07.04.2024, 18:37 ✶
Może gdybym przystanął na chwilę by odetchnąć, by się nieco zastanowić, rozkminić pewne sprawy, może gdybym również umiał czytać w myślach albo chociaż w ludzkich emocjach, dostrzegłbym, że o wiele więcej nas łączyło z Crowem aniżeli dzieliło. Na dobrą sprawę, to pewnie równie wiele punktów można było wymienić łączących nas, co dzielących, ale i tego, i tego było pod dostatkiem, więc to trochę jak przyjaźń, miłość czy lof-hejt? Cóż, jednym, co niemożliwie nas wręcz łączyło, była słabość do uwielbienia w oczach innych ludzi, dla czego byliśmy w stanie zrobić bardzo wiele, o ile nie wszystko, więęęc... Myślę, a właściwie pomyślałbym, że jesteśmy bardziej podobni do siebie niż różni, tyle że ja w tej chwili za wiele nie myślałem. Chyba że o mleku, to bardzo intensywnie. Podobnie intensywnie o muzyce. O zapachu spoconych ludzi, który unosił się w powietrzu. Dziurawy był zatęchły, ale w taki znajomy, kochany wręcz sposób zatęchły. O czym to ja...?
Ach, te kruczoczarne loki Crowa... Czy to był przypadek, że był Crowem i miał ciemne, wręcz czarne włosy? Cóż, kręciło mnie totalnie. Pewnie głównie przez te słowa, którymi zadowalał moje uszy, ale byłem jak ten pies na baby, a właściwie kot na chłopy? Kot na kogokolwiek. Nie, że zdradliwy. Po prostu cholernie otwarty. Tak jak otwarta byłaby lodówka w przytułku dla bezdomnych.
- Dla ciebie wymruczę nawet hymn brytyjski! Bo jam jest kot zdecydowanie londyński! Po wszystkich tu ulicach harcuję. Dokładnie rozmiar każdej dziury oszacuję - przyznałem się, trochę pochwaliłem. Nie byłem pewien, czy Crowie znał ten mój sposób bycia animagowy, ale chyba każdy o tym wiedział, kto mnie znał, bo to się ze mnie wylewało niczym mleko z przelanej miski, więęęc... Byłem kotem. Mruczałem. Jeśli trzeba było, to drapciałem. Lekko, mocno, dla agresji albo dla przyjemności. Wedle potrzeby, wedle uznania. Wszystko dla wszystkich.
Co prawda Flynn chwilowo stracił mną zainteresowanie, bo zajął się radieeem, aaaleee... Niestety albo stety musiałem się pozbyć myśli, które właśnie zaprzątały mi głowę. Inaczej zapomnę, a to by było dopiero druzgoczące!
- Myślę, że przyda nam się inna strategia myślenia. Oczywiście znalazłem kilka propozycji do dorzucenia. Niech radio naprawiają twoje smukłe palce, a ja obsługiwał będę do dziewiątejdziurawe bywalce. Niech cię nie trapi, co ja najgorszego proponuję. Niesamowite doznania nam tej nocy zaserwuję - przyznałem się z łobuzerskim uśmiechem. Mnie nie trzeba było namawiać. Ja sam się wpychałem na imprezę, jeśli tylko pojawiała się taka sposobność. Ale zaraz też zamilkłem, oparty o blat, obserwując bacznie Crowa w akcji, z oczami pełnymi nadziei, że nie będę musiał się dziś gibać do rytmów ze swojej wyobraźni. Ale to byłoby cudowne tańczyć do muzyki! Nalewać jeszcze weselsze drinki! I radować się, i bawić, i poruszyć te znużone serca zebrane z Dziurawym Kociołku! O niech się szykują na potężne before party.
Ach, te kruczoczarne loki Crowa... Czy to był przypadek, że był Crowem i miał ciemne, wręcz czarne włosy? Cóż, kręciło mnie totalnie. Pewnie głównie przez te słowa, którymi zadowalał moje uszy, ale byłem jak ten pies na baby, a właściwie kot na chłopy? Kot na kogokolwiek. Nie, że zdradliwy. Po prostu cholernie otwarty. Tak jak otwarta byłaby lodówka w przytułku dla bezdomnych.
- Dla ciebie wymruczę nawet hymn brytyjski! Bo jam jest kot zdecydowanie londyński! Po wszystkich tu ulicach harcuję. Dokładnie rozmiar każdej dziury oszacuję - przyznałem się, trochę pochwaliłem. Nie byłem pewien, czy Crowie znał ten mój sposób bycia animagowy, ale chyba każdy o tym wiedział, kto mnie znał, bo to się ze mnie wylewało niczym mleko z przelanej miski, więęęc... Byłem kotem. Mruczałem. Jeśli trzeba było, to drapciałem. Lekko, mocno, dla agresji albo dla przyjemności. Wedle potrzeby, wedle uznania. Wszystko dla wszystkich.
Co prawda Flynn chwilowo stracił mną zainteresowanie, bo zajął się radieeem, aaaleee... Niestety albo stety musiałem się pozbyć myśli, które właśnie zaprzątały mi głowę. Inaczej zapomnę, a to by było dopiero druzgoczące!
- Myślę, że przyda nam się inna strategia myślenia. Oczywiście znalazłem kilka propozycji do dorzucenia. Niech radio naprawiają twoje smukłe palce, a ja obsługiwał będę do dziewiątejdziurawe bywalce. Niech cię nie trapi, co ja najgorszego proponuję. Niesamowite doznania nam tej nocy zaserwuję - przyznałem się z łobuzerskim uśmiechem. Mnie nie trzeba było namawiać. Ja sam się wpychałem na imprezę, jeśli tylko pojawiała się taka sposobność. Ale zaraz też zamilkłem, oparty o blat, obserwując bacznie Crowa w akcji, z oczami pełnymi nadziei, że nie będę musiał się dziś gibać do rytmów ze swojej wyobraźni. Ale to byłoby cudowne tańczyć do muzyki! Nalewać jeszcze weselsze drinki! I radować się, i bawić, i poruszyć te znużone serca zebrane z Dziurawym Kociołku! O niech się szykują na potężne before party.