Stanie tutaj od bladego poranka było dla słabych. Sauriel był sprytniejszy - zaczynał tu stać już w nocy. Potem samemu sobie gratulował sprytu i celowo robił sztuczny tłum, żeby moherowe berety denerwowały się bardziej. Nie, nie, zgoda, z tym ostatnim to akurat żartowałam, nie był na tyle odważny. Alastor Moody mu świadkiem, że był ofiarą pobicia przez starą babcię i od tamtej pory traktował te niezwykłe istoty z szacunkiem. Byle jakim, ale szacunkiem.
Były jednak takie dni, kiedy od świtu jednak NIE można było czekać. Z wielu powodów. Na przykład to, że świt był całkiem zabójczy dla wampirów, kiedy świeciło słońce. Albo to, że masz kurwa dobre spanko i chcesz kopytami poleżeć do góry. Nawet jeśli sypiać to nie sypiasz też normalnie, bo jak tu mówić o zmianie funkcji życiowych i odpoczywaniu, skoro się NIE męczysz? Każdy fakt potrafił napędzać abstrakcję życia Rookwooda, a on jedyny komentarz, jaki na to miał to kciuk w górę. Ewentualnie wiekopomne "ok", którym z chęcią częstował każdego bez względu na to, czy wykazał się odpowiednią dozą sympatii, czy był zwykłym chujem.
To był więc jeden z tych dni, w których lądujesz w Ministerstwie Magii i wiesz, że będzie chujowo. O jak bardzo chujowo będzie to w sumie jednak nawet nie wiesz! Pewnie jakiś dziadek zakaszle się na ciebie na śmierć, jakiś przypadkowy gej zacznie przebąkiwać coś o mugolskiej paradzie równości albo o wilkołakach, tam jakieś dziecko zacznie drzeć pizde, a zaraz za nim w końcu jakiś młokos wydrze pizde, żeby to dziecko pizde zamknęło albo on sam mu ją zamknie, potem zdenerwuje się matka tego dziecka, a następnie zacznie się awanturować ktoś z okienka numer 2, że on to prosi o ciszę, bo on nie może w takich warunkach niepracować. Właśnie taki argagamedon widział Sauriel Rookwood stając w progu tego przerażającego miejsca. I jak nigdy dotąd wiedział, że Beltane przy tym to był spacerek. Bo był. Nawet mu wróżki zaklaskały. Tylko Chester to pizda i dał się wyruchać Harper Moody. No ale kto by pomyślał, że przecież w świętym Ministerstwie zatrudniali Śmierciożerców. Nie wiem, ale się domyślam.
![[Obrazek: 200w.gif?cid=6c09b952k8urmovmux528205vgy...w.gif&ct=g]](https://media3.giphy.com/media/ylrR5oFlbGT7BJQAWU/200w.gif?cid=6c09b952k8urmovmux528205vgy67l3t1iu7ekzs82kk6b2u&ep=v1_gifs_search&rid=200w.gif&ct=g)
- Co? Pierwszy raz? - Zapytał na pewniaczka, uśmiechając się pod nosem, patrząc z taką wyrozumiałością na Erica, kiwając głową ze swoimi papierami pod pachą. Dosłownie pod pachą tylko dlatego, że zaplótł ręce na klatce piersiowej, bo jak wiadomo - wtedy wygląd się bardziej cool. A Sauriel był bardzo cool, bo był wampirem. - To drugie to nie wiem, ale podobno jak utrzesz wilkołaczy ząb, natrzesz sobie fiuta i potem zatańczysz dwa razy przy jeziorze o pełni księżyca to ci go powiększy. - Aż się prosiło dodać "spróbuj, u mnie zadziałało!" - ale jednak nie. Sauriel był głupi, ale nie aż tak. - Dobrze wiedzieć, że bohaterów z gazet też dotyczy biurokracja. Od razu mnie mniej dupa piecze. - Klapnął sobie obok stoliczka wcale nie czekając na zaproszenie i sam wziął jedną z tych śmiesznych ulotek, marszcząc przy tym brwi.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.