27.03.2024, 12:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2024, 21:50 przez Anthony Shafiq.)
– To kwestia częstotliwości, długości fali dźwiękowej. – Odłożył kieliszek, nie próbując ponownie bomblującego trunku, nie łudząc się, że będzie cokolwiek lepiej. – Przez wieki uważano i to w różnych kulturach, że świat skonstruowany jest boską proporcją zapisaną w muzyce. Muzyka-liczba-kosmos, odwieczne poszukiwanie porządku doczesności, duchowości i istnienia w niemożliwym do objęcia umysłem świecie. Ogromnym, zawieszonym w pustce wszechświecie. To wszystko kryło się pod zgrabnym terminem harmonia mundi, która w odróżnieniu od harmonii instrumentalis nie jest muzyką, jaką słyszymy, ale muzyką, która jest w nas i we wszystkim, co nas otacza. – mówił bardzo cicho, akustyka pomieszczenia pozwalała słyszeć każde najdrobniejsze jego słowo, ale w zrozumieniu pomagała też nienaganna dykcja i brak pospolitych wtrąceń, skrótowców i emigranckich naleciałości. Zupełnie tak, jakby czytał mu książkę osadzoną w tym temacie, był lektorem umilającym nudną, pozbawioną ruchu kąpiel w leczniczym źródle.
– Od wieków, nie tylko w Grecji, ale też i Azji, proporcje kruszców i tony, które wydawały ich stopy po uderzeniu, zaskakiwały i były przedmiotem wielu wzmożonych obserwacji. Jak to możliwe, że gdy ujmiesz materiału o równe pół, ton będzie taki sam, acz oktawę wyższy? Jak to jest, że przy proporcji dwóch trzecich można wyprodukować kwartę i kwintę, które współbrzmią tonem składowym w pojedynczej nucie, jeśli dobrze wsłuchać się w jej echo. A więc częstostotliwość i barwa niezbyt gwałtownie uderzanych dzwonów – mają lecznicze właściwości, ponoć zestrajają się z częstotliwością duszy. Obok woni eterycznych mieszanek, i – niezbyt skutecznym a jednak – nacisku na punkty spustowe i energetyczne, to wszystko razem pomaga w medytacji, wyciszeniu, otworzeniu czakr. Pomaga nie myśleć, gdy myśli w zbytnim naporze nie chcą odpuścić. Pomaga myśleć wolniej po całym zabiegu. Klarowniej. Leczą umysł, podobnie jak teraz ów wżerająca się w nozdrza siarka błogosławi ciału. – umilkł w zamyśleniu i zanurzył się nieco głębiej, tak by tylko głowa pozostawała nad linią wody, oddając przestrzeń na rozmyślania Erika, myśli mniej lub bardziej chaotyczne, uwolnione odrealnieniem i nowością jego doświadczeń. Zareagował dopiero na wzmiankę o drzwiach, śmiejąc się szczerze rozbawiony tą sugestią, podnosząc się przy tym jednocześnie ze wcale głośnym chlupotem.
– Wachta pod drzwiami... – kiwał głową z niedowierzaniem, uśmiechając się nowym rodzajem uśmiechu, bardziej spontanicznym, zarezerwowanym dla kręgu, do którego młody Longbottom dostał zaproszenie, gdy nie zwracał na to zbytniej uwagi. – Czy jeszcze przed chwilą nie obiecywałeś, że jeśli zacznę się topić, to bez chwili wahania ruszysz mi na ratunek? – podjął ani na moment nie pozbawiając swojego tonu lekkości doprawionej szczyptą kokieterii. – Spójrz, jak zadbałem o swoje bezpieczeństwo! Skróciłem możliwie skutecznie dystans, który musiałbyś pokonać do mojego walczącego o oddech ciała – dłoń powędrowała od jego klatki piersiowej w stronę Erika, podkreślając słowa gestykulacją. Niby nie było to nic wielkiego, ale wobec stateczności ostatnich minut, czy nawet godziny, zdawało się to być nader wzmożonym ruchem ze strony Anthony'ego. – Co więcej, pozbawiłem Cię zbroi, więc raczej nie pójdziemy na dno, bo o ileż cenię Twoje towarzystwo, to wolę go doświadczać żywym niż martwym. – Wciąż szereg białych zębów zdobił jego pociagłą twarz, gdy wygiął się ku paterze stojącej za nimi na marmurowej podłodze, tym razem po figę. Ujął sam jej lekko stwardniały czubek palcami, które pozostawaly wilgotne od kontaktu z wodą.
