30.03.2024, 16:35 ✶
Czy Isaac był zagrożeniem? Mógł nim być, a mógł też nie być. Na jego twarzy widniał lekki uśmiech, a jego ton wydawał się przyjacielski. Czy ironizował, mówiąc o jego odważnych słowach? Ciężko stwierdzić. Zbyt niska percepcja, przykro mi, panie Laurent!
Bagshot czytał za to z mężczyzny jak z otwartej księgi do Historii Magii. Przyglądał mu się bardzo uważnie, jednak jego celem nie było sprawienie, żeby jego rozmówca czuł stres lub dyskomfort. Odwrócił więc od niego wzrok i rozchylił marynarkę żeby wyciągnąć papierowy.
-Pali pan? Może papierosa? - Zaproponował. Sam miał zamiar zapalić kolejnego. Skoro już mieli tutaj postać i sobie pogawędzić…
-To nie była ironia, panie Prewett. Nazwał pan Śmierciożerców terrorystami i otwarcie się przyznał, że ich nie popiera. Uważam, że to bardzo odważne. - Powiedział, i wydawało się, że mówił szczerze. I prawda była taka, że naprawdę tak uważał.
Jeśli Laurent poczęstował się papierosem, to Isaac wyciągnął z kieszeni pudełko zapałek i użył ich, żeby odpalić im pety. Stali na chodniku pełnym mijających ich mugoli. Nie mogli pozwolić sobie na bezpieczne używanie czarów.
-Żyjemy w czasach, gdzie większość społeczeństwo boi się wypowiadać, a pan udzielił wywiadu dla największej gazety w Wielkiej Brytanii i skrytykował postępowanie Czarnego Pana. Dlaczego miałbym ironizować? - Zaciągnął się papierosem i ponownie spojrzał uważnie na chłopaka. Na jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech, który był dość ciężki do zinterpretowania.
-Panie Prewett, a może pozwoliłby pan zaprosić się na drinka? Widzi pan, trochę się przyglądałem temu co działo się na Beltaine, i na ten moment badam również nastroje społeczne w Londynie. Miałbym do pana kilka niezobowiązujących pytań, jeśli ma pan czas. - Proponując wyjście na drinka, uśmiechał się przyjaźnie. Ponownie zaciągnął się papierosem i wypuścił dymn w druga stronę. -Nie jestem reporterem i nie pracuję dla żadnej gazety. Aktualnie mam przyjemność pracować w dziale handlu międzynarodowego w Ministerstwie Magii. Dwa miesiące temu wróciłem do kraju po jedenastu latach nieobecności i… cóż… - Rozłożył ręce w geście poddania.- Jestem w szoku przez to co się dzieje. To już nie jest to samo miejsce, co kiedyś. - Miał nadzieję, że mówiąc o sobie coś więcej niż tylko imię i nazwisko, uspokoił Laurenta i to go zachęci do wybrania się z nim na drinka, oraz żeby porozmawiać. Zaczynało padać coraz mocniej, więc żeby nie zmoknąć do suchej nitki, Prewett musiał podjąć jakąś decyzję.
Intencje Isaaca wydawały się szczerze, podobnie jak jego słowa podziwu, którymi uraczył mężczyznę mówiąc o jego odwadze. Bagshot miał dość przyjemna aparycję, i mimo że sporo mówił, to nie wydawało się, aby był cwaniakiem.
Bagshot czytał za to z mężczyzny jak z otwartej księgi do Historii Magii. Przyglądał mu się bardzo uważnie, jednak jego celem nie było sprawienie, żeby jego rozmówca czuł stres lub dyskomfort. Odwrócił więc od niego wzrok i rozchylił marynarkę żeby wyciągnąć papierowy.
-Pali pan? Może papierosa? - Zaproponował. Sam miał zamiar zapalić kolejnego. Skoro już mieli tutaj postać i sobie pogawędzić…
-To nie była ironia, panie Prewett. Nazwał pan Śmierciożerców terrorystami i otwarcie się przyznał, że ich nie popiera. Uważam, że to bardzo odważne. - Powiedział, i wydawało się, że mówił szczerze. I prawda była taka, że naprawdę tak uważał.
Jeśli Laurent poczęstował się papierosem, to Isaac wyciągnął z kieszeni pudełko zapałek i użył ich, żeby odpalić im pety. Stali na chodniku pełnym mijających ich mugoli. Nie mogli pozwolić sobie na bezpieczne używanie czarów.
-Żyjemy w czasach, gdzie większość społeczeństwo boi się wypowiadać, a pan udzielił wywiadu dla największej gazety w Wielkiej Brytanii i skrytykował postępowanie Czarnego Pana. Dlaczego miałbym ironizować? - Zaciągnął się papierosem i ponownie spojrzał uważnie na chłopaka. Na jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech, który był dość ciężki do zinterpretowania.
-Panie Prewett, a może pozwoliłby pan zaprosić się na drinka? Widzi pan, trochę się przyglądałem temu co działo się na Beltaine, i na ten moment badam również nastroje społeczne w Londynie. Miałbym do pana kilka niezobowiązujących pytań, jeśli ma pan czas. - Proponując wyjście na drinka, uśmiechał się przyjaźnie. Ponownie zaciągnął się papierosem i wypuścił dymn w druga stronę. -Nie jestem reporterem i nie pracuję dla żadnej gazety. Aktualnie mam przyjemność pracować w dziale handlu międzynarodowego w Ministerstwie Magii. Dwa miesiące temu wróciłem do kraju po jedenastu latach nieobecności i… cóż… - Rozłożył ręce w geście poddania.- Jestem w szoku przez to co się dzieje. To już nie jest to samo miejsce, co kiedyś. - Miał nadzieję, że mówiąc o sobie coś więcej niż tylko imię i nazwisko, uspokoił Laurenta i to go zachęci do wybrania się z nim na drinka, oraz żeby porozmawiać. Zaczynało padać coraz mocniej, więc żeby nie zmoknąć do suchej nitki, Prewett musiał podjąć jakąś decyzję.
Intencje Isaaca wydawały się szczerze, podobnie jak jego słowa podziwu, którymi uraczył mężczyznę mówiąc o jego odwadze. Bagshot miał dość przyjemna aparycję, i mimo że sporo mówił, to nie wydawało się, aby był cwaniakiem.