02.04.2024, 20:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2024, 22:08 przez Anthony Shafiq.)
– Och tak, Morpheus wspominał mi, że kroicie nim dzika na Jule... – uśmiechnął się pod nosem, ale tylko trochę, może by uciec od niewygodnego tematu, żeby mieć kontrolę nad tym jak wiele z niego zostało wyeksponowanego podczas niedługiej przecież rozmowy. Dlatego też szybko kpina przeszła w zrozumienie, empatię i kiwnięcie głową. Nie był to los zły, nie był okrutny. Oboje cieszyli się bogactwem i szacunkiem w pewnych kręgach, oboje robili to do czego byli stworzeni, niewątpliwie też ich ojcowie zadbali o wyszlifowanie predyspozycji, pomnożenie talentów, a nie zakopywanie ich pod drzewami.
Mimo obaw Longbottoma Anthony przyjął tym razem komplement, nie zbijając go w żaden sposób, mając w pamięci w końcu jak wielką estymą cieszą się psy w Warowni. Mając w pamięci, że jakby nie było... rozmawia z wilkołakiem, któremu takie właśnie skojarzenia przychodzą łatwiej. Podążając za animalistycznym zewem i ciągiem skojarzeń przyjemną myślą było w końcu, że odsłonięcie wrażliwych tkanek nakłaniały go ku pieszczocie, a nie rozerwaniu ich zębami. Nie żeby Anthony nie obracał w myśli od pewnego czasu obu tych opcji, nie mogąc zdecydować, która byłaby bardziej kusząca.
– Ależ tak... tak właśnie odpoczywam, to jest czas, który mogę na to wykorzystać nim powrócimy do szarej angielskiej rzeczywistości. – podjął, ukrywając zaskoczenie przed tym jak wiele nagle ta informacja zmieniała. Zupełnie jakby istniała jakakolwiek szansa, żeby takie spotkanie móc zaaranżować bez odgórnego rozkazu. Nie... od razu odrzucił tę myśl, mając w pamięci jakim służbistą jest ojciec Erika, mając w pamięci opowieści o tym jak chowane są dzieci Longbottomów – pomimo bogactwa zachęcane do prostych prac, z zupełnie abstrakcyjnych – w postrzeganiu Shafiq'a oczywiście – powodów. Zwykła strata czasu, choć nie miał wątpliwości, że kto inny mógłby za takową uznać tłumaczenie Iliady w wieku 6 lat.
Obrażony Erik był rozkoszny, nie mógł mu tego odmówić i choć żałował, że nie może widzieć jego nabzdyczonej miny znad splecionych ramion eksponujących zupełnie przypadkowo ukształtowaną boskim dłutem mięśni, to jednak przylgnięcie do siebie, plecy do boku, w nieoznaczoności wodnego środowiska, skóra do skóry... Czuł się odurzony tym momentem, zapatrzony w łagodny odsłonięty łuk szyi przechodzący w silne, szerokie plecy, skórę skrywającą zaszyte w niej pragnienia i tęsknoty, soczysty grzech nieskalanego owocu z rosłego drzewa umieszczonego tuż pod nosem z wielką tabliczką "NIE DOTYKAĆ". Pochylił głowę ku trwającej obok sylwetce, mówiącej coś w absolutnie niezrozumiałym języku. Pogrążony we własnych myślach lubił to uczucie, kiedy co jakiś czas zapominał wszystkich języków, kiedy mógł przez moment oddać się w pełni marzeniu o słodkim smaku...
– Hah...– z rozżaleniem westchnął, i to ciepły oddech zamiast spragnionych doświadczenia warg musnął skórę spiżowego strażnika. – Siarka odbiera temu miejscu cały urok. Pierwszy raz stawiam ją wyżej na liście swoich zaprzysiężonych wrogów niż wodę. Ale masz rację mój drogi, jutro długi dzień, a jest już późno. Czas na nas – to powiedziawszy dźwignął się momentalnie z wody i przepasując się zupełnie nowym, pozostawionym na tę okoliczność ręcznikiem, opuścił podziemia.
