Nie to, żeby Sauriel był głupi. Czasami był po prostu głupi i miał nie-takie-głupie pomysły. Tymczasem po tym, co powiedział Stasze, to już głupi się czuł. Iloraz inteligencji wyniósł zero, kiedy tak zamarł i tylko po oczach widać było, że coś tam próbował kalkulować... jak to jedna u kotów - dobre kalkulacje kończyły tym, że zamiast doskoczyć na parapet - rozpłaszczały się na ścianie. bo w tym wypadku... znaczy którym? A jeśli TYM, to jak kto kłamstwo, skoro był NAJLEPSZY (no przecież!). W końcu zdecydował, że sam tej łamigłówce logicznej nie podoła i musi włączyć do sprawy JEDEN KOMÓREK MÓZGOWYCH.
- Tym... znaczy którym? - Ważne było odpowiedzieć sobie na pytanie: a czy to w ogóle istotne? Otóż: nie! To było kompletnie nieistotne, bo ostatnią osobą, o której myślałby, że może go próbować obrażać był Stanley. Jego własny, prywatny herold, jego bard - gdyby żyli w opowieści to on byłby Geraltem, a Stanley jego Jaskrem. Ale to nie była żadna książka, to samo życie. I to życie tak dobrze weryfikowało te przyjaźnie, oj tak. - Nie znam typa, ale jak go spotkasz to powiedz, że go skręcę w precla. - Nigdy co prawda nie próbował aż tak powykręcać żadnego człowieka, ale czego by się nie zrobiło dla odpowiedniego rozgłosu i pieniędzy... no, może właśnie tego: nie zajebiesz samego siebie, bo jaki to ma sens? Wtedy tymi pieniędzmi trudno się było cieszyć. Sauriel przyglądał się wszystkiemu na biurku, na tej tablicy, tyknął sobie jakąś kupkę papierów, a tam jakieś dyndające coś... to dyndające coś potykał nawet parę razy. I nawet nie chodziło o przyrodzenie. Tym razem chodziło o koci ogon. No co? Znasz kota, który nie bawił się ogonem drugiego kota? Bo ja nie.
- Odbija? Odbija ci i się jąkasz? - Dłoń Sauriela teraz z namaszczeniem gładziła kota (tak, na razie kota, bo ktoś zrezygnował z siedzenia mu na kolanach), ale jego uwaga została skutecznie od niego odciągnięta tym jąkaniem się. Jąkaniem Staszka, a potem gapieniem się na korytarz. Miał pytać, jakże mądrze, czy to ktoś od niego, ale w końcu głupi nie był (o czym było na początku posta, no przecież) i sobie darował. Podniósł się za to z nietęgą miną, kiedy padło hasło "ktoś nam ukradł rudą". - Wszystko można kurwa ukraść. Ale rudą? - Jakieś zasady powinny być na tym łez padole. A tym bardziej POD tym łez padołem, głęboko pod samym Nokturnem.
Nie wyrzucił do popielniczki tego niedopałka, chociaż była na to najwyższa pora. Żar dotarł tak blisko, że czuł go na palcach. Spojrzał na wskazanego mężczyznę, a potem na dwóch młokosów, którzy tutaj stali. Gadali, kręcili się między gawiedzią - no i dobra, przecież gdyby tak stali jak kołki... byłoby dziwnie. Mogliby mieć jednak na tyle instynktu, żeby chociaż bardziej uważać na momenty, kiedy szefostwo na nich patrzy. Zerknął na Stanleya i tak jak stan jego twarzy można było opisać jako "znużony" tak przeszedł on na opis "popierdoliło cię?", kiedy zobaczył, jak ochoczo Stanley zaciska swoje paluszki na różdżce.
- Ty, Watson... nie podniecaj się tak, bo coś ci aż spuchło w rajtuzach. - Ruszył wolno w kierunku mężczyzny, leniwie wręcz - więc żadnego skakania z wyobrażenia o myszce i kocie nie było. No bo - co to za mysz? Albo bardzo zdesperowana, albo bardzo głupia. Ostatecznie - nowa. Nowa myszka, która nie wie, z kim powinno się, a z kim nie powinno wchodzić w... ujmijmy to ładnie - napięte stosunki.
Dotarł do mężczyzny i zastukał mu palcem w ramię. Tak jakby zaraz chciał go przeprosić, albo zagaić o jakąś sprawę, ale nie. Kiedy się obrócił to Sauriel złapał go za szczękę - a chociaż mężczyzna odtrącił jego rękę z "co jest kurwa" na ustach, to druga łapa Rookwooda już też była w drodze - i wcisnął mu ten niedopałek prosto w oko. Mężczyzna wrzasnął i spadł z ławy na ziemię, przyciskając dłonie do... być może nadal do OKA.
- Czy ciebie pojebało? Czy KOGOŚ TU POJEBAŁO? - Sauriel uniósł ręce, obracając się plecami do jegomościa na parkiecie. - Okradać? Mnie? MNIE? - Przeszedł dwa kroki, a potem obrócił się z powrotem do jegomościa, obnażając kły. - Mnie się kurwa NIE OKRADA. - Pochylił się, żeby złapać mężczyznę za fraki i wrzucić go na stół, przy którym siedział, żeby przycisnąć go do blatu rękoma. Światła w knajpie pociemniały, cienie wokół Rookwooda się wydłużyły, powstały z ziemi i rozłożyły skrzydła za jego plecami.
A wszystko to przez jedną rudą.
na bycie Saurielem
Akcja nieudana
Sukces!
na Marę
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.