę biegała sobie po tych łąkach i żeby żyła pełnią życiem. Patrząc na ich początki to... cóż, ludzie mieli skłonność nie lubić go i zmieniać zdanie z czasem. Kiedy przekonywali się, że nie jest aż takim dupkiem i że, szok, ma też swoje dobre strony. Nie dziwiło go to, że skończyli w punkcie "lubię się". Dziwiło go to, że ten punkt się tak przesunął. Do miejsca, do którego nigdy nie chciał się przesuwać z kimkolwiek. Nie, nie był dobrym wyborem do kochania dla kogokolwiek. I już nawet nie chodzi o to, jaką miał przeszłość, że był wampirem, albo o niepewną przyszłość. Emocjonalne niedojebanie - jak to inaczej nazwać? Odpowiedzialność za kogoś na tak głębokim stopniu jak miłość... nie. A jednocześnie przecież chętnie by nadal zabrał ją do tego Disneylandu. Naprawdę.
- Przestań przepraszać. - Nie powinna tyle aż przepraszać. To już trzecie przeprosiny w przeciągu paru minut. - Jesteś więcej warta niż ciągłe przeprosiny. Raz wystarczy. Nie ważne, jak bardzo przekonujesz w tym siebie, ale nie jesteś wszystkiemu winna. - Poszedł do ogólniku, bo tak - w jego oczach za często przepraszała i za zbyt dużo rzeczy. Miała skłonności do tego, że wszystko widziała jako własną porażkę. - Wiem. - Powiedział to całkowicie pewnie, bez żadnego zawahania czy zastanowienia. Tak, akurat tego był pewien, że o tym nie powiedziała. Kręciła się gdzieś ta irytująca mucha, ale nie była na tyle głośna, ani nie miała takiej mocy, żeby tu i teraz w nią zwątpił. Nie z powodu tego głupiego cyrku. Raczej zresztą listy Cynthii nie brzmiałyby wtedy tak zabawnie.
- Słuchaj... - Odezwał się po tej chwili ciszy, kiedy teraz to ona go zapewniła, żee nie ma w tym jego winy. Przez moment tak myślał, że ona mogła tak naprawdę uważać. I on też uważał, że był za to odpowiedzialny. Lecz nie, nie zamierzał za to wieszać na sobie samym psów. Przyjął jej słowa z ulgą. Uspokoiły go. - Nie chcę, żeby było między nami dziwnie. Nie wiem, co mam robić. Normalnie się odcinam, jak ktoś zaczyna mieć do mnie uczucia, ale jestem dupkiem i za bardzo cię lubię, żeby się odcinać. - To, co stało się między nim i Fergusem wcale nie wyszło na dobre, kiedy się tak odciął... tylko wtedy nie odciął się ze względu na UCZUCIA, tylko przez to, że początki wampiryzmu były baaardzo trudne. - Nie wiem do końca, jak mam się wobec ciebie zachowywać. Jak wrócimy do "normalności" - nakreślił nawias palcami - to znowu będzie powtórka? - Z tego, co powiedziała wtedy, przez co wszystko się posypało. Zdjął płaszcz i rzucił go na oparcie kanapy. - Zmajstrowałaś sobie zwierzaka? - Ostatnio chyba była moda na te zwierzaki. Albo zawsze była, tylko on jakoś trafiał, że co rusz ktoś jakiegoś przygarniał. I się nie dziwił. Zwierzaki były kochane.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.