08.04.2024, 18:01 ✶
*
- Naprawdę? - spytał, z odrobiną rozbawienia w jasnych oczach. - Wydawało mi się, że nie jesteś kobietą, która zastanawia się, czy spodoba się mężczyźnie.
Cynthia Flint zdawała się pewna swojej urody i ewidentnie potrafiła ją wykorzystać. Bez wątpienia była też świadoma, jak działa na większość mężczyzn i zapewne rzadko rozważała, czy we wskazanym przez nią miejscu taki będzie bawił się dobrze. Odrobina nieśmiałości mogła więc równie dobrze być starannie wykalkulowana, jak i wynikać z tego, że w jego przypadku aż tak pewna nie była - chociaż Shafiq akurat niczego nie próbował udawać. Podobała mu się i wcale tego nie ukrywał. Jednocześnie wcale go nie opętała, bo opętać tego mężczyznę było bardzo trudno: może z powodu charakteru, a może bo Slytherin, tkwiący w jego głowie, nie znosił konkurencji.
- Myślę, że popadnięcie w nałóg mi nie grozi. Jestem uzależniony od trochę innych rzeczy.
Z tych bardziej namacalnych kawa na przykład, pozwalająca zachować jasną głowę. Papierosy - ukojały nerwy, kiedy Jamil znowu coś odwalił, gdy pokłócił się z Letą albo kiedy głos Salazara stawał się nadmiernie natarczywy. Eliksir zapomnienia, wypijany po szczególnie nudnych dniach, niewartych zapamiętania. Z tych jednak prawdziwie ważnych: nowości. Podróże.
I tajemnice.
Przede wszystkim tajemnice.
- Czy powinienem wymyślić coś ekscytującego? Obawiam się, że jeżeli faktycznie coś wygram, wydam te pieniądze w bardzo nudny sposób. Na dodatkowego specjalistę do ekipy w Walii i remont salonu - przyznał bez oporów. Na kuchnię składali się w tej chwili z Ulyssesem, ale gdyby pieniądze spadły mu ni z tego ni z owego z nieba, pewnie Rookwood nie protestowałby przeciwko wykorzystaniu ich na ogarnięcie innych pomieszczeń w budynku.
Kiedy weszli do środka, Cathal zamilkł na dłuższą chwilę, rozglądając się po prostu. Mogłoby wydawać się, że pochłonęło go przyglądanie się ludziom i stolikom, w istocie jednak umysł usłużnie podsuwał wspomnienia wszystkich innych kasyn, jakie widział - a chociaż nie było ich jakoś wiele, i z dwóch zaledwie wywlekał za fraki Anwara, to zapisały się w jego pamięci żywo, każdy dźwięk, obraz, zapach. Odpowiedział więc po dłuższej chwili.
- Jeżeli mam oszukiwać, najlepszy będzie poker.
Czy był uczciwym człowiekiem? Sam by się takim nie nazwał. Nie oszukiwał współpracowników, nie zafałszowywał wyników badań, póki nie musiał, rozliczał się z długów i był lojalny wobec paru krewnych oraz członków ekipy. Jednocześnie przywłaszczył sobie kiedyś parę przedmiotów z wykopalisk, a kiedy uznawał, że tak będzie najlepiej… nie miał skrupułów wobec wyrządzenia komuś krzywdy. Cathalem kierował raczej chłodny pragmatyzm niż cokolwiek innego.
W przeciwieństwie do niej rozpoznawał niektóre twarze, chociaż w środku nie było akurat nikogo, kogo znałby lepiej. Cathal w końcu lata spędził poza Anglią - ot, chłopak, który był dwa lata niżej w Slytherinie i zaledwie mijali się na korytarzach, dziennikarz, któremu udzielił wywiadu na temat odkryć w Egipcie, krewna Burków, którą ciotka zaprosiła na jedno ze swoich przyjęć. Ludzie zapamiętani nie przez bliskie relacje, a mimowolnie. Raz tylko przywitał się z jedną osobą, bo był to mężczyzna również mieszkający na Horyzontalnej, którego Cathal widywał od czasu do czasu.
- Jeżeli masz ochotę - mruknął, zerkając ku drinkom. Wątpił, by w takim miejscu serwowano coś szczególnie niebezpiecznego, a i efekt zapewne szybko ustąpi.
