06.04.2024, 00:46 ✶
Anthony niemalże potknął się na niezwykle prostej drodze, gdy Erik postanowił nazwać go "tatkiem" i jeszcze wspominając zupełnie niewinnie o trzymanej w pogotowiu różdżce. Odwrócił się ku niemu i już otworzył usta, a potem jednak je zamknął i zapieczętował zaciśnięta pięścią, by nie, nie komentować, nie dodawać, nie kontynuować tematu. Z gardła wydobyło się więc tylko ciche:
– Chodźmy więc. – Nic więcej, nic mniej.
Zajęli miejsca, a sugestia, że Anthony mógł wybrać jakieś niegodne ich miejsce oburzyła go co okazał w sposób niebywale teatralny, jakby szykował się już mentalnie do przedstawienia w którym będą uczestniczyć. Rozczapierzoną dłoń położył na piersi po lewej stronie, tuż nad sercem.
– Dlaczego tak obrażasz to piękne miasteczko! Dzielny lud Picenów założył je trzy wieki przed narodzinami Chrystusa, by rychło dać się włączyć na mapę Imperium, będąc ważnym punktem na trakcie łączącym prowincję z Rzymem. Biegły tu akwedukty, wzrastała kultura i ach, muzeum archeologiczne tego miejsca jest pełne wspaniałości. Ścisłe centrum wygląda w całości tak czysto i jednolicie, trawertyn skutecznie udaje marmur, ale można mu wybaczyć, że nie jest drogocennym kamieniem, skoro tak wspaniale cieszy oko. Mają tu wyborne oliwki i białe wino, okalające je apenińskie wzgórza zapewniają cudowny klimat a w przyszłym miesiącu jest organizowany tu doroczny turniej rycerski. Kiedyś urządzę taki w Angli, to doskonała zabawa... – umilkł, po czym pochylił się ku Erikowi, obejmując go ciepłym, intensywnie żywicznym zapachem, dopełnionym kadzidlaną nutą. – ...oraz jesteśmy tu absolutnie incognito, zwykli turyści, gra, w którą lubię od czasu do czasu się bawić i bardzo... bardzo chciałem Cię do niej zaprosić. – na moment odwrócił się ku swemu rozmówcy, jakby chcąc zobaczyć reakcję na te słowa, ale może jednak twarze były zbyt blisko, może lepiej jednak było się odsunąć.
Widownia powoli zapełniała się, na prowizorycznej drewnianej scenie rozciągano płachty niebieskiego materiału. Dookoła panował szum rozmów i śmiechów prowadzonych w melodyjnym włoskim, do którego ucho zdążyło już nawyknąć. Anthony pilnował się bardzo, by nie dać się porwać okolicznościom, skupiając się na Eriku i jego najwidoczniej braku znajomości opery. Nie komentując jego braków kulturalnego obycia, niespiesznie zaczął przybliżać treść libretta, a przynajmniej pierwszego aktu.
– Bohaterem jest wenecki generał, maur, czarnoskóry Otello, który właśnie wraca flotą ze zwycięskiej wojennej wyprawy. Źle życzy mu chorąży Jago – poznasz go od razu, solista będzie barytonem, to znaczy będzie miał dość niski głos – tłumaczył cierpliwie Anthony – Ów Jago chciał dostać awans, tymczasem otrzymał go Cassio, młody i przystojny tenor, głos wysoki. Jago knuje intrygę by zdyskredytować Cassio w oczach Otella więc podczas biesiady sprowokowana zostaje bójka między Cassiem i bodaj Roderigiem, albo Rodrigiem. Na koniec pierwszego aktu poznamy też wybrankę serca Otella, piękną białowłosą Desdemonę, która koi jego wybuchowy dość charakter– umilkł na moment, gdy przed nimi znów przeszli kolejni melomani. Ławki były poustawiane dość wąsko, ludzi było coraz więcej. Jakoś tak się stało, że coraz ciaśniej poutykani byli ludzie, wszyscy Ci którzy przedstawienie zamierzali oglądać na siedząco. Anthony'emu zdawało się to jednak zupełnie nie przeszkadzać i bynajmniej nie odsuwał się bardziej na skraj, uporczywie tkwiąc na swoim, jakże dogodnym miejscu.
Zmierzchało, rozmowy powoli cichły. Na Piazzo del Popolo nie zapalono jednak latarni a tylko pod kamiennymi arkadami siedzący przy kawiarnianych stolikach ludzie mogli się cieszyć oświetleniami przybytków, które ich obsługiwały. Przed nimi paliły się tylko niewielkie lampki zaczepione na pulpitach orkiestry z jedną dużą na środku, dedykowaną dyrygentowi. Anthony oddychał spokojnie chłonąc atmosferę tego miejsca, pełną nabożnego oczekiwania.
– Wiesz... elementem ścieżki rozwoju jest również fakt, że aby wiedzieć ile się nie wie, trzeba już wiedzieć całkiem sporo. Ale jest w tym też coś o czym wspominałeś wczoraj. O obcowaniu ze sztuką i dziełem, o tym, że dzieło według Ciebie jest tym co pozostaje w naszej głowie i sercu. Rad jestem, że będziemy mogli tej opery doświadczyć razem, bo jestem bardziej niż ciekaw tego jak wyglądała ona Twoimi oczami.
