Leon nieznacznie wzruszył ramionami, uznając temat za zakończy. To nie było jego życie i nie może przeżyć go za samego Neila. Sam kierował się swoimi zasadami i dbał o rozwój swojej kariery zawodowej. Przed sobą miał całe życie, przynajmniej w teorii. W tym rachunku musiał uwzględnić tak trudnego przeciwnika, jakim była jego choroba. Ona determinowała większość jego poglądów u podejmowanych decyzji. Na tym właśnie polegało życie. W duchu zdrowego egoizmu należało zawsze wybierać to, co było dobre dla siebie samego. Nie oznaczało to krzywdzenia innych.
— Będą lepsze. — Tego Leon pozostawał całkowicie pewien i nie musiał sięgać w przyszłość. Westchnął cicho, kiedy Neil poderwał się z zajmowanego przez siebie miejsca. W następnej chwili uniósł jedną z brwi z dezaprobatą. Jego sąsiad przyszedł do niego z wykonanym zamówieniem i zarazem po wróżbę dotyczącą jego życia miłosnego. Otrzymał takową, zgodnie ze swoim życzeniem i zaczął utyskiwać na bezstronny los, opierać się wszystkim udzielonym mu radom i na samym końcu powiedział mu, że to nieważne, że nie będzie zawracać mu głowy głupotami. Nie zawsze warto chcieć kogoś wysłuchać. Tak jak nie warto starać się wskazać właściwą drogę. Poczuł się w tym momencie bardzo zmęczony.
— Pozostała jeszcze jedna kwestia... ile jestem ci winien za to zamówienie? — Zadane przez niego pytanie stanowiło wyraźny zwiastun zbliżającego się końca tego spotkania. Będzie potrzebował po nim zapalić wyciszające kadzidło.