01.04.2024, 18:17 ✶
“Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydyma Was.” Cały misterny plan Isaaca poszedł się walić. Był więc nieco rozdarty. Z jednej strony podekscytowany, ponieważ czekają go nowe przeżycia, a z drugiej zirytowany, bo ktoś tak łatwo owinął go sobie wokół palca kilkoma słowami. Nie był na to zupełnie przygotowany, nie przywykł do atencji ze strony mężczyzn, więc “zaatakował” Laurenta z opuszczoną gardą. A on to wykorzystał w mistrzowski sposób.
Bagshot oparł się plecami o bar, nie siadając na stołku. Zdecydowanie Wielka Brytania mocno zmieniła się przez ostatnie jedenaście lat. Trzymając szklankę w dłoni, zerkał z ukosa na swojego rozmówcę. Na ustach błąkał mu się oczywiście lekki uśmiech.
-Tak, bardzo łatwo. Zawsze lubiłem dużo mówić i jestem towarzyski. Lubię ludzi. - Upił łyk ognistej.- A jeśli chodzi o mój język… - Przekręcił się w stronę Laurenta i odstawił swojego drinka na ladę. Wyciągnął rękę w jego stronę i poprawił mu złoty mankiet przy rękawie koszuli.- Żeby się przekonać, czy naprawdę jest tak gładki i zręczny… - Kiedy uznał, że mankiet został “naprawiony”, uniósł dłoń i poprawił mu łańcuszek który przylegał do boku jego szyi. Miał nieco chłodne dłonie. Mierzył wzrokiem tors i szyję chłopaka, potem przeniósł niespieszne spojrzenie na jego usta, nos oraz w końcu oczy. - To trzeba się trochę postarać. Mnie trzeba zdobywać. A jak jest z Tobą? - Zaśmiał się pod nosem i uśmiechnął nieco bezczelnie. Było to oczywiście wierutne kłamstwo. W sprawach seksu był otwarty i prosty jak budowa cepa. Jeśli jego obiekt “westchnień” mu się podobało, był gotowy na zabawę niemal od razu. Miał jednak ważna zasadę - nigdy nie sypiał z bardzo pijanymi kobietami. No chyba, że będąc trzeźwe wyraziły chęć i zgodę na późniejszą zabawę i przez cały czas piły razem z nim. Jak było z mężczyznami? Isaac nie wiedział, ale zapewnie podobnie. Laurent był jego drugim mężczyzną w życiu z którym flirtował. I to wszystko praktycznie w ciągu jednego tygodnia.
A czy uważał, że warto? Oczywiście. Już w pierwszej chwili kiedy Laurent zaczął z nim flirtować, Isaac odbijał piłeczkę i wiedział, że warto.
Bagshot oparł się plecami o bar, nie siadając na stołku. Zdecydowanie Wielka Brytania mocno zmieniła się przez ostatnie jedenaście lat. Trzymając szklankę w dłoni, zerkał z ukosa na swojego rozmówcę. Na ustach błąkał mu się oczywiście lekki uśmiech.
-Tak, bardzo łatwo. Zawsze lubiłem dużo mówić i jestem towarzyski. Lubię ludzi. - Upił łyk ognistej.- A jeśli chodzi o mój język… - Przekręcił się w stronę Laurenta i odstawił swojego drinka na ladę. Wyciągnął rękę w jego stronę i poprawił mu złoty mankiet przy rękawie koszuli.- Żeby się przekonać, czy naprawdę jest tak gładki i zręczny… - Kiedy uznał, że mankiet został “naprawiony”, uniósł dłoń i poprawił mu łańcuszek który przylegał do boku jego szyi. Miał nieco chłodne dłonie. Mierzył wzrokiem tors i szyję chłopaka, potem przeniósł niespieszne spojrzenie na jego usta, nos oraz w końcu oczy. - To trzeba się trochę postarać. Mnie trzeba zdobywać. A jak jest z Tobą? - Zaśmiał się pod nosem i uśmiechnął nieco bezczelnie. Było to oczywiście wierutne kłamstwo. W sprawach seksu był otwarty i prosty jak budowa cepa. Jeśli jego obiekt “westchnień” mu się podobało, był gotowy na zabawę niemal od razu. Miał jednak ważna zasadę - nigdy nie sypiał z bardzo pijanymi kobietami. No chyba, że będąc trzeźwe wyraziły chęć i zgodę na późniejszą zabawę i przez cały czas piły razem z nim. Jak było z mężczyznami? Isaac nie wiedział, ale zapewnie podobnie. Laurent był jego drugim mężczyzną w życiu z którym flirtował. I to wszystko praktycznie w ciągu jednego tygodnia.
A czy uważał, że warto? Oczywiście. Już w pierwszej chwili kiedy Laurent zaczął z nim flirtować, Isaac odbijał piłeczkę i wiedział, że warto.