Avery ostatnio raczej egzystowała. Nie do końca wiedziała, co powinna ze sobą zrobić. Nie miała serca do malowania, wydawało się jej, że jej siostra ze swoim samobójstwem zabrała do grobu część jej. Były ze sobą blisko, różnie to bywa z rodzeństwem, jednak Stella naprawdę kochała Kordelię. Kiedy tylko zamykała oczy przychodziła do niej wizja trupa starszej siostry w wannie. Nie potrafiła wyprzeć tego widoku z pamięci. Obrazy, które próbowała malować... główną postacią, która się na nich pojawiała była właśnie jej starsza siostra. Nie umiała tego zmienić, skierować myśli ku czemuś innemu. Męczyło ją to ogromnie, trudno było jej znaleźć cokolwiek, co dawałoby jej przyjemność. Pojawiała się publicznie, jednak teraz już nie brylowała wśród tych wszystkich gwiazd, trzymała się na uboczu, co niestety nie wystarczało. Nadal była wytykana palcami, jako ta, która znalazła trupa Kordelii w wannie. Dlaczego nic nie zauważyła, czy była aż tak ślepa, że nie dostrzegała tego, że siostra jest tak nieszczęśliwa? Zastanawiała się czasem, jak bardzo musiało to być silne uczucie, skoro zdecydowała się odebrać sobie życie. Trudno jej było odpowiedzieć na to pytanie, sama zapewne nigdy nie miałaby tyle odwagi.
Wiele pytań ją ostatnio nurtowało. Czy już zawsze będzie taka apatyczna, czy kiedyś wszystko wróci do normy? Jako, że fascynowała się wróżbiarstwem postanowiła znaleźć odpowiedzi, może nie na wszystkie, lecz choćby na część pytań? Wystarczyłoby to jej. Kiedy wychodziła z domu, zastanawiała się, czy na pewno wybrała dobry moment. Był to w końcu trzynasty, a ta liczba nie kojarzyła się z niczym dobrym, może nie piątek, ale jednak trzynasty, poniedziałek. Co jeśli ześle na siebie jakieś okropne wróżby? Wahała się przez moment, jednak postanowiła zaryzykować.
Przywykła do tego, że obcy ludzie na nią spoglądali. Pojawiała się na salonach, do tego ta umiejętność, którą odziedziczyła po babce, potrafiła czarować, zwracać na siebie uwagę. Miała wrażenie, że ostatnio ta zdolność jest dla niej bardziej wadą niż czymś, co pomaga w życiu. Zmieniła nieco swoje przyzwyczajenia, przestała ubierać się w barwne stroje, które zwracały na siebie uwagę. Wybierała czerń, by oddać szacunek siostrze. Dodawała jej ona lat, tak samo worki pod oczami, których nie dało się ukryć, powodowała je bezsenność, która męczyła ją od czasu utraty siostry.
W Oku Horusa znalazła się o czasie. Avery szanowała pracę innych i zawsze była punktualna. Niepewnie weszła do małego pomieszczenia, nie do końca wiedząc, co właściwie ją tu dzisiaj spotka. Pierwszy raz była w tym miejscu. Zapach kadzideł był duszący, uderzał kiedy wchodziło się do środka, zapewne miały pomóc znaleźć odpowiedzi na pytania, które nurtowały ją i innych, którzy korzystali z takich usług. Obserwowała mężczyznę, który był do niej odwrócony plecami, skoro powiedział, że ma usiąść... Zrobiła to. Usiadła powoli na pufie, która znajdowała się najbliżej wejścia. Zdjęła bransoletkę z kryształu górskiego, którą miała na lewym nadgarstku i zaczęła bawić się kamieniami, musiała na czymś skupić swoją uwagę. - Dzień dobry.- Powiedziała melodyjnym głosem. - Tak właściwie, to trochę się boję.- Może nie powinna tego mówić, skoro już tutaj przyszła? Spoglądała na mężczyznę uważnie, twarz wydawała się jej znajoma. Zmrużyła oczy próbując sobie przypomnieć skąd może go kojarzyć. Jak na razie jednak nie pojawiały się żadne odpowiedzi, czy powinna o tym wspomnieć. - Wydaje mi się, że skądś Cię znam.