27.03.2024, 17:57 ✶
- ...te przedmioty zostały znalezione w pracowni ukrytej w jaskiniach na północy Anglii. Dokonane do tej pory analizy sugerują, że mogła należeć do jednego z uczniów Merlina.
Głos ciotki Cathala, pani Shafiq, wzmocniony zaklęciem, niósł się po jednej z sal muzeum Shafiqów. Otwarcie nowej ekspozycji - na której umieszczono przedmioty znalezione w ostatnich miesiącach przez kuzynów Cathala w wyniku prac prowadzonych na terenie Anglii - nie było wydarzeniem bardzo wielkim: w pomieszczeniu zgromadziło się około dwudziestu czy trzydziestu osób. Byli to głównie "ludzie z branży", starannie wyselekcjonowani przez ciotkę, historycy, potencjalni sponsorzy, dwóch dziennikarzy.
Było to w teorii towarzystwo dla Cathala.
W praktyce Shafiq nie przepadał za takimi zgromadzeniami, zaklęte miecze i zaczarowane naczynia były intrygujące, ale obejrzał je już wcześniej, na długo zanim trafiły do szklanych, muzealnych gablot, myślami był już nie w Anglii i przy uczniach Merlina, a w Egipcie przy małżonce pewnego faraona, która zmarła na długo nim Merlin przyszedł na świat, i poza tym strasznie chciało mu się palić.
Cathal Shafiq był mężczyzną tuż przy trzydziestce, wyróżniającym się głównie wysokim wzrostem i opalenizną, dziwną w zimowej Anglii – zwłaszcza, że w przeciwieństwie do większości członków rodziny, po matce miał jasne włosy i oczy. Jej zagadka była jednak prosta, jeszcze niespełna dwa miesiące temu był w Peru, gdzie o tej porze roku temperatury pozostawały najwyższe.
– Po obejrzeniu eksponatów zapraszam do salonu na przekąski oraz drinki – dorzuciła Marianne Shafiq, gdy skończyła już perorować na temat miecza, który powstał podobno na wzór legendarnego Exalibura. Cathal ucieszył się w pierwszej chwili, że to oznacza koniec pokazu i będzie mógł wymknąć się w typowo angielskim stylu, niestety, ciotka i kuzyn poprowadzili część „wycieczki”, aby przekazać im lustro. Podobno wzorowane na lustrze pani z Shalott.
– Jeżeli ten człowiek nie był nawet uczniem Merlina, bez wątpienia szalał na punkcie legend arturiańskich – mruknął Cathal, podchodząc nieco bliżej do gabloty z mieczem, wciąż zachowanym w idealnym stanie, mimo tego, że musiał powstać dobre tysiąc trzysta lat temu. Trudno było powiedzieć, czy mówił do siebie, czy do Icarusa, który akurat znalazł się obok.
Głos ciotki Cathala, pani Shafiq, wzmocniony zaklęciem, niósł się po jednej z sal muzeum Shafiqów. Otwarcie nowej ekspozycji - na której umieszczono przedmioty znalezione w ostatnich miesiącach przez kuzynów Cathala w wyniku prac prowadzonych na terenie Anglii - nie było wydarzeniem bardzo wielkim: w pomieszczeniu zgromadziło się około dwudziestu czy trzydziestu osób. Byli to głównie "ludzie z branży", starannie wyselekcjonowani przez ciotkę, historycy, potencjalni sponsorzy, dwóch dziennikarzy.
Było to w teorii towarzystwo dla Cathala.
W praktyce Shafiq nie przepadał za takimi zgromadzeniami, zaklęte miecze i zaczarowane naczynia były intrygujące, ale obejrzał je już wcześniej, na długo zanim trafiły do szklanych, muzealnych gablot, myślami był już nie w Anglii i przy uczniach Merlina, a w Egipcie przy małżonce pewnego faraona, która zmarła na długo nim Merlin przyszedł na świat, i poza tym strasznie chciało mu się palić.
Cathal Shafiq był mężczyzną tuż przy trzydziestce, wyróżniającym się głównie wysokim wzrostem i opalenizną, dziwną w zimowej Anglii – zwłaszcza, że w przeciwieństwie do większości członków rodziny, po matce miał jasne włosy i oczy. Jej zagadka była jednak prosta, jeszcze niespełna dwa miesiące temu był w Peru, gdzie o tej porze roku temperatury pozostawały najwyższe.
– Po obejrzeniu eksponatów zapraszam do salonu na przekąski oraz drinki – dorzuciła Marianne Shafiq, gdy skończyła już perorować na temat miecza, który powstał podobno na wzór legendarnego Exalibura. Cathal ucieszył się w pierwszej chwili, że to oznacza koniec pokazu i będzie mógł wymknąć się w typowo angielskim stylu, niestety, ciotka i kuzyn poprowadzili część „wycieczki”, aby przekazać im lustro. Podobno wzorowane na lustrze pani z Shalott.
– Jeżeli ten człowiek nie był nawet uczniem Merlina, bez wątpienia szalał na punkcie legend arturiańskich – mruknął Cathal, podchodząc nieco bliżej do gabloty z mieczem, wciąż zachowanym w idealnym stanie, mimo tego, że musiał powstać dobre tysiąc trzysta lat temu. Trudno było powiedzieć, czy mówił do siebie, czy do Icarusa, który akurat znalazł się obok.