06.04.2024, 14:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2024, 11:36 przez Anthony Shafiq.)
Jego stanowisko nie było na tyle wysokie, aby był podejmowany z honorami, które czuł pod skórą – należą mu się jak mało komu. Podział na cztery Domy, w które byli segregowani za pomocą równie zakurzonego co magicznego kapelusza sprawiał, że podziały kastowe społeczeństwa się utrwalały. Mógł być Ślizgonem, jego ambicja sięgała wysoko. Tiara mimo wszystko była w stanie zeskanować go pod względem potencjału intelektualnego, faktu, że przybył do Hogwartu z ośmioletnią edukacją na karku, wymuszoną zmieszanymi liniami rodzin Shafiqów i Parkinson. Wiedza jednak oznaczała potęgę, a to sprzyjało snobizmowi. Zwłaszcza w zestawieniu z Gryfonami - psami strażniczymi pilnującymi porządku i Puchonami - ogonem pozbawionym ambicji, umysłu i siły. Dostawcy żywności.
Gdy tylko zobaczył Mulcibera, rozpoznał jego twarz. Wszak byli spowinowaceni, cóż za niedopatrzenie, przeklął się w myślach, że tego nie sprawdził. Szedł prosto do niego w aurorskiej szacie, kropki teraz łączyły się bardzo szybko. Siostra Richarda uwiodła Thomasa, najstarszego z rodzeństwa Shafiq, złamała serce ich ojcu, który miał bardzo rozbudowane plany wobec swojego pierworodnego. Richard uciekł niedługo potem, jak Anthony mógł nie wiedzieć gdzie się skrył, jak mógł nie wiedzieć, skoro drugi z braci co jakiś czas powracał do jego myśli, miał z nim kontakt choćby i raz na dwa, trzy lata. Ale to nie Robert teraz był jego przeciwnikiem w słownej utarczce. Anthony zebrał się wewnętrznie i przybrał bardzo poważny wyraz twarzy.
– Uszanowanie. Jak rozumiem mam przyjemność z oficerem prowadzącym sprawę pana Smitha? – zapytał niezbyt finezyjną formą, wewnętrznie jednak cieszył się, że bariera językowa nie będzie w tym przypadku problemem. To co może nim być? Nie był pewien jak tą sprawę ugryźć. Z drugim z braci na tym etapie miał już sporą ilość doświadczeń – współpracy, zawodu, nostalgii. Ale Richard? Czy wspólna przeszłość, czy wspólna rodzina będzie przewagą czy utrudnieniem? Był tylko jeden sposób, żeby się przekonać.
Anthony czekał, aż zostanie zaprowadzony do prywatnych przestrzeni, gabinetu, sali konferencyjnej. Nie zamierzał w końcu omawiać sprawy smoczej czaszki na środku korytarza.
Gdy tylko zobaczył Mulcibera, rozpoznał jego twarz. Wszak byli spowinowaceni, cóż za niedopatrzenie, przeklął się w myślach, że tego nie sprawdził. Szedł prosto do niego w aurorskiej szacie, kropki teraz łączyły się bardzo szybko. Siostra Richarda uwiodła Thomasa, najstarszego z rodzeństwa Shafiq, złamała serce ich ojcu, który miał bardzo rozbudowane plany wobec swojego pierworodnego. Richard uciekł niedługo potem, jak Anthony mógł nie wiedzieć gdzie się skrył, jak mógł nie wiedzieć, skoro drugi z braci co jakiś czas powracał do jego myśli, miał z nim kontakt choćby i raz na dwa, trzy lata. Ale to nie Robert teraz był jego przeciwnikiem w słownej utarczce. Anthony zebrał się wewnętrznie i przybrał bardzo poważny wyraz twarzy.
– Uszanowanie. Jak rozumiem mam przyjemność z oficerem prowadzącym sprawę pana Smitha? – zapytał niezbyt finezyjną formą, wewnętrznie jednak cieszył się, że bariera językowa nie będzie w tym przypadku problemem. To co może nim być? Nie był pewien jak tą sprawę ugryźć. Z drugim z braci na tym etapie miał już sporą ilość doświadczeń – współpracy, zawodu, nostalgii. Ale Richard? Czy wspólna przeszłość, czy wspólna rodzina będzie przewagą czy utrudnieniem? Był tylko jeden sposób, żeby się przekonać.
Anthony czekał, aż zostanie zaprowadzony do prywatnych przestrzeni, gabinetu, sali konferencyjnej. Nie zamierzał w końcu omawiać sprawy smoczej czaszki na środku korytarza.