– Granat owszem, dla boskiego Elizjum, raju herosów i gości Hadesa. A zmęczona zaborczą matką Kora, zmuszana do życia w zgodzie z regułami i oczekiwaniami surowego rodzica, z pewnością podejmowana była w Elizjum. Niektórzy zarzucają jej naiwność, czasem nawet głupotę, ja jednak sądzę, że ona wiedziała, co robi i dlaczego to robi. Może na pół świadomie, z ciekawości jak daleko posunie się stary bóg zachwycony jej urodą, radością życia, słodkim, nieskażonym światem idealizmem. A może była cyniczna, wybierając na kochanka kogoś o szerokich wpływach, wspaniałym królestwie, kto jednocześnie nie cieszył się opinią hulaki i bawidamka, jak jego bracia. To jeden z moich ulubionych mitów. – przyznał, choć nie doprecyzował dlaczego tak właśnie było. Zapatrzył się na trzymany przez siebie owoc, kręcąc nim to w prawo to w lewo, milcząc przez chwilę w poszukiwaniu myśli i słów, które przysłoniły rozważania na temat wiekowej opowieści. W końcu podjął znów, wciąż cicho, ale z nową energią, zwracając się bezpośrednio do Erika, przysuwając mu słodką przekąskę pod nos.
– Figa dla tartarowego piekła, dla zachłannych grzeszników, którzy do końca trwania świata nie nasycą swoich wysublimowanych kubeczków smakowych. – jego głos znów nabrał figlarności, był niczym akwizytor zachwalający swój ekskluzywny towar. Długie palce sprzyjały tej prezentacji, jakby sam był drzewem pochylającym swe gałęzie do głodnego więźnia greckiego podziemia. –...czyli w naszym przypadku, myślę godzina, dwie? – na krótki moment uciekł wzrokiem do drzwi, lecz szybko powrócił uwagą do ich abstrakcyjnej wymiany zdań.– Spróbuj. W Anglii pewnie jadłeś suszone figi, ale ta jeszcze przed chwilą trzymała się mocno swojego matczynego drzewa. Ma miękką skórkę, nie trzeba jej obierać. Spróbuj i powiedz, czy jesteś w stanie poczuć cokolwiek więcej niż ziarnistą fakturę i ostrość siarki. Powiedz mi czy jest tu cokolwiek, co nie będzie smakować minerałami z głębi ziemi?
– Od wieków, nie tylko w Grecji, ale też i Azji, proporcje kruszców i tony, które wydawały ich stopy po uderzeniu, zaskakiwały i były przedmiotem wielu wzmożonych obserwacji. Jak to możliwe, że gdy ujmiesz materiału o równe pół, ton będzie taki sam, acz oktawę wyższy? Jak to jest, że przy proporcji dwóch trzecich można wyprodukować kwartę i kwintę, które współbrzmią tonem składowym w pojedynczej nucie, jeśli dobrze wsłuchać się w jej echo. A więc częstostotliwość i barwa niezbyt gwałtownie uderzanych dzwonów – mają lecznicze właściwości, ponoć zestrajają się z częstotliwością duszy. Obok woni eterycznych mieszanek, i – niezbyt skutecznym a jednak – nacisku na punkty spustowe i energetyczne, to wszystko razem pomaga w medytacji, wyciszeniu, otworzeniu czakr. Pomaga nie myśleć, gdy myśli w zbytnim naporze nie chcą odpuścić. Pomaga myśleć wolniej po całym zabiegu. Klarowniej. Leczą umysł, podobnie jak teraz ów wżerająca się w nozdrza siarka błogosławi ciału. – umilkł w zamyśleniu i zanurzył się nieco głębiej, tak by tylko głowa pozostawała nad linią wody, oddając przestrzeń na rozmyślania Erika, myśli mniej lub bardziej chaotyczne, uwolnione odrealnieniem i nowością jego doświadczeń. Zareagował dopiero na wzmiankę o drzwiach, śmiejąc się szczerze rozbawiony tą sugestią, podnosząc się przy tym jednocześnie ze wcale głośnym chlupotem.
