Victoria była zbyt ważnym elementem jego nieżycia, żeby myśleć o tym, że miałaby zniknąć. Powodem, dla którego nie potrafił się odciąć od znajomości, chociaż uważał to za bardzo egoistyczne z własnej strony. Nie to, żeby był wielkim altruistą, żeby wielce się poświęcał dla ludzi. A jednak miał swoje odpały. Kiedy przychodziło do osób, na których mu zależało, to nie istniały granice. Pewnie byłoby łatwiej, gdyby większą ilością rzeczy dzielił się chociażby z nią, ale jego charakter samotnika był, jest i będzie. To się nie zmieni. Zmienić się mogło jednak wiele rzeczy dookoła tego... na przykład emocje. Mogły w końcu dojrzeć, mogły ewoluować. Mogły w końcu przestać mieć blokady przez mentalność, która opatrzona była murami i wilczymi dołami przed przyjęciem odpowiedzialności. Lepiej czegoś nie mieć, niż płakać przez straty. Wystarczyło pozwolić, żeby wszystko układało się w normy i Sauriel potrafił wrócić do myśli, że Victoria była jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się w jego życiu. Żeby sobie przypomniał, jaka jest ciepła, jak błyszczy. Tamto uczucie w kawiarni... ciągle je pamiętał. Ciągle nosił je przy sercu. Jej obecność robiła różnice. Bardzo dużą różnicę.
Skwitował tą mądrość krótkim "hmm", przetrawiając nowo nabytą wiedzę i jeszcze tak pokręcił głową na boki, jakby widział w tym więcej mądrości, niż powinien. Jeszcze gotów sobie to zapamiętać i głosić, że koty też mogą być sowami. To jak z tymi jajeczkami, z których wykluwają się ogórki. Specem od przyrki nie był, ważne, że znał się chociaż na rozczytywaniu książek z niej. Nie to, co Staszek. Dopiero teraz jak o tym pomyślał to dotarło do niego, że chyba trzeba zbudować mu szklarnię tam na Ścieżkach...
- Ej, Vika... znasz się na szklarniach? Trudne to do zbudowania? - Nie był jakimś specjalistą od robótek ręcznych, ale może mógłby trochę zarobić, zbudować taką..? Jak to często bywało z urwanymi myślami Sauriela - pojawiały się znikąd i potrafiły szybko zniknąć. Dlatego zazwyczaj korzystał, póki je pamiętał.
- Pewnie. - Tak, bardzo mu się podobało i to prawda, że to niczego w jego nawykach nie zmieni. To była po prostu bardzo miła odmiana, fakt, dołożenie do tych niekoniecznie drogich whiseky czy burbonów takiego przysmaku i do zwykłych fajek cygara. - To jakbyś się chciała umawiać? Najlepiej jakbyś mi dawała jakąś tygodniową rozpiskę, kiedy byś potrzebowała pomocy, to się zajmę tym pchlarzem. - Kochanym, słodkim, który teraz spał w najlepsze. Na zwierzętach się nie znał, ale z kotów był bardzo obcykany. Pewnie jego sowa też się znała na kotach, tylko nie miałby jej odwagi zapytać, z której strony.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.