– Chodźmy więc. – Nic więcej, nic mniej.
Zajęli miejsca, a sugestia, że Anthony mógł wybrać jakieś niegodne ich miejsce oburzyła go co okazał w sposób niebywale teatralny, jakby szykował się już mentalnie do przedstawienia w którym będą uczestniczyć. Rozczapierzoną dłoń położył na piersi po lewej stronie, tuż nad sercem.
– Dlaczego tak obrażasz to piękne miasteczko! Dzielny lud Picenów założył je trzy wieki przed narodzinami Chrystusa, by rychło dać się włączyć na mapę Imperium, będąc ważnym punktem na trakcie łączącym prowincję z Rzymem. Biegły tu akwedukty, wzrastała kultura i ach, muzeum archeologiczne tego miejsca jest pełne wspaniałości. Ścisłe centrum wygląda w całości tak czysto i jednolicie, trawertyn skutecznie udaje marmur, ale można mu wybaczyć, że nie jest drogocennym kamieniem, skoro tak wspaniale cieszy oko. Mają tu wyborne oliwki i białe wino, okalające je apenińskie wzgórza zapewniają cudowny klimat a w przyszłym miesiącu jest organizowany tu doroczny turniej rycerski. Kiedyś urządzę taki w Angli, to doskonała zabawa... – umilkł, po czym pochylił się ku Erikowi, obejmując go ciepłym, intensywnie żywicznym zapachem, dopełnionym kadzidlaną nutą. – ...oraz jesteśmy tu absolutnie incognito, zwykli turyści, gra, w którą lubię od czasu do czasu się bawić i bardzo... bardzo chciałem Cię do niej zaprosić. – na moment odwrócił się ku swemu rozmówcy, jakby chcąc zobaczyć reakcję na te słowa, ale może jednak twarze były zbyt blisko, może lepiej jednak było się odsunąć.
Widownia powoli zapełniała się, na prowizorycznej drewnianej scenie rozciągano płachty niebieskiego materiału. Dookoła panował szum rozmów i śmiechów prowadzonych w melodyjnym włoskim, do którego ucho zdążyło już nawyknąć. Anthony pilnował się bardzo, by nie dać się porwać okolicznościom, skupiając się na Eriku i jego najwidoczniej braku znajomości opery. Nie komentując jego braków kulturalnego obycia, niespiesznie zaczął przybliżać treść libretta, a przynajmniej pierwszego aktu.
– Bohaterem jest wenecki generał, maur, czarnoskóry Otello, który właśnie wraca flotą ze zwycięskiej wojennej wyprawy. Źle życzy mu chorąży Jago – poznasz go od razu, solista będzie barytonem, to znaczy będzie miał dość niski głos – tłumaczył cierpliwie Anthony – Ów Jago chciał dostać awans, tymczasem otrzymał go Cassio, młody i przystojny tenor, głos wysoki. Jago knuje intrygę by zdyskredytować Cassio w oczach Otella więc podczas biesiady sprowokowana zostaje bójka między Cassiem i bodaj Roderigiem, albo Rodrigiem. Na koniec pierwszego aktu poznamy też wybrankę serca Otella, piękną białowłosą Desdemonę, która koi jego wybuchowy dość charakter– umilkł na moment, gdy przed nimi znów przeszli kolejni melomani. Ławki były poustawiane dość wąsko, ludzi było coraz więcej. Jakoś tak się stało, że coraz ciaśniej poutykani byli ludzie, wszyscy Ci którzy przedstawienie zamierzali oglądać na siedząco. Anthony'emu zdawało się to jednak zupełnie nie przeszkadzać i bynajmniej nie odsuwał się bardziej na skraj, uporczywie tkwiąc na swoim, jakże dogodnym miejscu.
Zmierzchało, rozmowy powoli cichły. Na Piazzo del Popolo nie zapalono jednak latarni a tylko pod kamiennymi arkadami siedzący przy kawiarnianych stolikach ludzie mogli się cieszyć oświetleniami przybytków, które ich obsługiwały. Przed nimi paliły się tylko niewielkie lampki zaczepione na pulpitach orkiestry z jedną dużą na środku, dedykowaną dyrygentowi. Anthony oddychał spokojnie chłonąc atmosferę tego miejsca, pełną nabożnego oczekiwania.
– Wiesz... elementem ścieżki rozwoju jest również fakt, że aby wiedzieć ile się nie wie, trzeba już wiedzieć całkiem sporo. Ale jest w tym też coś o czym wspominałeś wczoraj. O obcowaniu ze sztuką i dziełem, o tym, że dzieło według Ciebie jest tym co pozostaje w naszej głowie i sercu. Rad jestem, że będziemy mogli tej opery doświadczyć razem, bo jestem bardziej niż ciekaw tego jak wyglądała ona Twoimi oczami.