Wieczór upłynął im zaskakująco lekko, zupełnie jakby cały ciężar wymienionych słów pozostawał głęboko pod ziemią uzdrowiska, porwany przez syreny i złożony na ołtarzu dawno umarłych bogów biesiadujących pośród Elizejskich Pól. Czas upłynął im na wymianie zabawnych anegdotek ze swoich departamentów, oraz porównywania początków stażu, przy czym w przypadku Anthony'ego opowiadał o tym jakby były to sytuacje z wczoraj, bez nostalgicznego zacięcia, które mogłoby się pojawić po dwóch dekadach służby państwu i pięcia się po szczeblach kariery. Dyplomata odmówił picia alkoholu, powołując się na poranne spotkanie, podobnie nie przeciągał ich kolacji, pozostawiając Erikowi decyzję o tym co planuje zrobić z wolnym czasem. Uprzedził go również, że na spotkaniu jego czujne oko nie będzie potrzebne, obiecując jednak solennie, że pozostawi okiennice na balkon w górnym apartamencie otwarte i w razie potrzeby będzie krzyczał rozpaczliwie.
Tak naprawdę więc ich ścieżki zbiegły się znów intensywniej zaraz po sjeście, tą bowiem mężczyzna przeznaczył w całości na pisanie listów i notatek po odbytym spotkaniu. Shafiq opuścił sypialnie z zupełnie nową energią. Stalowe oczy wpadały teraz w lśniące srebro, energicznym krokiem przebył apartament by znaleźć Erika i ogłosić oficjalnie wyprawę, z płomiennym entuzjazmem godnym rzymskiego dowódcy.
– Właśnie dostałem notkę i dziewczęta znalazły coś idealnego na nasze potrzeby, będziesz zachwycony gwarantuje Ci to. Klasyczna opowieść, pasja, namiętność, doskonały Verdi, a to wszystko we współczesnej oprawie wizualnej. – z emfazą dzielił się planem, kontynuując moment później z halu, podczas przeglądania udostępnionych im ubrań. Co dziwne, ominął zarówno frak, jak i oficjalną szatę, zamiast tego wybierając całkiem zwykłe, całkiem mugolskie okrycie. – Będziemy skakać, ale nie martw się, wiem gdzie to jest także będę prowadził. Miasteczko jest w całości mugolskie, poza punktem przerzutowym oczywiście, do którego się udamy, także wskazany kamuflaż. Całość skończy się przed północą, powinno być ciepło ale... co myślisz, sweter zapinany, czy wkładany przez głowę? – urwał nagle myśl pokazując dwa bardzo nudne szare swetry i spoglądając pytająco na Longbottoma, którego wcześniej za bardzo nie dopuszczał do głosu.
Mimo obaw Longbottoma Anthony przyjął tym razem komplement, nie zbijając go w żaden sposób, mając w pamięci w końcu jak wielką estymą cieszą się psy w Warowni. Mając w pamięci, że jakby nie było... rozmawia z wilkołakiem, któremu takie właśnie skojarzenia przychodzą łatwiej. Podążając za animalistycznym zewem i ciągiem skojarzeń przyjemną myślą było w końcu, że odsłonięcie wrażliwych tkanek nakłaniały go ku pieszczocie, a nie rozerwaniu ich zębami. Nie żeby Anthony nie obracał w myśli od pewnego czasu obu tych opcji, nie mogąc zdecydować, która byłaby bardziej kusząca.
– Ależ tak... tak właśnie odpoczywam, to jest czas, który mogę na to wykorzystać nim powrócimy do szarej angielskiej rzeczywistości. – podjął, ukrywając zaskoczenie przed tym jak wiele nagle ta informacja zmieniała. Zupełnie jakby istniała jakakolwiek szansa, żeby takie spotkanie móc zaaranżować bez odgórnego rozkazu. Nie... od razu odrzucił tę myśl, mając w pamięci jakim służbistą jest ojciec Erika, mając w pamięci opowieści o tym jak chowane są dzieci Longbottomów – pomimo bogactwa zachęcane do prostych prac, z zupełnie abstrakcyjnych – w postrzeganiu Shafiq'a oczywiście – powodów. Zwykła strata czasu, choć nie miał wątpliwości, że kto inny mógłby za takową uznać tłumaczenie Iliady w wieku 6 lat.
