Shafiq Ministrem nie był, zatem czerwonego dywanu nie trzeba było rozwijać, aby go z należytymi honorami przywitać, czy jakąś inną ważną osobistością. Ale jako że przybył aż z prawdopodobnie Anglii, jako tamtejszy pracownik, chciano go dobrze przyjąć. Aby Brytyjskie Ministerstwo Magii nie miało im niczego do zarzucenia. Dla Norwegów może i jego nazwisko za wiele nie mówiło, to dla Mulcibera już bardzo wiele. Rodzina.
Może raz widzieli się na ślubie Violet i Thomasa?
Tajemnicą nie było, że Richard wyjechał do Norwegii, ale też nie pytano za często o niego. Skoro jeden z bliźniaków był w Londynie na miejscu. Kto miał styczność z Robertem i dobrze do zapamiętał, nie powinien mieć problemu z rozpoznaniem swojego bliźniaka w innym kraju. Choć mało kto o tym pamiętał.
Jeśli chodzi o siostrę. Zagrała wręcz zaskakująco, czego sam Richard nie potrafił. Kobiety bywały nieprzewidywalne. Dosłownie dopięła swego, działając także wbrew woli ich ojca. Zepsuła widocznie nie tylko plany ojca swojego męża, ale również swojego.
Richard zaprowadził do swojego biurka, gdzie przystanęli. Usłyszawszy słowa brata szwagra.
Kultura wymagała się przedstawić. Utrzymując spokojny i uprzejmy ton, jak i odpowiadając w tutejszym języku. Należało odpowiednio przyjąć konsultanta do sprawy pewnego człowieka. Tym samym wyciągnął dłoń w kierunku Anthony’ego, aby uścisnąć. Pewna gra musiała być w Ministerstwie toczona. Nawet, jeżeli w jakimś stopniu byli rodziną. Kojarzyli się.
Sprawa w jakiej przyszedł Shafiq, nie wydawała się być zwyczajną, możliwą do prowadzenia w tutejszym obszernym biurze, gdzie pracowało wielu innych aurorów i brygadzistów. A spojrzenie wzajemne, oraz rzucenie okiem na sprawę w teczce, wystarczało aby zająć się tym w odpowiednim do tego pomieszczeniu. Na osobności. Zatem zaprowadził czarodzieja do pokoju, najczęściej przeznaczonego
na przesłuchania świadków. Odosobnione od wszystkich innych. Cztery ściany. Zasłonięte okno, z widokiem na biuro. Byli sami.Wpuścił Shafiqa, samemu wchodząc do środka jako ostatni, zamykając drzwi.
- Proszę usiąść.
Wskazał mu wolne jedno z dwóch krzeseł, znajdujące się po jednej stronie niewielkiego stolika. Richard zajął jedno z tych, znajdujących się naprzeciwko. Alkoholem do nie poczęstuje, ale może co najwyżej wodą i papierosem. W kącie pomieszczenia znajdował się stolik z dzbankiem wody i szklanki. Na stole zaś popielniczka.
Teczka ze sprawą wylądowała na biurku, przed Richardem.
- Sprawę omówimy w tutejszych zwyczajach, czy przejdziemy na ojczysty język?
Zapytał, jednocześnie z możliwą propozycją, pytanie zadając po norwesku. Nie musieli męczyć się z norweską komunikacją, a przejść po prostu na komunikację angielską. Nie tylko byłoby może im łatwiej, ale cała rozmowa byłaby w sumie między nimi. Sami w pomieszczeniu, którego nikt w sumie nie kontrolował. Richard wiedział, jak pewne fakty przetłumaczyć w rozmowie i piśmie inaczej. Tutaj nie było też zbyt wielu tłumaczy z angielskich stron.