Racja, niemowlaki nie były wcale słodkie, były brzydkie, paskudne... ale kociak od razu po urodzeniu też nie był słodki. Też był paskudny, dopóki matka go nie wylizała. Z niemowlakami było dokładnie tak samo. Chociaż ciężko było o kociaka, który słodki nie był, a o niemowlaka, który był brzydki, jakoś mimo wszystko łatwiej. Kto nam kanony piękna określał? Z czystej przekory, albo dla zasady "bo mogę" Sauriel by powiedział, że on. Ale gdyby już pytać dalej to wzruszyłby ramionami. Piękno - każdy miał swoje. I dopóki nikt m nie wieszał zdjęć małych bachorów w pokoju, dopóty mogli sobie i wszyscy wokół uważać, że dzieci to najwspanialsza rzecz pod słońcem i najbardziej urodziwa. Tak jak jeden powie, że Victoria była najpiękniejszą panną po tej stronie Tamizy, a inny, że nie, bo akurat stara Minewra Mcgonagall. I co?
Z kotami nie dało się konkurować i ciężko było nawet z nimi dyskutować. Istnieli jacyś degeneraci i zboczeńcy, którzy nie znali się zupełnie, albo po prostu nie wiedzieli, co mówią - pijani, zaćpani, albo niespełna rozumu, co to powiedzą, że kotów nie lubią. Jak tu takiemu zaufać? Sauriel by takie hasło wziął personalnie i... no tak, to pewnie dlatego nie znał nikogo, kto nie lubił kotów. Żaden nie pożył na tyle długo. Co innego mieć uczulenie, co innego nie mieć serca do zwierząt, jeszcze co innego woleć psy. Ale żeby w ogóle NIE LUBIĆ kotów? Jeśli ktoś kotów nie lubił znaczy, że ich nie poznał. Tak, to też rozumiał. Ignorancja, bo przecież to był bardzo wygodny system zaprojektowany w naszym mózgu. Wiedział, bo w końcu sam z niego korzystał. Mógł więc obijać mordy ludziom, ale krzywdzić zwierzęta? Były takie punkty konwencji genewskiej, że nawet Sauriel ich nie przekraczał.
- No... - Tak, mówił. Miał zapoznać Victorię z Norą, nawet w końcu ją tam zaprowadził, ale było już za późno. O wiele za późno. Salema już wtedy nie było między żyjącymi, ale kto wie? Może jego duch czuwał zza tej drugiej strony i zerkał na kochaną Norę Figg? Było minęło, teraz należało cieszyć się współczesnością. - Każdego by polubiła ta mała flądra. - Tylko by ktoś spróbował mądry wbić mu takie szpileczki w ciałko, to popamiętałby go na całe życie. Ale kot mógł. Kot mógł prawie wszystko i jeszcze więcej, taka była zasada kociego życia. Więc mogła sobie spacerować i próbować swoich sił w przeprawie - dla niej to pewnie było jak Mount Everst. - Mamy. Na przykład miny, jak ktoś nas obudzi o nie tej porze, co trzeba. - Nawet nie mógł powiedzieć, że to był żart - to było zabawne, bo prawdziwe! - Jestem pewien, że mojej sowie się popierdoliło, że jest papugą. Mimiczną papugą. - Papugi powtarzały głos. A Sauron powtarzał jego miny, więc prawie wszystko się zgadzało. Nie znał się na naturze, to mogło się PRAWIE wszystko zgadzać.
- A czemu nie. - Wzruszył ramionami i musiał łapać kota, bo ten się zsunął... iii zaraz z powrotem wspiął, najwyraźniej uznając tę zabawę za wspaniały pomysł. Szczególnie, że zajął się właśnie polowaniem na kosmyki włosów Sauriela. Celowo stanął teraz przy ścianie, żeby czasem nie spadł mu za plecami - ciężko łapać tak spadającą kulkę, wygięcie ludzkich rąk miało swoje ograniczenie. Nawet jak złamałeś sobie kości. - Mniej niż za morderstwo. - To był żart. Powiedziany takim samym lekkim tonem, jakim mówił wtedy do Cynthii, że przecież nigdy nie dopuściłby się takich straszliwych zbrodni. I jakżeby mógł kogokolwiek zabić... - No i spoko. Ty, dupku mały... będziesz na mnie skazana. Dobrze cię wychowamy na królową życia, żeby każdy wiedział, kto rządzi w tym domu, nie? - Może w odpowiedzi czarna kulka wyrżnęła i Sauriel znowu musiał ją ratować. - To się jakoś pozgadujemy. - Podszedł do Victorii, żeby to małe gówienko (vel najcenniejszy skarb) złożyć w jej ramionach.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.