08.04.2024, 00:03 ✶
Rosie musiała przyznać dziewczynie w duchu, że była całkiem sprytna ze swoimi odzywkami kierowanymi do Mulcibera i gdyby nie sytuacja, w jakiej się znajdowała, to chętnie by sobie jeszcze na to wszystko popatrzyła z bliska. Ale nawet jeśli mogła sobie teraz co najwyżej policzyć odpryski farby na wewnętrznej stronie drzwi kabiny, albo wszystkie te złote sentencje, które ktoś tutaj wypisał lub wyskrobał, bo mogła sobie całkiem dobrze wyobrazić te jego głupią twarz, kiedy jego towarzyszka podsumowywała go w kolejny sposób.
Powinna sobie zrobić jakieś notatki z tego, co ona właściwie tam gadała. Ale bardzo szybko doszła do wniosku, że absolutnie nie, bo skoro przyszła robić tutaj nie wiadomo co z tym Mulciberem, to głupie odzywki musiały być jedynym przejawem inteligencji, do jakiego była zdolna.
McKinnon przez moment nawet poważnie rozważała, żeby ruszyć się z tego kibla i stanąć na nim, próbując wyjrzeć ponad kabiną i popatrzeć, może nawet zidentyfikować tę dziewuchę, która mu towarzyszyła, a przede wszystkim ocenić, czy rzeczywiście było tak krzywo, ale do jej uszu doszedł wtedy głos Marty. Po plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz, który pojawiał się za każdym razem, kiedy uświadamiała sobie że gdzieś w okolicy plątał się jakiś duch, co w Hogwarcie było dość niefortunną przypadłością, biorąc pod uwagę że w zamku wręcz roiło się od duchów. Plus był taki, że Szara Dama, opiekująca się Ravenclawem, nie przepadała za towarzystwem uczniów i akurat jej McKinnon nie musiała często oglądać na oczy.
- To dlatego, że wcale nie myślisz - burknęła pod nosem, słysząc jego utyskiwania, mocniej obejmując kolana rękoma i trochę na tym klozecie zaczynając się bujać, od tego wszystkiego ją chyba choroba sieroca łapała.
Powinna sobie zrobić jakieś notatki z tego, co ona właściwie tam gadała. Ale bardzo szybko doszła do wniosku, że absolutnie nie, bo skoro przyszła robić tutaj nie wiadomo co z tym Mulciberem, to głupie odzywki musiały być jedynym przejawem inteligencji, do jakiego była zdolna.
McKinnon przez moment nawet poważnie rozważała, żeby ruszyć się z tego kibla i stanąć na nim, próbując wyjrzeć ponad kabiną i popatrzeć, może nawet zidentyfikować tę dziewuchę, która mu towarzyszyła, a przede wszystkim ocenić, czy rzeczywiście było tak krzywo, ale do jej uszu doszedł wtedy głos Marty. Po plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz, który pojawiał się za każdym razem, kiedy uświadamiała sobie że gdzieś w okolicy plątał się jakiś duch, co w Hogwarcie było dość niefortunną przypadłością, biorąc pod uwagę że w zamku wręcz roiło się od duchów. Plus był taki, że Szara Dama, opiekująca się Ravenclawem, nie przepadała za towarzystwem uczniów i akurat jej McKinnon nie musiała często oglądać na oczy.
- To dlatego, że wcale nie myślisz - burknęła pod nosem, słysząc jego utyskiwania, mocniej obejmując kolana rękoma i trochę na tym klozecie zaczynając się bujać, od tego wszystkiego ją chyba choroba sieroca łapała.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror