Ktoś inny na miejscu Roberta, być może by się w tym momencie ugiął. Widząc łzy, spróbowałby uspokoić swoje własne dziecko. Okazał wsparcie? Zapewnił o tym, że pomoże jakoś wyprostować sprawy. Naprawić popełniony błąd. Tyle tylko, że Robert pewnych rzeczy nie był nauczony. Na pewne rzeczy miał też dość konkretne spojrzenie. Możliwe, że było to spojrzenie podobne do tego, które przypisać można było Francisowi. Ojcu, od którego tak bardzo chciał się odciąć; którego nie chciał przypominać.
Tyle tylko, że pewnych rzeczy, pewnych ograniczeń nie był w stanie przeskoczyć.
Pozwolił na to, żeby Richard wtrącił swoich kilka knutów, zanim zareagował na propozycję Sophie. Tę propozycje, która zakładała zwrócenie się z prośbą o pomoc do pana Prewetta. Owszem. To mogło być jakieś wyjście. Możliwe nawet, że nie najgorsze. Tyle tylko, że w dorosłym życiu to tak nie działało. Człowiek musiał nauczyć się tego, w jaki sposób radzić sobie samemu. Musiał nauczyć się brania odpowiedzialności za swoje czyny. Sophie, która najwyraźniej chciała rozkręcić własny biznes, nie mogła otrzymać taryfy ulgowej. Nie mogła korzystać raz za razem z kolejnych kół ratunkowych. Zwłaszcza, że nie dało się przecież przewidzieć, kiedy takie koło okaże się nagle być jednym z tych betonowych.
Mogących pociągnąć człowieka prosto na samo dno.
- O ile zmiana daty zawarcia umowy mogłaby stanowić jakieś wyjście, to przede wszystkim byłaby w tym przypadku drogą na skróty. Jeśli chcesz prowadzić własny biznes, zamierzasz rzeczywiście go rozkręcić, musisz nauczyć się brania odpowiedzialności za swoje czyny. To nie jest zabawa. To nie jest kolejne hobby, które będziesz mogła porzucić bez żadnych konsekwencji za kilka tygodni, może miesięcy. - przez cały czas był poważny. Stanowczy. Może trochę ostry, ale gdyby się nad tym wszystkim pochylić, to Robertowi nie można było odmówić tego, że do pewnego stopnia miał racje. W specyficzny sposób, niekoniecznie ten najwłaściwszy, starał się córce pomóc. Przecież to nie tak, że zostawiał ją teraz z tym bałaganem samą. Bez jakiegokolwiek wsparcia. Zwyczajnie, po prostu... jeśli Sophie chciała być dorosła, w dorosłość się bawić, to jak osoba dorosła będzie odtąd odpowiadała za swoje czyny. Nie była już dzieckiem, za którego błędy odpowiedzialność brał rodzic. - Jeśli jesteś pewna, że chcesz to zrobić, to zrobisz to tak jak należy. Rozumiesz, Sophie? Biorąc za wszystko odpowiedzialność. Przygotowując pod ten biznes odpowiednie fundamenty. Będziesz miała na to dość czasu.
Kusiło jeszcze dodać coś na temat tego, żeby przestała wreszcie płakać, opanowala się, ale zrezygnował. Nie miało to sensu. Nawet on widział, że dzieciakowi nie trzeba było dokładać więcej. Mocniej. Była już wystarczająco tym wszystkim... przerażona? No cóż. Może następnym razem pomyśli dwa, ewentualnie trzy razy, a dopiero później zacznie działać. To wszystko było tylko dla jej dobra.