27.03.2024, 23:03 ✶
Och, a Leoleoleo to do słodkich flirtów miał słabość, bo flirty łechtały ego jak najbardziej. Mraurrr. Zapewne odwzajemniłem ten uśmiech, opierając się o barowy blat i za nic miałem sobie potencjalne zniesmaczone miny pozostałych klientów. Ba, pewnie gdybym był w kociej postaci, to oblizałbym dokładnie, choć... chwila... Ja to w sumie kotem byłem również w swojej ludzkiej postaci, więc oblizałem swoje wargi dokładnie i zaraz też przepłukałem gardziołko drineczkiem.
Ale nie na długo trwałem w tej pozycji, bo kiedy tylko mój koci instynkt dostrzegł dopijającego się drinka, moja łapa już leciała w kierunku butelki z wódką. Właściwie, to był już barmani instynkt, bo gdzieś daleko za byciem kotem, byłem również rasowym barmanem, co to się wychował w barze, więc takie rzeczy to u mnie we krwi były. Nie tylko alkohol, ale cały bar. Niezależnie od tego, czy to był Dziurawy, Nora czy Głębina - odnajdywałem się w nich doskonale. Dosłownie jak ryba w wodzie. Właściwie, to w przenośni. Nie pływałem, jeśli nie było to konieczne.
Cóż, ale chodziło tu o coś innego. Jeszcze nim szklanka przestała się chybotać niezręcznie, już zaczynała posiadać nową zawartość. Wódka zalewała ją do pewnego poziomu i... nawet nie pytałem, tylko nalewałem to samo, tylko tym razem z większą zawartością słodkiego soku. I darowałem sobie już ozdobnicze pierdółki. A to wszystko przy niewysłowionej wdzięczności, bo Crowie mi tu radyjko naprawi i będę mógł hulać, więc zacząłem nucić pod nosem i też pod nim śpiewać jakąś rymowaną piosenkę, a że ustać na miejscu nie potrafiłem, to skakałem przy tym jak pojebany, haha. To już w psychiatryku mieli spokojniejszą klientelę. I do tego nie potrzebowałem czarów, tylko własne hektolitry uroku osobistego.
- Nie musisz rozumieć, tylko ze mną poszumieć. Zabawa będzie bardzo słodka, tylko muzyką zadowól kotka - odparłem pełen entuzjazmu, z piękną prośbą w oczkach, właściwie to rzucając to radio na blat. Prawie rzucając, bo szanowałem je również za wyciąganie mnie z letargów. Takich powiedzmy delikatnych letargów, bo w takie głębokie to ja nie zapadałem. Zaraz też gestem zamknąłem sobie usta. Leo nie konfident... Chyba. Trzeba było się przekonać, bo czasami to ja za bardzo roztrzepany byłem. - Ciebie nie widziałem, drinki gościom nalewałem. Te czekoladki to całkowity przypadek. Mam nadzieję, że ominął je jego zadek - przyznałem rozbawiony, bo wyobrażałem sobie szczającego ducha. Ciekawe, mógłby być podkurwiony za niepowodzenie w duchowym szczaniu na czekoladki, no nie? Czy dałby może radę? W magii różne rzeczy się działy.
Chwyciłem za szmatę spod lady i nieco przetarłem ten syf. Dziurawy miał swój klimat. To też szanowałem.
Ale nie na długo trwałem w tej pozycji, bo kiedy tylko mój koci instynkt dostrzegł dopijającego się drinka, moja łapa już leciała w kierunku butelki z wódką. Właściwie, to był już barmani instynkt, bo gdzieś daleko za byciem kotem, byłem również rasowym barmanem, co to się wychował w barze, więc takie rzeczy to u mnie we krwi były. Nie tylko alkohol, ale cały bar. Niezależnie od tego, czy to był Dziurawy, Nora czy Głębina - odnajdywałem się w nich doskonale. Dosłownie jak ryba w wodzie. Właściwie, to w przenośni. Nie pływałem, jeśli nie było to konieczne.
Cóż, ale chodziło tu o coś innego. Jeszcze nim szklanka przestała się chybotać niezręcznie, już zaczynała posiadać nową zawartość. Wódka zalewała ją do pewnego poziomu i... nawet nie pytałem, tylko nalewałem to samo, tylko tym razem z większą zawartością słodkiego soku. I darowałem sobie już ozdobnicze pierdółki. A to wszystko przy niewysłowionej wdzięczności, bo Crowie mi tu radyjko naprawi i będę mógł hulać, więc zacząłem nucić pod nosem i też pod nim śpiewać jakąś rymowaną piosenkę, a że ustać na miejscu nie potrafiłem, to skakałem przy tym jak pojebany, haha. To już w psychiatryku mieli spokojniejszą klientelę. I do tego nie potrzebowałem czarów, tylko własne hektolitry uroku osobistego.
- Nie musisz rozumieć, tylko ze mną poszumieć. Zabawa będzie bardzo słodka, tylko muzyką zadowól kotka - odparłem pełen entuzjazmu, z piękną prośbą w oczkach, właściwie to rzucając to radio na blat. Prawie rzucając, bo szanowałem je również za wyciąganie mnie z letargów. Takich powiedzmy delikatnych letargów, bo w takie głębokie to ja nie zapadałem. Zaraz też gestem zamknąłem sobie usta. Leo nie konfident... Chyba. Trzeba było się przekonać, bo czasami to ja za bardzo roztrzepany byłem. - Ciebie nie widziałem, drinki gościom nalewałem. Te czekoladki to całkowity przypadek. Mam nadzieję, że ominął je jego zadek - przyznałem rozbawiony, bo wyobrażałem sobie szczającego ducha. Ciekawe, mógłby być podkurwiony za niepowodzenie w duchowym szczaniu na czekoladki, no nie? Czy dałby może radę? W magii różne rzeczy się działy.
Chwyciłem za szmatę spod lady i nieco przetarłem ten syf. Dziurawy miał swój klimat. To też szanowałem.