13.04.2024, 17:53 ✶
Icarus robił... mocne drinki. Nie szczędził alkoholu, głównie dlatego, że klienci nie przychodzili tu, żeby pić rozwodniony rum. A drink przygotowany dla Olivii nazywał się przecież „Ognista Cuba Libre”. Taka nazwa do czegoś zobowiązywała. A jednak, wciąż było dla niego dosyć zabawne widzieć, jak ludzie reagowali. Cicho się zaśmiał, gdy kobieta napiła się drinka.
Po chwili dwóch klientów zamówiło to samo. Chyba płomienie robiły wrażenie. Całe szczęście ognisty eliksir był banalnie prosty do uwarzenia. Nie było ryzyka, że nagle zabraknie zapasów przy długiej kolejce gości.
– Rzeczywiście robisz mi reklamę. Może powinnaś tu częściej przychodzić? – odpowiedział z uśmiechem i zajął się kolejnym drinkiem. – A nazywam się Icarus. Icarus Prewett, właściwie, choć kilka osób mówiło mi, że nie zasługuję na moje nazwisko.
Po latach kompleksów przez bycie bękartem, Icarusowi powoli przechodziło. Nie miał kontaktu z macochą, która go nienawidziła, a z bratem obaj wiedzieli, że byli równi sobie. Jednak niektórzy wciąż uważali, że nie był prawdziwym Prewettem. Szczególnie, że wszyscy jakoś wiedzieli, że jego matka była mugolką. Nawet jeśli nikt nie znał jej prawdziwej tożsamości. Ale Icarus się nie przejmował. Może to był stan jakiejś apatii, a może po prostu zdrowy akt odpuszczenia sobie czegoś bezsensownego? Nie miał pojęcia.
– To powiedz mi, kim jesteś. Jeśli to nie jest tajemnica, oczywiście – zagadnął znowu Olivię. W ich rozmowie wyczuwał lekki flirt i nie miał nic przeciwko temu. Chyba było to typowe doświadczenie pracy za barem. Co nie znaczyło, że nie było to czymś miłym w porównaniu z krzyczącymi pijanymi klientami, użeraniem się z sąsiadami i oszustami, którzy myśleli, że mogliby wyjść bez płacenia. Tak, to był zdecydowanie pozytywny aspekt pracy za barem.
Po chwili dwóch klientów zamówiło to samo. Chyba płomienie robiły wrażenie. Całe szczęście ognisty eliksir był banalnie prosty do uwarzenia. Nie było ryzyka, że nagle zabraknie zapasów przy długiej kolejce gości.
– Rzeczywiście robisz mi reklamę. Może powinnaś tu częściej przychodzić? – odpowiedział z uśmiechem i zajął się kolejnym drinkiem. – A nazywam się Icarus. Icarus Prewett, właściwie, choć kilka osób mówiło mi, że nie zasługuję na moje nazwisko.
Po latach kompleksów przez bycie bękartem, Icarusowi powoli przechodziło. Nie miał kontaktu z macochą, która go nienawidziła, a z bratem obaj wiedzieli, że byli równi sobie. Jednak niektórzy wciąż uważali, że nie był prawdziwym Prewettem. Szczególnie, że wszyscy jakoś wiedzieli, że jego matka była mugolką. Nawet jeśli nikt nie znał jej prawdziwej tożsamości. Ale Icarus się nie przejmował. Może to był stan jakiejś apatii, a może po prostu zdrowy akt odpuszczenia sobie czegoś bezsensownego? Nie miał pojęcia.
– To powiedz mi, kim jesteś. Jeśli to nie jest tajemnica, oczywiście – zagadnął znowu Olivię. W ich rozmowie wyczuwał lekki flirt i nie miał nic przeciwko temu. Chyba było to typowe doświadczenie pracy za barem. Co nie znaczyło, że nie było to czymś miłym w porównaniu z krzyczącymi pijanymi klientami, użeraniem się z sąsiadami i oszustami, którzy myśleli, że mogliby wyjść bez płacenia. Tak, to był zdecydowanie pozytywny aspekt pracy za barem.