06.04.2024, 23:55 ✶
Dobra, to jednak stwierdzałem, że pakowałem się w takie niemałe tarapaty, ale takie miłe tarapaty, bo kiedy tak Maya stała przede mną z ostateczną prezencją, szykiem, w sensie ze stylem swoim na dzisiejszy wieczór, to jednak mi się cholernie gorąco robiło w pewnych częściach mojego ciała. Dobrze i niedobrze. Z jednej strony zapierała dech w piersi, z drugiej - kusiła, kiedy była owocem zakazanym. Byłem zgubiony i wcale nie podłapałem, że jednak zmazywała swoimi słowami nasze wcześniejsze zasady.
Pokiwałem tylko głową, bo tak przy niej, to Leo w dopasowanym garniaku to już wcale nie będzie wyglądać tak zjawiskowo. A może po prostu byłem zanadto zapatrzony w panienkę Chang? Oczy z pewnością lśniły mi jak wtedy, kiedy patrzyłem na butelkę w połowie wypełnioną mlekiem. I może gdzieś tam ślinka ciekła...? No może nie, ale to wcale nie wykluczało jej przyrostu w moich ustach.
- Wyglądasz zjawiskowo - wydusiłem to w końcu z siebie, bo z tą sukienką to z kolei był strzał... w dziesiątkę? Czy może w kolano? To się okaże. Ale Leo szczęśliwy, Leo oniemiały. Zakręciłem się, przemieniając swój ubiór w garnitur. Jako wisienkę na torcie, pokręciłem nieco tyłeczkiem. Głównie dlatego by gdzieś spożytkować nadmiary energii. Miałem bowiem ochotę chwycić Mayę za dłoń, okręcić kilka razy wokół jej własnej osi, a potem przyciągnąć do siebie i... i... i pocałować głęboko. Ale to tak, że ona na pewno nie była na to przygotowana, no nie? Ja na takie ekscesy, taki romantyzmy właściwie, to byłem gotowy zawsze. Ale ja to ja! Miałem inne doświadczenia życiowe, a Maya była niewinną osóbką. Trochę jak taka mała biała myszka. I wcale się nią nie bawiłem jako kot! Po prostu starałem się z nią... zakumplować. Wpadłem w niemały friendzone, ale aktualnie mi to wystarczało.
- Hasło to mleko? Albo nie. Używam tego słowa trochę... Bardzo często - zauważyłem zaraz zakłopotany, ale tylko na krotką chwilę, bo zaraz zacząłem skakać w miejscu pod rytm jazzu, jakiegoś swingu może. - Idziemy może do jakiegoś kasyna...? A może na początek jakiś pub? Znam wiele ciekawych pubów, klimatycznych bardzo, w Londynie - przyznałem szczerze, zapewne nie po raz pierwszy, gdyż dosyć wylewny byłem, a że były może dwie, trzy rzeczy, które robiłem na okrągło, a do dwóch z nich byłem w stanie się głośno przyznawać, więc praca jako barman była właśnie jedną z tych dwóch. Czasami kogoś zastępowałem, czasami badałem konkurencję, a innymi razami po prostu włóczyłem się po mieście. A Londyn to właśnie było moje miasto.
- A mogę, a mogę chociaż ująć pod ramię moją partnerkę w zbrodni? - zapytałem, wyciągając zapraszającą dłoń w jej kierunku. Tak to sobie wyobrażałem, że spacerujemy wieczorem po Londynie niczym najpiękniejsi ludzie świata, włóczymy się, doskonale się bawimy, plotkujemy, chichoczemy, opowiadamy sobie coś zafascynowani. Dokładnie tak. Czy ja się zakochałem, że tworzyłem w głowie takie historie??? Leo zakochany? Leo zakochany bardzo???
Pokiwałem tylko głową, bo tak przy niej, to Leo w dopasowanym garniaku to już wcale nie będzie wyglądać tak zjawiskowo. A może po prostu byłem zanadto zapatrzony w panienkę Chang? Oczy z pewnością lśniły mi jak wtedy, kiedy patrzyłem na butelkę w połowie wypełnioną mlekiem. I może gdzieś tam ślinka ciekła...? No może nie, ale to wcale nie wykluczało jej przyrostu w moich ustach.
- Wyglądasz zjawiskowo - wydusiłem to w końcu z siebie, bo z tą sukienką to z kolei był strzał... w dziesiątkę? Czy może w kolano? To się okaże. Ale Leo szczęśliwy, Leo oniemiały. Zakręciłem się, przemieniając swój ubiór w garnitur. Jako wisienkę na torcie, pokręciłem nieco tyłeczkiem. Głównie dlatego by gdzieś spożytkować nadmiary energii. Miałem bowiem ochotę chwycić Mayę za dłoń, okręcić kilka razy wokół jej własnej osi, a potem przyciągnąć do siebie i... i... i pocałować głęboko. Ale to tak, że ona na pewno nie była na to przygotowana, no nie? Ja na takie ekscesy, taki romantyzmy właściwie, to byłem gotowy zawsze. Ale ja to ja! Miałem inne doświadczenia życiowe, a Maya była niewinną osóbką. Trochę jak taka mała biała myszka. I wcale się nią nie bawiłem jako kot! Po prostu starałem się z nią... zakumplować. Wpadłem w niemały friendzone, ale aktualnie mi to wystarczało.
- Hasło to mleko? Albo nie. Używam tego słowa trochę... Bardzo często - zauważyłem zaraz zakłopotany, ale tylko na krotką chwilę, bo zaraz zacząłem skakać w miejscu pod rytm jazzu, jakiegoś swingu może. - Idziemy może do jakiegoś kasyna...? A może na początek jakiś pub? Znam wiele ciekawych pubów, klimatycznych bardzo, w Londynie - przyznałem szczerze, zapewne nie po raz pierwszy, gdyż dosyć wylewny byłem, a że były może dwie, trzy rzeczy, które robiłem na okrągło, a do dwóch z nich byłem w stanie się głośno przyznawać, więc praca jako barman była właśnie jedną z tych dwóch. Czasami kogoś zastępowałem, czasami badałem konkurencję, a innymi razami po prostu włóczyłem się po mieście. A Londyn to właśnie było moje miasto.
- A mogę, a mogę chociaż ująć pod ramię moją partnerkę w zbrodni? - zapytałem, wyciągając zapraszającą dłoń w jej kierunku. Tak to sobie wyobrażałem, że spacerujemy wieczorem po Londynie niczym najpiękniejsi ludzie świata, włóczymy się, doskonale się bawimy, plotkujemy, chichoczemy, opowiadamy sobie coś zafascynowani. Dokładnie tak. Czy ja się zakochałem, że tworzyłem w głowie takie historie??? Leo zakochany? Leo zakochany bardzo???