Robert również w pewne bajki przestawał wreszcie wierzyć. Powoli. Dzień po dniu. Otrzymując kolejne informacje. Zestawiając je z tym, co sam odkrywał. Z tym, co samemu miał możliwość zaobserwować. Nie zamierzał zarazem wypowiadać się na ten temat. Tego tematu ciągnąć dalej. Sauriel dobrze to wszystko podsumował. Naprawdę trafnie. Nie było potrzeby dodawać niczego więcej.
- Stanleya. O ile się nie mylę, zostawił go samego podczas Beltane? - pytanie? Nie do końca. Bo przecież Stanley mu to dokładnie opisał. Przedstawił tamto zajście. Może coś jednak źle zrozumiał? Przeoczył? Zdarzało się najlepszym. Jeśli tak było, Sauriel miał możliwość sprostowania. Wytknięcia błędu w rozumowaniu. I inne takie.
Czasami nawet Mulciber sięgał po słownictwo dużo bardziej poetyckie. Kompletnie do niego niepasujące, ale za to jakże barwne! Musiała jedynie nadarzyć się ku temu odpowiednia okazja. Choćby właśnie taka jak ta. Teraz. Ta rozmowa zdawała się sprzyjać pewnym mniej codziennym gestom, słowom, działaniom.
- Nie musisz się obawiać ewentualnych konsekwencji. - tylko czy faktycznie mógł mu coś takiego obiecać? Prawda była taka, obydwoje musieli zdawać sobie z tego sprawę, że zawsze coś mogło pójść nie tak. Zawsze coś mogło się nie spodobać Kierownikowi Wycieczki. Ryzyka nie dało się wykluczyć, można było jedynie je zminimalizować. Do pewnego stopnia. Dokładnie to starał się robić Robert. Na tyle, na ile sam był w stanie. - Harper nie jest kimś, kogo bym... nie doceniał. Nie zamierzam się tutaj z niczym nadmiernie śpieszyć. Mamy czas. Mamy ludzi. Mamy też pewne zasoby.
Nie zamierzał mu teraz wszystkiego tłumaczyć. O wszystkim mu tutaj opowiadać. We wszystko Sauriela wdrażać? Czy sam wampirek czegoś takiego w ogóle oczekiwał? Potrzebował? Wciąż ze swoim papierosem w ręku, nie śpieszył się z niczym. Myślał nad tym, co dalej. Deklaracje już otrzymał. Do czego mógł teraz wykorzystać młodego Rookwooda? Bo przecież nie zostawi go na uboczu, czekając na to aż się przypadkiem do czegoś przyda.
- Czasami trzeba cofnąć się w czasie, wrócić do tego, co miało miejsce wcześniej. Pamiętasz naszą wizytę w domu zdrajcy? - zadał pytanie, ale nie oczekiwał w tym przypadku niczego więcej jak zwykłego potwierdzenia. Albo zaprzeczenia, jeśli pamiętał z tamtej wizyty tyle co nic. - Potrzebuje wszystko odtworzyć, zebrać możliwie najwięcej informacji na temat naszego zdrajcy. Skoro on znał Harper... my też możemy czegoś się o niej dowiedzieć. Nie ma znaczenia to, że Greyback jest obecnie martwy. - czy faktycznie nie miało? Nie do końca, bo znacząco im to utradniało dalsze działania. Prawda była jednak taka, że nawet martwi potrafili czasem coś powiedzieć. Musieli więc dokładnie się temu konkretnemu martwemu przyjrzeć. Odwiedzić ponownie jego dom. Wypytać sąsiadów. Przejrzeć rzeczy, jakie posiadał. O ile cokolwiek z tych rzeczy przetrwało. Ile mogli tym sposobem zyskać? To miało się okazać. - Na razie nie będziemy się udawać bezpośrednio do jego domu, ale to kwestia czasu. Będę się w tym temacie kontaktował. I w innych również.
Co więcej było tutaj do powiedzenia? Pewnie znalazłoby się kilka interesujących tematów, ale nie każdym z nich Robert chciał się zajmować akurat teraz. W zasadzie, to wystarczała mu uzyskana przed chwilą deklaracja. Między innymi to nią mu chodziło, kiedy prosił o spotkanie. O nią, a także o tych kilka informacji dotyczących ostatnich wydarzeń. Skoro to wszystko usłyszał, spotkanie można było zakończyć. Dokończyć podjęte wątki, dopić alkohol i po prostu się pożegnać.