27.03.2024, 00:02 ✶
Zdecydowanie należała do tych, co do tej pory mieli tak naprawdę gdzieś przepychanki tych samozwańczych panów Nokturnu. Działała poza tą dwójką, na własną rękę, czasem pomagając to ludziom jednego, to drugiego. Przynajmniej dopóki nie wkurwiła Dantego do tego stopnia, że postanowił zakończyć jej nędzne życie. W tym momencie gotowa była przyklasnąć ocenie Crowa i dać Fontaine ocenę pięć na pięć o ile mogło ja to uratować. Była raczej z tych, co woleli poświęcić co nieco godności w ramach za przedłużenie swojego żywota. Ale nie zbyt dużo. Istniały granice, których Vior by nie przekroczyła.
Uniosła wysoko brwi i spojrzała na Crowa, jakby straciła resztki wiary w ludzkość, gdy usłyszała jego komentarz. Dobra, może w innych okolicznościach chętnie pociągnęłaby ten temat, teraz jednak nie bardzo była w nastroju, który był z deka wisielczy. Za parę godzin może to nawet przestać być przenośnią.
- Interesująca wiadomość, wolałabym jednak podjąć o tym ewentualną dyskusję wspartą lub nie prezentacją, gdy przestanę się martwić, czy jutro w ogóle otworzę oczy - odpowiedziała, choć z drugiej strony może powinna po prostu skorzystać z życia i przestać się już czymkolwiek przejmować.
Zawsze jakaś ewentualność, jak jednak Crow jej nie pomoże.
Uśmiechnęła się nawet, wyobrażając sobie, jak cały Nokturn powtarza jak Dante dał się zrobić w konia.
- Bardzo dobrze, niech sobie gadają, wtrącę skurwysynowi z rąk chociaż złudzenie, że panuje nad sytuacją - przyjęła papierosa sprawną ręką. Zaciągnęła się głęboko, spojrzała w górę i powoli wypuściła dym z płuc. A potem skrzywiła się i oparła głowę o kolana.
- Tak w sumie podejrzewałam, że mogę skończyć jako kupka popiołu, albo kawałki mięsa rzucone na pożarcie jakimś bestiom, ewentualnie utopione w beczkach w rzece, próbuję jednak myśleć optymistycznie. - Naprawdę nie wiedziała, skąd czerpała siłę, żeby choć trochę żartować, patrząc, że wzrok znów jej się zamglił, gdy w kącikach oczu zaczęły zbierać się łzy. Wzięła jednak kilka głębokich wdechów, znów zaciągnęła się szlugiem i odzyskała ostrość widzenia. Mdłości które przy okazji poczuła, wcale nie odpuściły.
Proste nie zasłyszane z ust rozmówcy jednak prawie zniweczyło jej wcześniejsze starania opanowania swoich emocji. Prawie, bo widać Crow chyba jeszcze nie spisał jej na straty.
- Dzięki, umiesz człowieka pocieszyć - wydusiła z siebie przez zaciśnięte gardło, po czym udało jej się na niego spojrzeć.
- Mogłabym popytać znajomych, czy nie mają czegoś z dala od miasta - stwierdziła po chwili ciszy, po czym znów włożyła papierosa między wargi w nerwowym ruchu. Najlepiej byłoby jej wynieść się chyba na jakiś czas z Londynu, dom dziadków dawno jednak już został sprzedany. Na Nokturnie nie chciała narażać ani matki, ani bliskich jej osób, zresztą za łatwo ją było znaleźć. Mogła jeszcze pomyśleć nad jakąś mugolską dziurę, do której mogłaby wpełznąć, nie znała jednak na tyle tego świata, by zrobić to w miarę swobodnie. W skrócie, chyba pozostawało dalej liczyć na liche szczęście.
Uniosła wysoko brwi i spojrzała na Crowa, jakby straciła resztki wiary w ludzkość, gdy usłyszała jego komentarz. Dobra, może w innych okolicznościach chętnie pociągnęłaby ten temat, teraz jednak nie bardzo była w nastroju, który był z deka wisielczy. Za parę godzin może to nawet przestać być przenośnią.
- Interesująca wiadomość, wolałabym jednak podjąć o tym ewentualną dyskusję wspartą lub nie prezentacją, gdy przestanę się martwić, czy jutro w ogóle otworzę oczy - odpowiedziała, choć z drugiej strony może powinna po prostu skorzystać z życia i przestać się już czymkolwiek przejmować.
Zawsze jakaś ewentualność, jak jednak Crow jej nie pomoże.
Uśmiechnęła się nawet, wyobrażając sobie, jak cały Nokturn powtarza jak Dante dał się zrobić w konia.
- Bardzo dobrze, niech sobie gadają, wtrącę skurwysynowi z rąk chociaż złudzenie, że panuje nad sytuacją - przyjęła papierosa sprawną ręką. Zaciągnęła się głęboko, spojrzała w górę i powoli wypuściła dym z płuc. A potem skrzywiła się i oparła głowę o kolana.
- Tak w sumie podejrzewałam, że mogę skończyć jako kupka popiołu, albo kawałki mięsa rzucone na pożarcie jakimś bestiom, ewentualnie utopione w beczkach w rzece, próbuję jednak myśleć optymistycznie. - Naprawdę nie wiedziała, skąd czerpała siłę, żeby choć trochę żartować, patrząc, że wzrok znów jej się zamglił, gdy w kącikach oczu zaczęły zbierać się łzy. Wzięła jednak kilka głębokich wdechów, znów zaciągnęła się szlugiem i odzyskała ostrość widzenia. Mdłości które przy okazji poczuła, wcale nie odpuściły.
Proste nie zasłyszane z ust rozmówcy jednak prawie zniweczyło jej wcześniejsze starania opanowania swoich emocji. Prawie, bo widać Crow chyba jeszcze nie spisał jej na straty.
- Dzięki, umiesz człowieka pocieszyć - wydusiła z siebie przez zaciśnięte gardło, po czym udało jej się na niego spojrzeć.
- Mogłabym popytać znajomych, czy nie mają czegoś z dala od miasta - stwierdziła po chwili ciszy, po czym znów włożyła papierosa między wargi w nerwowym ruchu. Najlepiej byłoby jej wynieść się chyba na jakiś czas z Londynu, dom dziadków dawno jednak już został sprzedany. Na Nokturnie nie chciała narażać ani matki, ani bliskich jej osób, zresztą za łatwo ją było znaleźć. Mogła jeszcze pomyśleć nad jakąś mugolską dziurę, do której mogłaby wpełznąć, nie znała jednak na tyle tego świata, by zrobić to w miarę swobodnie. W skrócie, chyba pozostawało dalej liczyć na liche szczęście.