Im dalej w las, tym gorzej, przysięgam. Doszła do wniosku, że jeżeli ma dalej tutaj siedzieć i wysłuchiwać perorującej Geraldine, to powinna się choć trochę znieczulić. Osuszyła kieliszek w dwóch łykach i z grymasem na twarzy odłożyła puste naczynie.
— Nie chrzań, Yaxley, bo obie dobrze wiemy, że tyle macie ze szlachetności, co ja mam z baletnicy.
Rowle sama dokładnie nie wiedziała, czego chcą od niej rodzice. O ile wcześniejsze listy nie działały i dalej jeździła po świecie, o tyle odcięcie od rodzinnych funduszy zmusiło ją do powrotu. Czy wydarzyło się coś złego? Czy może po prostu chcą ją znowu wpakować na jakiś stołek w ministerstwie i tym razem nie dać jej uciec?
— Zobaczymy. — odparła z kwaśną miną.
Kiedy usłyszała o kelpie, aż się w niej zagotowało.
— I ty jeszcze jesteś z tego dumna? — zadrwiła, spoglądając na Geraldine. — Co, pewnie pojawiło się zamówienie na włosy kelpie do różdżek, a może jakiś buc chciał sobie powiesić jej głowę nad kominkiem?! Żałuję, że Leach zrezygnował z ograniczeń dla czarodziejów polujących na magiczne istoty. Powinien całej twojej rodzinie przywalić dożywotni zakaz polowania na jakiekolwiek zwierzęta. Wszystkim wyszłoby to na zdrowie!
Regina miała bardzo skrajne poglądy, jeżeli szło o zabijanie dzikich i magicznych zwierząt. Rozumiała, że w niektórych częściach świata zagrażają zarówno czarodziejom, jak i mugolom, lecz bardzo często to właśnie człowiek ingerował w ich środowisko. Najlepszym przykładem tego byli Yaxleyowie, przyjmujący odpowiednio opłacane zlecenia na najróżniejsze stwory. Nie dlatego, że martwili się o maluczkich, ale dlatego, że było to intratny zajęcie.