29.03.2024, 19:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2024, 19:07 przez Cathal Shafiq.)
- Ciężko mi to sobie wyobrazić. W tamtych czasach uczniów nie traktowano jak obecnie. Poza tym czy gdyby miał naprawdę utalentowanego adepta, czy nie pojawiłby się w którejkolwiek z legend arturiańskich? - zapytał Cathal. Była to raczej dywagacja niż stwierdzenie faktu. Wiedział, że w przypadku stosunków między uczniami a nauczycielami ci pierwsi zasadniczo byli brani głównie jako pomocnicy, a przy okazji zdobywali wiedzę, która w przyszłości pozwalała im się uniezależnić. W kwestii czasów arturiańskich wiele rzeczy zasłaniała jednak mgiełka tajemnicy, a sam Shafiq dotąd nie specjalizował się w tej dziedzinie historii właśnie: znał je, ale nie tkwił w tym tak głęboko jak kuzyn, nie mógł więc mieć pewności, co do tego, co mogłoby wymazać ewentualnych uczniów z kart historii.
- Dlaczego nie? - zdziwił się, przenosząc spojrzenie jasnych oczu z miecza, spoczywającego w gablocie, na Icarusa. Nie, Cathal nie był jednym z tych ludzi, którzy wszystkich uważali za równych. Ba, osoby z takimi poglądami miał za głupców. Ale przed nim stał jeden z zamożnej rodziny Prewettów, nie jakiś przybłęda znikąd, człowiek wykształcony, o przynajmniej średnim statusie majątkowym i znający się zapewne na historii, skoro trafił do tej sali. Shafiq podejrzewał, że kuzyn Bastian porozmawiałby z nim z największą radością, przechwalając się swoimi dokonaniami i opowiadając o książce, którą zamierzał napisać.
Zamilkł, na dłuższą chwilę, kiedy Icarus się przedstawił. Mogło wyglądać to dziwnie, nagłe zawieszenie, jakby nie chciał kontynuować rozmowy. W istocie Shafiq na moment zapadł się po prostu we własną pamięć, jak zdarzało się mu dość często: imię wywołało całe ciągi skojarzeń, podsuwało wspomnienia konkretnych osób i fragmenty dawno przeczytać ksiąg.
- Syn Dedalusa - mruknął w końcu, gdy zdawało się, że już nie odpowie. - Uznał to za zabawne, czy cenił mit o Ikarze? - zapytał, a na jego ustach zamajaczył lekki uśmiech, może apropos tego mitu, a może przez wzgląd na pytanie. - Nie. Mieliśmy w grupie dwóch klątwołamaczy, radzili sobie całkiem nieźle.
- Dlaczego nie? - zdziwił się, przenosząc spojrzenie jasnych oczu z miecza, spoczywającego w gablocie, na Icarusa. Nie, Cathal nie był jednym z tych ludzi, którzy wszystkich uważali za równych. Ba, osoby z takimi poglądami miał za głupców. Ale przed nim stał jeden z zamożnej rodziny Prewettów, nie jakiś przybłęda znikąd, człowiek wykształcony, o przynajmniej średnim statusie majątkowym i znający się zapewne na historii, skoro trafił do tej sali. Shafiq podejrzewał, że kuzyn Bastian porozmawiałby z nim z największą radością, przechwalając się swoimi dokonaniami i opowiadając o książce, którą zamierzał napisać.
Zamilkł, na dłuższą chwilę, kiedy Icarus się przedstawił. Mogło wyglądać to dziwnie, nagłe zawieszenie, jakby nie chciał kontynuować rozmowy. W istocie Shafiq na moment zapadł się po prostu we własną pamięć, jak zdarzało się mu dość często: imię wywołało całe ciągi skojarzeń, podsuwało wspomnienia konkretnych osób i fragmenty dawno przeczytać ksiąg.
- Syn Dedalusa - mruknął w końcu, gdy zdawało się, że już nie odpowie. - Uznał to za zabawne, czy cenił mit o Ikarze? - zapytał, a na jego ustach zamajaczył lekki uśmiech, może apropos tego mitu, a może przez wzgląd na pytanie. - Nie. Mieliśmy w grupie dwóch klątwołamaczy, radzili sobie całkiem nieźle.