12.04.2024, 11:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2024, 11:53 przez Anthony Shafiq.)
Zagraniczny gość nie oczekiwał honorów, był tylko jednym z wielu szeregowych jeszcze pracowników. Zdawał sobie sprawę, że mógł poczekać mimo wszystko te kilka tygodni do ogłoszenia jego awansu, z drugiej strony może tak właśnie lepiej, gdy był nikim, robakiem w departamenckiej termitierze, a nie kimś ważnym, kto zamiast Francją zajmował się mało istotnymi amerykańskim gównem. Z resztą, konflikt z czasem mógł tylko eskalować, trzeba było rozwiązać problem jak najszybciej.
– Anthony Shafiq, reprezentant angielskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziei, bardzo mi miło. – Przedstawił się również, choć zakładał, że jego bodaj szwagier wie dobrze z kim ma do czynienia. Nie musieli jednak tego pokazywać pozostałym pracownikom norweskiego biura.
Przeszedł we wskazane miejsce, zajął wskazane siedzenie i od razu wyłożył swoją teczkę na blat. Elegancki neseser obity był czarną skórą połyskującą nieznacznie natłuszczoną łuską. Złote wyglansowane obicia odbijały bez zastrzeżeń światło lampy niewielkiego biura.
– Bardzo dziękuję za propozycję, norweski... nigdy nie był językiem, którego potrzebowałem. Aż do kilku tygodni temu nie sądziłem, że moje kroki w najbliższych miesiącach, latach zawitają w tych... urokliwych terenach. – surowość natury, surowość ludzi... Daleko im było do słonecznej Italii, w której Shafiq zwykł odpoczywać i delektować się winem i operą.
– A tak, jestem przekonany, że w ojczystym języku prędzej uda nam się dojść do porozumienia. Mam dokumenty, które są kluczowe w tej sprawie, a do których dostarczenia zostałem zobowiązany, dla wyjaśnienia sytuacji. – mówił gładko, rzeczowo, odbierając Richarda przez pryzmat aury obowiązku i potrzeby wykonania pracy w pierwszej kolejności. Zawiesił się na moment nad teczką, nim wyciągnął zwitki zalakowanego pergaminu. – Mam oczywiście kopie w języku norweskim, nie spodziewałem się spotkać tu rodaka. – Umilkł, nie wspominając jeszcze o doskonale im znanym spowinowaceniu. Umilkł nie mając pewności czy nie są podsłuchiwani, czy Richard w ogóle chce w tym miejscu mówić o ich rodzeństwie, ostatnim spotkaniu, Mulciberach, Shafiq'ach i całej tej magicznej imperialnej zgrai. Pozostawiał mu tę decyzję, licząc na to, że nawet jeśli teraz będą udawać nieznajomych, to później znajdzie się moment na chwilę rozmowy. Był ciekaw. Nie tylko dlatego, że byli szwagrami, ale też ze względu na Roberta. Bliźniacy w takim oddaleniu od siebie, to musiało być trudne.
Wyciągnął dwie tuby, a zamknięty neseser postawił na ziemi przy nodze krzesła na którym siedział. Obie tuby były czarne, zapieczętowane przez... o dziwo... Departament Tajemnic. Jedna z nich miała złocistą krawędź, druga srebrzystą i to po nią właśnie sięgnął Anthony. Zwinięty pergamin (również zdobiony pieczęcią "niewłaściwego" Departamentu) był spisany po angielsku.
– Pragniesz się zapoznać z jego treścią, czy mam przybliżyć Ci wpierw sprawę? – jakież to szczęście, że formy grzecznościowe zaszyte były w kwiecistym języku i odpowiednio ułożonej gramatyce pytania. Język angielski pozostawiał pod tym względem więcej swobody, niż inne w którym konieczność dodawania "Pan/Pani", albo liczby mnogiej, definiowała niejako poziom zażyłości. Tu – wciąż bezpieczny, na neutralnej wodzie uprzejmości Anthony, czekał na dookreślenie tonu rozmowy przez swojego interlokutora.
– Anthony Shafiq, reprezentant angielskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziei, bardzo mi miło. – Przedstawił się również, choć zakładał, że jego bodaj szwagier wie dobrze z kim ma do czynienia. Nie musieli jednak tego pokazywać pozostałym pracownikom norweskiego biura.
Przeszedł we wskazane miejsce, zajął wskazane siedzenie i od razu wyłożył swoją teczkę na blat. Elegancki neseser obity był czarną skórą połyskującą nieznacznie natłuszczoną łuską. Złote wyglansowane obicia odbijały bez zastrzeżeń światło lampy niewielkiego biura.
– Bardzo dziękuję za propozycję, norweski... nigdy nie był językiem, którego potrzebowałem. Aż do kilku tygodni temu nie sądziłem, że moje kroki w najbliższych miesiącach, latach zawitają w tych... urokliwych terenach. – surowość natury, surowość ludzi... Daleko im było do słonecznej Italii, w której Shafiq zwykł odpoczywać i delektować się winem i operą.
– A tak, jestem przekonany, że w ojczystym języku prędzej uda nam się dojść do porozumienia. Mam dokumenty, które są kluczowe w tej sprawie, a do których dostarczenia zostałem zobowiązany, dla wyjaśnienia sytuacji. – mówił gładko, rzeczowo, odbierając Richarda przez pryzmat aury obowiązku i potrzeby wykonania pracy w pierwszej kolejności. Zawiesił się na moment nad teczką, nim wyciągnął zwitki zalakowanego pergaminu. – Mam oczywiście kopie w języku norweskim, nie spodziewałem się spotkać tu rodaka. – Umilkł, nie wspominając jeszcze o doskonale im znanym spowinowaceniu. Umilkł nie mając pewności czy nie są podsłuchiwani, czy Richard w ogóle chce w tym miejscu mówić o ich rodzeństwie, ostatnim spotkaniu, Mulciberach, Shafiq'ach i całej tej magicznej imperialnej zgrai. Pozostawiał mu tę decyzję, licząc na to, że nawet jeśli teraz będą udawać nieznajomych, to później znajdzie się moment na chwilę rozmowy. Był ciekaw. Nie tylko dlatego, że byli szwagrami, ale też ze względu na Roberta. Bliźniacy w takim oddaleniu od siebie, to musiało być trudne.
Wyciągnął dwie tuby, a zamknięty neseser postawił na ziemi przy nodze krzesła na którym siedział. Obie tuby były czarne, zapieczętowane przez... o dziwo... Departament Tajemnic. Jedna z nich miała złocistą krawędź, druga srebrzystą i to po nią właśnie sięgnął Anthony. Zwinięty pergamin (również zdobiony pieczęcią "niewłaściwego" Departamentu) był spisany po angielsku.
– Pragniesz się zapoznać z jego treścią, czy mam przybliżyć Ci wpierw sprawę? – jakież to szczęście, że formy grzecznościowe zaszyte były w kwiecistym języku i odpowiednio ułożonej gramatyce pytania. Język angielski pozostawiał pod tym względem więcej swobody, niż inne w którym konieczność dodawania "Pan/Pani", albo liczby mnogiej, definiowała niejako poziom zażyłości. Tu – wciąż bezpieczny, na neutralnej wodzie uprzejmości Anthony, czekał na dookreślenie tonu rozmowy przez swojego interlokutora.