Wiele nieprzyzwoitych słów cisnęło się na usta Olbrzymki. W tym i bardzo wulgarne epitety, którymi określiłaby nie tylko samą Geraldine, ale też całą jej rodzinę do szóstego pokolenia wstecz. Jakimś cudem poniechała wygłoszenia ich pod adresem kuzynki. Zamiast tego nawiązała do polowania.
— Chyba raczej nie każdy byłby na tyle głupi, żeby targać się na życie niewinnego stworzenia. — warknęła, a miodowe oczy pociemniały. — Pewnie, bo przecież Yaxleyowie nie przejmują się żadnymi prawami! Jesteście ponad polityką? Ciekawe, bo jak dobrze pamiętam, to paru Yaxleyów siedzi w Ministerstwie Magii i bawi się w politykowanie na dosyć szeroką skalę.
Śmiech Geraldine i całe jej nastawienie doprowadzało Rowle do białej gorączki. Zacisnęła prawą rękę na kancie kontuaru, aż pobielały jej knykcie.
— Dobrze powiedziane, Leacha się pozbyli, bo zapewne sam z siebie nie zniknął. Ale czego spodziewać się po czystokrwistych, którym nie w smak był mugolak na tak wysokim stanowisku!
Kilka osób zerknęło w stronę dwójki dyskutujących kobiet, kiedy to głos Reginy przybrał na sile.
— Będzie się bał zrobić cokolwiek? Bo co, wrzucicie mu do łóżka głowie kelpie czy może potrząśnięcie którymś ze swoich wspaniałych trofeów ze smoka, udając, że to prawdziwy? Cała wasza rodzinna scheda opiera się tylko na tym, że potraficie zabijać!