Zamierzał go możliwie najdokładniej przepytać. Potrzebował wyciągnąć od Stanleya jak najwięcej informacji. Rozeznać się w całej sytuacji. Ocenić jak bardzo skomplikowały się w tym momencie ich plany. Jak wiele będzie trzeba zmienić? Bez wiedzy nie dało się działać. Nie dało się działać skutecznie. Łatwo było popełnić błąd. Kolejny. A później jeszcze następny. Łatwo było, tak po prostu, wszystko spierdolić.
- W porządku. - odpowiedział. Jednocześnie zastanawiając się już nad tym, w jaki inny sposób mogliby pozyskać informacje o tym, kto tego dnia był w pracy. Pewne możliwości zawsze były dostępne. Zawsze istniały. Trzeba było tylko podejść do wszystkiego na spokojnie, bez zbędnego pośpiechu. - W takim razie potrzebuje wiedzieć, kiedy dokładnie zaniosłeś korespondencje. To była pierwsza zmiana? Ranek? - dopytał, chcąc chociaż w ten sposób ograniczyć potencjalną, przyszłą listę celów. O ile zdołają takową stworzyć.
Słuchając uważnie tego, co mówił na temat samej rozmowy z Harper, kilka razy pokiwał głową. Kilka razy zamruczał coś pod nosem. Wreszcie, jeszcze zanim Stanley dotarł do końca, podniósł się z zajmowanego miejsca. Zaczął krążyć po pomieszczeniu. Próbował wychodzić dziurę w podłodze? Krążyła mu po głowie pewna myśl. Musiał się z nią oswoić, zanim wypowie ją na głos. Albo z przedstawienia Borginowi tego pomysłu zwyczajnie zrezygnuje.
Najpierw jednak inna kwestia.
- Masz w brygadzie kogoś zaufanego? Osobę, którą mógłbyś poprosić o podrzucenie Tobie listy pracowników, którzy w tym dniu byli na służbie i przebywali w budynku Ministerstwa? - zapytał, jednocześnie zahaczając kciukiem prawej dłoni o kieszeń, w której znajdywała się różdżka. - Podobnie warto byłoby poszukać kogoś takiego wewnątrz biura aurorów. Nie możemy mieć pewności, że nie byłby to ktoś od nich.
Zadając pytanie, zaznaczając o potrzebie poszukania kogoś takiego również w biurze aurorów, zatrzymał się. Stanął na przeciwko Stanleya, rozważając wyciągnięcie z kieszeni swojej różdżki. Czekając na odpowiedź. Rozważając to, jakie mieli w tym momencie opcje. Jak wiele ich posiadali? Na jak wiele powinni sobie tutaj pozwolić?
- Miałeś kiedyś styczność z legilimencją? - zapytał nagle, badając jego reakcje, obserwując syna. - Wiesz na czym polega? - nie oczekiwał odpowiedzi. Dłuższych wypowiedzi. Nie oczekiwał w zasadzie niczego. To była z jego strony zwykła retoryka. - Być może dzięki tej sztuce, spoglądając w Twoje wspomnienia, bylibyśmy w stanie dostrzec to, czego obecnie zdajesz się nie pamiętać. Zauważyć to, co Ty sam być może przeoczyłeś.