– Wachta pod drzwiami... – kiwał głową z niedowierzaniem, uśmiechając się nowym rodzajem uśmiechu, bardziej spontanicznym, zarezerwowanym dla kręgu, do którego młody Longbottom dostał zaproszenie, gdy nie zwracał na to zbytniej uwagi. – Czy jeszcze przed chwilą nie obiecywałeś, że jeśli zacznę się topić, to bez chwili wahania ruszysz mi na ratunek? – podjął ani na moment nie pozbawiając swojego tonu lekkości doprawionej szczyptą kokieterii. – Spójrz, jak zadbałem o swoje bezpieczeństwo! Skróciłem możliwie skutecznie dystans, który musiałbyś pokonać do mojego walczącego o oddech ciała – dłoń powędrowała od jego klatki piersiowej w stronę Erika, podkreślając słowa gestykulacją. Niby nie było to nic wielkiego, ale wobec stateczności ostatnich minut, czy nawet godziny, zdawało się to być nader wzmożonym ruchem ze strony Anthony'ego. – Co więcej, pozbawiłem Cię zbroi, więc raczej nie pójdziemy na dno, bo o ileż cenię Twoje towarzystwo, to wolę go doświadczać żywym niż martwym. – Wciąż szereg białych zębów zdobił jego pociagłą twarz, gdy wygiął się ku paterze stojącej za nimi na marmurowej podłodze, tym razem po figę. Ujął sam jej lekko stwardniały czubek palcami, które pozostawaly wilgotne od kontaktu z wodą.
– Granat owszem, dla boskiego Elizjum, raju herosów i gości Hadesa. A zmęczona zaborczą matką Kora, zmuszana do życia w zgodzie z regułami i oczekiwaniami surowego rodzica, z pewnością podejmowana była w Elizjum. Niektórzy zarzucają jej naiwność, czasem nawet głupotę, ja jednak sądzę, że ona wiedziała, co robi i dlaczego to robi. Może na pół świadomie, z ciekawości jak daleko posunie się stary bóg zachwycony jej urodą, radością życia, słodkim, nieskażonym światem idealizmem. A może była cyniczna, wybierając na kochanka kogoś o szerokich wpływach, wspaniałym królestwie, kto jednocześnie nie cieszył się opinią hulaki i bawidamka, jak jego bracia. To jeden z moich ulubionych mitów. – przyznał, choć nie doprecyzował dlaczego tak właśnie było. Zapatrzył się na trzymany przez siebie owoc, kręcąc nim to w prawo to w lewo, milcząc przez chwilę w poszukiwaniu myśli i słów, które przysłoniły rozważania na temat wiekowej opowieści. W końcu podjął znów, wciąż cicho, ale z nową energią, zwracając się bezpośrednio do Erika, przysuwając mu słodką przekąskę pod nos.
– Figa dla tartarowego piekła, dla zachłannych grzeszników, którzy do końca trwania świata nie nasycą swoich wysublimowanych kubeczków smakowych. – jego głos znów nabrał figlarności, był niczym akwizytor zachwalający swój ekskluzywny towar. Długie palce sprzyjały tej prezentacji, jakby sam był drzewem pochylającym swe gałęzie do głodnego więźnia greckiego podziemia. –...czyli w naszym przypadku, myślę godzina, dwie? – na krótki moment uciekł wzrokiem do drzwi, lecz szybko powrócił uwagą do ich abstrakcyjnej wymiany zdań.– Spróbuj. W Anglii pewnie jadłeś suszone figi, ale ta jeszcze przed chwilą trzymała się mocno swojego matczynego drzewa. Ma miękką skórkę, nie trzeba jej obierać. Spróbuj i powiedz, czy jesteś w stanie poczuć cokolwiek więcej niż ziarnistą fakturę i ostrość siarki. Powiedz mi czy jest tu cokolwiek, co nie będzie smakować minerałami z głębi ziemi?