16.12.2022, 03:22 ✶
Daisy uśmiechnęła się szeroko, jakby kompletnie nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo niekomfortową dla właścicielki klubokawiarni rozmowę prowadzą. Miała ładną buzię, choć jednocześnie – jakby się jej bliżej przyjrzeć, coś niepokojącego czaiło się w rozmarzonych, dużych oczach. Młoda dziennikarka była jak pająk, który upatrzył sobie tłustą muchę i właśnie przebierał czułkami by owinąć wokół niej kokon z pajęczyny.
- O, to mamy coś wspólnego! – zauważyła rezolutnie. – Ja też staram się, żeby każdy czytelnik w gazecie mógł coś znaleźć dla siebie.
Choć śledziła z zainteresowaniem jak Nora krzątała się przy jej zamówieniu, udawała albo naprawdę nie dostrzegała jej zdenerwowania.
- To mój brat. Bliźniak – wyjaśniła beztrosko. – Jest pisarzem. Niedawno wydał swoją pierwszą książkę. Może jeszcze nie jest bardzo znanym autorem, ale to tylko kwestia czasu aż zdobędzie sławę – powiedziała z przekonaniem.
Jakkolwiek z boku mogło wyglądać to tak, jakby Daisy przechwalała się sukcesami Darcy’ego (nawet tymi, które jeszcze nie miały miejsca); w rzeczywistości głos jej łagodniał, gdy o nim mówiła. Ba, szczerze wierzyła, że on naprawdę zdobędzie sławę i zostanie cenionym autorem.
Sięgnęła ręką do swojej torby. Chwilę w niej grzebała, szukając czegoś w jej wnętrzu. Wreszcie wyciągnęła spory i wyglądający na ciężki skoroszyt. Wertowała go przez chwilę, najwyraźniej czegoś szukając. Wreszcie wyciągnęła stamtąd zdjęcie przedstawiające zapłakaną Norę siedzącą pod ścianą. Musiało zostać zrobione chwilę po tym jak Brennie udało się ją odczarować. Panna Figg spoglądała wprost w obiektyw i wyglądała dokładnie tak, jak musiała się czuć w tamtym momencie.
- Wczoraj, kiedy wywoływałam zdjęcia z balu, natknęłam się na to – wyjaśniła pogodnie Daisy. Mówiła takim tonem, jakby wcale nie pokazywała swojej rozmówczyni, pewnie jej najgorszego wspomnienia z tamtego wydarzenia. – I tak sobie pomyślałam, że pewnie boisz się, że to zdjęcie znajdzie się w Proroku Codziennym. Nie znajdzie się, chociaż uważam, że jest jednym z lepszych – przesunęła je po ladzie w stronę Nory. Oczywiście nie była obiektywna. Żadna z nich w ocenie fotografii nie mogła być obiektywna. Dla właścicielki klubokawiarni, przedstawiała pewnie jej upokarzający upadek; dla Daisy była tym najprawdziwszym momentem na całym balu, tym w którym maski opadły. – Celowo pozostawiłam je nieruchome. Przy odrobinie magii, twoje sfotografowane ja od razu uciekłoby z kadru. Moje na pewno by to zrobiło – znowu się uśmiechnęła, ale tym razem raczej przepraszająco niż kpiąco. – Och, no i oczywiście, jak już będziesz je rwała, to mniejsza szansa, że nieruchoma podobizna zacznie protestować.
Dziennikarka znowu sięgnęła do swojego skoroszytu, szukając w nim czegoś jeszcze.
- Ach, no i oczywiście, przy wzmiance o tym nieszczęsnym bobrze nie padnie twoje nazwisko - wymruczała. - Wcale nie dlatego, że Brenna Longbottom próbowała przekupić prawie każdego dziennikarza na balu.
- O, to mamy coś wspólnego! – zauważyła rezolutnie. – Ja też staram się, żeby każdy czytelnik w gazecie mógł coś znaleźć dla siebie.
Choć śledziła z zainteresowaniem jak Nora krzątała się przy jej zamówieniu, udawała albo naprawdę nie dostrzegała jej zdenerwowania.
- To mój brat. Bliźniak – wyjaśniła beztrosko. – Jest pisarzem. Niedawno wydał swoją pierwszą książkę. Może jeszcze nie jest bardzo znanym autorem, ale to tylko kwestia czasu aż zdobędzie sławę – powiedziała z przekonaniem.
Jakkolwiek z boku mogło wyglądać to tak, jakby Daisy przechwalała się sukcesami Darcy’ego (nawet tymi, które jeszcze nie miały miejsca); w rzeczywistości głos jej łagodniał, gdy o nim mówiła. Ba, szczerze wierzyła, że on naprawdę zdobędzie sławę i zostanie cenionym autorem.
Sięgnęła ręką do swojej torby. Chwilę w niej grzebała, szukając czegoś w jej wnętrzu. Wreszcie wyciągnęła spory i wyglądający na ciężki skoroszyt. Wertowała go przez chwilę, najwyraźniej czegoś szukając. Wreszcie wyciągnęła stamtąd zdjęcie przedstawiające zapłakaną Norę siedzącą pod ścianą. Musiało zostać zrobione chwilę po tym jak Brennie udało się ją odczarować. Panna Figg spoglądała wprost w obiektyw i wyglądała dokładnie tak, jak musiała się czuć w tamtym momencie.
- Wczoraj, kiedy wywoływałam zdjęcia z balu, natknęłam się na to – wyjaśniła pogodnie Daisy. Mówiła takim tonem, jakby wcale nie pokazywała swojej rozmówczyni, pewnie jej najgorszego wspomnienia z tamtego wydarzenia. – I tak sobie pomyślałam, że pewnie boisz się, że to zdjęcie znajdzie się w Proroku Codziennym. Nie znajdzie się, chociaż uważam, że jest jednym z lepszych – przesunęła je po ladzie w stronę Nory. Oczywiście nie była obiektywna. Żadna z nich w ocenie fotografii nie mogła być obiektywna. Dla właścicielki klubokawiarni, przedstawiała pewnie jej upokarzający upadek; dla Daisy była tym najprawdziwszym momentem na całym balu, tym w którym maski opadły. – Celowo pozostawiłam je nieruchome. Przy odrobinie magii, twoje sfotografowane ja od razu uciekłoby z kadru. Moje na pewno by to zrobiło – znowu się uśmiechnęła, ale tym razem raczej przepraszająco niż kpiąco. – Och, no i oczywiście, jak już będziesz je rwała, to mniejsza szansa, że nieruchoma podobizna zacznie protestować.
Dziennikarka znowu sięgnęła do swojego skoroszytu, szukając w nim czegoś jeszcze.
- Ach, no i oczywiście, przy wzmiance o tym nieszczęsnym bobrze nie padnie twoje nazwisko - wymruczała. - Wcale nie dlatego, że Brenna Longbottom próbowała przekupić prawie każdego dziennikarza na balu.