Zatrzymała się, gdy tylko on wykonał gwałtowniejszy ruch. Brwi uniosły się ku górze, ale nie było w jej oczach strachu, pogardy, obawy. Raczej zaciekawienie. Chciała zaszaleć, ale nie wiedziała, czy to był właśnie odpowiedni moment na takie szaleństwo, więc po prostu zmrużyła oczy słuchając jego odpowiedzi i przyglądając mu się z uwagą. Paxton była jeszcze młoda, jeszcze naiwna, jeszcze bardziej ufna niż będzie w przyszłości. Rodzice zawsze powtarzali o tym, aby łapała się chwil, aby nie rozmyślała, aby nie planowała. Może to był ten moment? Gdzieś głosik rozsądku krzyczał do niej słabo z kątów podświadomości, że nie o takie szaleństwo chodziło jej rodzicom, ale jaka nastolatka posłuchałaby się w takiej sytuacji wyimaginowanego głosu w głowie?
Nie przestawała się uśmiechać, gdy mówił o końcu świata, gdy zbliżył się do niej w pozornie niewinny sposób po prostu patrzyła w jego oczy, a gdy wspomniał o całowaniu jej wzrok na krótką chwilę spoczął na jego ustach. Sugestia. Poddanie się chwili. Zapomnienie. Odrobina obawy, której nie chciała czuć, chciała się jej pozbyć. Czy dzisiejszy dzień można uznać za koniec świata? W końcu dla niej coś się skończyło, nie? Ten dzień mógł być jak koniec świata, więc po prostu poddała się sugestii i przysunęła się do niego czując jak serce łomoce jej w piersi, a twarz jeszcze bardziej zalewa się ciepłem zawstydzenia. Pocałowała obcego mężczyznę, bo chciała, aby dzisiaj skończył się świat.