- Naprawdę? - spytał, z odrobiną rozbawienia w jasnych oczach. - Wydawało mi się, że nie jesteś kobietą, która zastanawia się, czy spodoba się mężczyźnie.
Cynthia Flint zdawała się pewna swojej urody i ewidentnie potrafiła ją wykorzystać. Bez wątpienia była też świadoma, jak działa na większość mężczyzn i zapewne rzadko rozważała, czy we wskazanym przez nią miejscu taki będzie bawił się dobrze. Odrobina nieśmiałości mogła więc równie dobrze być starannie wykalkulowana, jak i wynikać z tego, że w jego przypadku aż tak pewna nie była - chociaż Shafiq akurat niczego nie próbował udawać. Podobała mu się i wcale tego nie ukrywał. Jednocześnie wcale go nie opętała, bo opętać tego mężczyznę było bardzo trudno: może z powodu charakteru, a może bo Slytherin, tkwiący w jego głowie, nie znosił konkurencji.
- Myślę, że popadnięcie w nałóg mi nie grozi. Jestem uzależniony od trochę innych rzeczy.
Z tych bardziej namacalnych kawa na przykład, pozwalająca zachować jasną głowę. Papierosy - ukojały nerwy, kiedy Jamil znowu coś odwalił, gdy pokłócił się z Letą albo kiedy głos Salazara stawał się nadmiernie natarczywy. Eliksir zapomnienia, wypijany po szczególnie nudnych dniach, niewartych zapamiętania. Z tych jednak prawdziwie ważnych: nowości. Podróże.
I tajemnice.
Przede wszystkim tajemnice.
- Czy powinienem wymyślić coś ekscytującego? Obawiam się, że jeżeli faktycznie coś wygram, wydam te pieniądze w bardzo nudny sposób. Na dodatkowego specjalistę do ekipy w Walii i remont salonu - przyznał bez oporów. Na kuchnię składali się w tej chwili z Ulyssesem, ale gdyby pieniądze spadły mu ni z tego ni z owego z nieba, pewnie Rookwood nie protestowałby przeciwko wykorzystaniu ich na ogarnięcie innych pomieszczeń w budynku.
Kiedy weszli do środka, Cathal zamilkł na dłuższą chwilę, rozglądając się po prostu. Mogłoby wydawać się, że pochłonęło go przyglądanie się ludziom i stolikom, w istocie jednak umysł usłużnie podsuwał wspomnienia wszystkich innych kasyn, jakie widział - a chociaż nie było ich jakoś wiele, i z dwóch zaledwie wywlekał za fraki Anwara, to zapisały się w jego pamięci żywo, każdy dźwięk, obraz, zapach. Odpowiedział więc po dłuższej chwili.
- Jeżeli mam oszukiwać, najlepszy będzie poker.
Czy był uczciwym człowiekiem? Sam by się takim nie nazwał. Nie oszukiwał współpracowników, nie zafałszowywał wyników badań, póki nie musiał, rozliczał się z długów i był lojalny wobec paru krewnych oraz członków ekipy. Jednocześnie przywłaszczył sobie kiedyś parę przedmiotów z wykopalisk, a kiedy uznawał, że tak będzie najlepiej… nie miał skrupułów wobec wyrządzenia komuś krzywdy. Cathalem kierował raczej chłodny pragmatyzm niż cokolwiek innego.
W przeciwieństwie do niej rozpoznawał niektóre twarze, chociaż w środku nie było akurat nikogo, kogo znałby lepiej. Cathal w końcu lata spędził poza Anglią - ot, chłopak, który był dwa lata niżej w Slytherinie i zaledwie mijali się na korytarzach, dziennikarz, któremu udzielił wywiadu na temat odkryć w Egipcie, krewna Burków, którą ciotka zaprosiła na jedno ze swoich przyjęć. Ludzie zapamiętani nie przez bliskie relacje, a mimowolnie. Raz tylko przywitał się z jedną osobą, bo był to mężczyzna również mieszkający na Horyzontalnej, którego Cathal widywał od czasu do czasu.
- Jeżeli masz ochotę - mruknął, zerkając ku drinkom. Wątpił, by w takim miejscu serwowano coś szczególnie niebezpiecznego, a i efekt zapewne szybko ustąpi.