13.04.2024, 20:08 ✶
Partner... Czy to na pewno było właściwe określenie na ich dwójkę? W końcu byli dla siebie obcy, mimo iż mieli już pierwsze spotkania za sobą. W teorii do niczego nie doszło, chociaż powietrze pomiędzy nimi było gęste i ciężkie, pełnie niewypowiedzianych obietnic lepszego życia. Czyż jednak należało ufać mężczyznom jego pokroju? Mężczyznom o takim statusie, takim majątku i takim nazwisku? Czy Abbott w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, że oficjalnie Rodolphus wciąż był zaręczony? Czy być może niewygodny fakt pominęła, zepchnęła gdzieś na bok, uznając, że ma szansę z kobietą o nazwisku Black?
- Wyglądasz zjawiskowo - jego twarz na moment złagodniała, a on sam skinął głową z uznaniem. Sprzedawczyni, która wciąż kręciła się gdzieś w pobliżu, niemal natychmiastowo zmaterializowała się obok Marie.
- Jest jakby stworzona dla pani! - zaszczebiotała, lekko podciągając materiał na jej barku. Szczupłe palce zebrały go w talii, a jej wzrok wodził po sukience, kroju i ciele Marie. - Ale tu by trzeba było bardziej dopasować... Tutaj jest go trochę za dużo, ale niewiele. Takie poprawki to góra dwa dni pracy przy naszym obłożeniu.
Trajkotała, tak jakby Marie już podjęła decyzję. Lestrange nie lubił tego typu kobiet. Z czystej złośliwości miał ochotę powiedzieć kobiecie, żeby poszła i przymierzyła kolejne suknie lub być może poszła oglądać kolejne, ale... Grał. Nie mógł być dupkiem, nie przy kimś, przy kim miał zgrywać troskliwego, przystępnego. Nie westchnął więc nawet. Ba, nie odezwał się, zostawiając tę decyzję kobiecie. Tylko wpatrywał się w nią być może odrobinę za długo, tak jakby oczarowała go w tej właśnie wersji.
- Wyglądasz zjawiskowo - jego twarz na moment złagodniała, a on sam skinął głową z uznaniem. Sprzedawczyni, która wciąż kręciła się gdzieś w pobliżu, niemal natychmiastowo zmaterializowała się obok Marie.
- Jest jakby stworzona dla pani! - zaszczebiotała, lekko podciągając materiał na jej barku. Szczupłe palce zebrały go w talii, a jej wzrok wodził po sukience, kroju i ciele Marie. - Ale tu by trzeba było bardziej dopasować... Tutaj jest go trochę za dużo, ale niewiele. Takie poprawki to góra dwa dni pracy przy naszym obłożeniu.
Trajkotała, tak jakby Marie już podjęła decyzję. Lestrange nie lubił tego typu kobiet. Z czystej złośliwości miał ochotę powiedzieć kobiecie, żeby poszła i przymierzyła kolejne suknie lub być może poszła oglądać kolejne, ale... Grał. Nie mógł być dupkiem, nie przy kimś, przy kim miał zgrywać troskliwego, przystępnego. Nie westchnął więc nawet. Ba, nie odezwał się, zostawiając tę decyzję kobiecie. Tylko wpatrywał się w nią być może odrobinę za długo, tak jakby oczarowała go w tej właśnie wersji.