Z każdą kolejną chwilą zdawał się rozumieć coraz mniej. Być może z tego względu, że skupił się na swoim wieloletnim doświadczeniu. Na swoich kwalifikacjach. Posiadanych znajomościach. W tym ostatnim mogło być po prawdzie trochę prawdy. Wciąż jakieś tam posiadał. Reszta jednak... reszta budziła wątpliwości odnośnie poczytalności Alexandra. Wątpliwości uzasadnione. Starając się to wszystko przetrawić, poukładać we wnętrzu swojej własnej głowy, upił kilka łyków alkoholu. Może rozjaśni umysł?
...albo samego siebie doprowadzi do stanu, w którym cały ten bełkot zacznie brzmieć sensownie. Zrozumiale.
Kiedy Alexander skończył, nie miał pewności odnośnie tego, co należało powiedzieć. W jaki sposób na to wszystko zareagować. Odnieść się do słów kuzyna. Momentami trafnych. W znacznej mierze jednak... budzących spore wątpliwości. Było trochę tak jakby wypowiadał się na przemian geniusz oraz skończony idiota. Ktoś niespełna rozumu? Nic tylko usiąść i zacząć płakać. Bo i co więcej mu teraz zostawało? Głośno i wyraźnie obwieścić: wszyscy zginiemy, nadszedł nasz koniec.
Tyle tylko, że Robert na żaden koniec zgadzać się nie zamierzał. A skoro tego jego plany nie zakładały...
- O ile część tego planu brzmi dobrze, to pewne elementy budzą wątpliwości... - wreszcie się odezwał. Tym razem zebranie się do tego zajęło mu znacznie więcej czasu. Udzielenie odpowiedzi wymagało kilku kolejnych łyków alkoholu. Skończyło się w zasadzie na osuszeniu szklanki. Wypiciu jej zawartości do dna. - Nie rozumiem wciąż, o jakich kwalifikacjach oraz doświadczeniu mowa. - zwłaszcza, jeśli te kwalifikacje i doświadczenie miałyby pomóc w dostaniu się konkretnie do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Raczej mało prawdopodobnym było, żeby na zatrudnienie się w tym miejscu, pozwoliło doświadczenie wyniesione za sprawą służby dla Czarnego Pana. Jeśli natomiast mowa o tym związanym z Departamentem Tajemnic... niekoniecznie pasowałby profilem do Biura Aurorów czy Brygady Uderzeniowej. Może miałby zostać kolejną sekretarką? Albo pracownikiem administracyjnym. Tych potrzebowano zawsze i wszędzie. Do głowy przychodziło jeszcze Biuro Koronera, ale tutaj musiałby się już naprawdę porządnie nagimnastykować. - Zatrzymajmy się może na kwestii znajomości. - jeśli Alex chciał cokolwiek wytłumaczyć odnośnie kwalifikacji oraz doświadczenia, Robert pozwolił mu dojść do głosu i dopiero w następnej chwili ruszył z tematem dalej. - Zakładając, że planowałbym samego siebie bądź kogoś innego umieścić w Departamencie Przestrzegania Prawa, to czy istniałaby możliwość uzyskania... powiedzmy czegoś na kształt polecenia od wyżej postawionych pracowników z innych Departamentów? Sam wspomniałeś o Dianie. - tutaj zatrzymał się, na krótki moment. Dla upewnienia się w tym, na ile Alexander za wszystkim nadążał. Bo miał co do tego pewne wątpliwości. - Ma dobre kontakty ze swoją rodziną? O ile cokolwiek na ten temat wiesz.
Robert orientował się w tym wszystkim tyle o ile. Wiedział jednak z jakiej rodziny pochodzi żona kuzyna. Tego drugiego kuzyna. Wiedział też, kto jeszcze nosił te nazwisko. Rozumiał jakie możliwości mogło im to zapewnić. Sam posiadał kilka podobnych znajomości. Z ilu mógłby jednak skorzystać? Będzie musiał się nad tym porządnie zastanowić. Bo gdyby przypadkiem za bratem wstawił się ktoś istotny, ktoś zapewnił mu plecy... ryzyko niepowodzenia byłoby już ciut mniejsze. Tak odrobinę.