Obrażony Erik był rozkoszny, nie mógł mu tego odmówić i choć żałował, że nie może widzieć jego nabzdyczonej miny znad splecionych ramion eksponujących zupełnie przypadkowo ukształtowaną boskim dłutem mięśni, to jednak przylgnięcie do siebie, plecy do boku, w nieoznaczoności wodnego środowiska, skóra do skóry... Czuł się odurzony tym momentem, zapatrzony w łagodny odsłonięty łuk szyi przechodzący w silne, szerokie plecy, skórę skrywającą zaszyte w niej pragnienia i tęsknoty, soczysty grzech nieskalanego owocu z rosłego drzewa umieszczonego tuż pod nosem z wielką tabliczką "NIE DOTYKAĆ". Pochylił głowę ku trwającej obok sylwetce, mówiącej coś w absolutnie niezrozumiałym języku. Pogrążony we własnych myślach lubił to uczucie, kiedy co jakiś czas zapominał wszystkich języków, kiedy mógł przez moment oddać się w pełni marzeniu o słodkim smaku...
– Hah...– z rozżaleniem westchnął, i to ciepły oddech zamiast spragnionych doświadczenia warg musnął skórę spiżowego strażnika. – Siarka odbiera temu miejscu cały urok. Pierwszy raz stawiam ją wyżej na liście swoich zaprzysiężonych wrogów niż wodę. Ale masz rację mój drogi, jutro długi dzień, a jest już późno. Czas na nas – to powiedziawszy dźwignął się momentalnie z wody i przepasując się zupełnie nowym, pozostawionym na tę okoliczność ręcznikiem, opuścił podziemia.
+++
Wieczór upłynął im zaskakująco lekko, zupełnie jakby cały ciężar wymienionych słów pozostawał głęboko pod ziemią uzdrowiska, porwany przez syreny i złożony na ołtarzu dawno umarłych bogów biesiadujących pośród Elizejskich Pól. Czas upłynął im na wymianie zabawnych anegdotek ze swoich departamentów, oraz porównywania początków stażu, przy czym w przypadku Anthony'ego opowiadał o tym jakby były to sytuacje z wczoraj, bez nostalgicznego zacięcia, które mogłoby się pojawić po dwóch dekadach służby państwu i pięcia się po szczeblach kariery. Dyplomata odmówił picia alkoholu, powołując się na poranne spotkanie, podobnie nie przeciągał ich kolacji, pozostawiając Erikowi decyzję o tym co planuje zrobić z wolnym czasem. Uprzedził go również, że na spotkaniu jego czujne oko nie będzie potrzebne, obiecując jednak solennie, że pozostawi okiennice na balkon w górnym apartamencie otwarte i w razie potrzeby będzie krzyczał rozpaczliwie.
Tak naprawdę więc ich ścieżki zbiegły się znów intensywniej zaraz po sjeście, tą bowiem mężczyzna przeznaczył w całości na pisanie listów i notatek po odbytym spotkaniu. Shafiq opuścił sypialnie z zupełnie nową energią. Stalowe oczy wpadały teraz w lśniące srebro, energicznym krokiem przebył apartament by znaleźć Erika i ogłosić oficjalnie wyprawę, z płomiennym entuzjazmem godnym rzymskiego dowódcy.
– Właśnie dostałem notkę i dziewczęta znalazły coś idealnego na nasze potrzeby, będziesz zachwycony gwarantuje Ci to. Klasyczna opowieść, pasja, namiętność, doskonały Verdi, a to wszystko we współczesnej oprawie wizualnej. – z emfazą dzielił się planem, kontynuując moment później z halu, podczas przeglądania udostępnionych im ubrań. Co dziwne, ominął zarówno frak, jak i oficjalną szatę, zamiast tego wybierając całkiem zwykłe, całkiem mugolskie okrycie. – Będziemy skakać, ale nie martw się, wiem gdzie to jest także będę prowadził. Miasteczko jest w całości mugolskie, poza punktem przerzutowym oczywiście, do którego się udamy, także wskazany kamuflaż. Całość skończy się przed północą, powinno być ciepło ale... co myślisz, sweter zapinany, czy wkładany przez głowę? – urwał nagle myśl pokazując dwa bardzo nudne szare swetry i spoglądając pytająco na Longbottoma, którego wcześniej za bardzo nie dopuszczał do głosu.