Dopalał właśnie cygaro, przeglądając jednocześnie gazetę. Ostatnie wydanie Proroka Codziennego, jakie wpadło mu w ręce. Chwila odpoczynku, poprzedzająca powrót do innych zajęć. Tych dużo bardziej poważnych. Każdy czasem tego potrzebował. Robert Mulciber nie stanowił pod tym względem żadnego wyjątku. Oderwał wzrok od lektury, kiedy do jego uszu dotarł odgłos otwieranych drzwi. Do gabinetu wszedł Richard, trzymający jakieś papiery. Coś było na rzeczy. Coś się działo. Ciężko było tego nie zauważyć. Nie zarejestrować. Odłożył Proroka na biurku. Cygaro oparł o popielniczkę. Nie zgasił.
- ... - zrezygnował z wypowiadania jakichkolwiek słów. Zmarszczył jedynie brwi, słysząc coś o biznesie. Wspominała? Rzeczywiście tak było? Spojrzenie z teczek przeniósł na rudowłosą, która czaiła się zaraz za drzwiami. Nie odważyła się wejść? Sam Robert jej nie zaprosił. Wrócił do teczek. Zajął się przeglądaniem dokumentów. - hmm... - padło, kiedy zaczął czytać pierwszą stronę. - ahm... - pojawiło się przy kolejnych zapiskach. - ...interesujące... - skomentował, natrafiając na kolejne informacje. Zajęło mu to wszystko dłuższą chwilę. Ton głosu mówił niewiele. Podobnie jak wyraz twarzy.
Kiedy skończył, starannie odłożył wszystko do odpowiednich teczek. Zamknął je. Odchylił się w swoim fotelu. Przez kolejnych kilka chwil po prostu myślał. Naprawdę aż tyle umknęło jego uwadze? Aż tyle zrobiła? W którym momencie popełnił błąd, w kontekście wychowania własnego dziecka? Własnej córki?
- Co o tym myślisz, Rick? - zamiast powiedzieć coś od siebie, zamiast wyrazić własną opinię, zadał pytanie bratu. Nie znaczyło to jednak, że zdania nie miał. Nie znaczyło to, że był w tym przypadku po stronie Sophie. Po prostu pytał, oczekiwał że brat powie mu, co o tym myślał. Może pomoże mu upewnić się w tym, że sam podejmował w tym aspekcie właściwą decyzję? O ile ta właściwa decyzja istniała. Bo przecież zawartej umowy nie dało się tak po prostu odkręcić. Zerwać bez żadnych konsekwencji. Chociaż...
...ponownie wyciągnął ręce w kierunku teczek. Raz jeszcze zaczął przeglądać dokumenty, tym razem skupiając się na pewnych szczegółach. Z kim została zawarta umowa? W jaki sposób zdefiniowano strony? Jak wyglądały terminy? Jakiej wysokości kary umowne uwzględniono? Kiedy wszystko zostało podpisane? Czy w odpowiednim terminie Sophie planowała zgłosić to do właściwego Departamentu Ministerstwa Magii? Tak wiele pytań. Tak wiele odpowiedzi, z których część będzie musiała udzielić im ona.
Dlatego też skierował wreszcie swoje spojrzenie ponownie w stronę córki. Gestem dał jej znać, żeby weszła; żeby weszła i czekała.