02.04.2024, 20:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2024, 20:49 przez Isaac Bagshot.)
Przejście z: http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=3006
Kiedy wyszli z lokalu, Isaac niespiesznie poprowadził Laurenta w boczną uliczkę. Było w niej pełno śmieci, a nieprzyjemny zapach drażnił nozdrza. Nie w tym miejscu chciał go jednak ugościć. Wyciągnął w jego stronę dłoń.
-Chodź, zabiorę Cię w milsze miejsce. Dość daleko od Londynu, ale w razie czego pomogę Ci wrócić. - Puścił mu oczko, a kiedy obaj byli gotowi, teleportowali się do… ogródka.
Laurent znalazł się w ogrodzie domu z czerwonej cegły. Wylądowali twardo na trawie i Isaac praktycznie natychmiast wyciągnął z kieszeni papierosy. Odetchnął i odłożył swój kapelusz na stolik ogrodowy. Stal na nim kubek z niedopitą kawą. Bagshot lubi jeść w ogrodzie śniadania.
-Witaj w moim domu. Nie proponuje Ci papierosa, ponieważ nie palisz. - Uśmiechnął się kącikiem ust i odszedł kawałek, żeby nie dmuchać dymem na Laurenta.
Ogród był spory i otaczał go wysoki, brązowy płot. Ziemia była w całości posiana trawą, a wewnętrzną część płotu okalał niewysoki skalniak w którym rosły różnego rodzaju kwiaty. Nie były to jednak rośliny ze świata magicznego. Budynek był bliźniakiem, ale tylko jedna część należała do Isaaca.
- Bardzo przeszkadza Ci smród papierosów? Jeśli nie, to podejdź na chwilę. I nie martw się, mugole nie zauważa nas tutaj z okien. Zawsze nanoszę iluzje przed wyjściem do pracy, żeby móc się teleportować. - Wyjaśnił i oparł się o zielony schowek ogrodowy, obserwując Laurenta i zaciągając się papierosem.
- Jesteśmy w mugolskiej części Manchesteru.
Dom nie był bardzo duży i wyglądał na typowo brytyjski budynek - czerwona cegła, nieduża kuchnia z jadalnią, spory salon i trzy niewielkie pokoje oraz łazienka na pierwszym piętrze. Wystarczająco miejsca dla trzyosobowej rodziny.
Kiedy wyszli z lokalu, Isaac niespiesznie poprowadził Laurenta w boczną uliczkę. Było w niej pełno śmieci, a nieprzyjemny zapach drażnił nozdrza. Nie w tym miejscu chciał go jednak ugościć. Wyciągnął w jego stronę dłoń.
-Chodź, zabiorę Cię w milsze miejsce. Dość daleko od Londynu, ale w razie czego pomogę Ci wrócić. - Puścił mu oczko, a kiedy obaj byli gotowi, teleportowali się do… ogródka.
Laurent znalazł się w ogrodzie domu z czerwonej cegły. Wylądowali twardo na trawie i Isaac praktycznie natychmiast wyciągnął z kieszeni papierosy. Odetchnął i odłożył swój kapelusz na stolik ogrodowy. Stal na nim kubek z niedopitą kawą. Bagshot lubi jeść w ogrodzie śniadania.
-Witaj w moim domu. Nie proponuje Ci papierosa, ponieważ nie palisz. - Uśmiechnął się kącikiem ust i odszedł kawałek, żeby nie dmuchać dymem na Laurenta.
Ogród był spory i otaczał go wysoki, brązowy płot. Ziemia była w całości posiana trawą, a wewnętrzną część płotu okalał niewysoki skalniak w którym rosły różnego rodzaju kwiaty. Nie były to jednak rośliny ze świata magicznego. Budynek był bliźniakiem, ale tylko jedna część należała do Isaaca.
- Bardzo przeszkadza Ci smród papierosów? Jeśli nie, to podejdź na chwilę. I nie martw się, mugole nie zauważa nas tutaj z okien. Zawsze nanoszę iluzje przed wyjściem do pracy, żeby móc się teleportować. - Wyjaśnił i oparł się o zielony schowek ogrodowy, obserwując Laurenta i zaciągając się papierosem.
- Jesteśmy w mugolskiej części Manchesteru.
Dom nie był bardzo duży i wyglądał na typowo brytyjski budynek - czerwona cegła, nieduża kuchnia z jadalnią, spory salon i trzy niewielkie pokoje oraz łazienka na pierwszym piętrze. Wystarczająco miejsca dla trzyosobowej rodziny.