14.04.2024, 09:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 09:44 przez Cathal Shafiq.)
Cathal nie był może podekscytowany jak Ulysses, ale miał dobry humor. Był pracoholikiem, czasem jednak dobrze oderwać się od pracy, a skoro w każdym kraju, w którym przebywał, czasem znikał z obozowisk tylko po to, by zobaczyć coś nowego – dlaczego miałby rezygnować z tego zwyczaju na wyspach? Chociaż tajemnice walijskiej wioski i filarów wciąż kusiły i zajmowały jego umysł, widok tych samych miejsc zaczął mu trochę brzydnąć, a nigdy nie był w Windermere, miejscu pełnym historii. Nell i Ginny (ta druga z pewnością będzie zachwycona, kiedy usłyszy, że w pewien sposób las łączył się z legendami arturiańskimi) zajmowały właśnie drugi domek.
– 1092 rok? – spytał z odrobiną rozbawienia. – Brakuje tylko dwudziestu lat do okrągłych dziewięciuset, więc po prostu udam, że mamy 1992 – stwierdził, jakby faktycznie ta magiczna granica dziewięciu wieków decydował o tym, co uznawał za interesujące. Wprawdzie obaj doskonale wiedzieli, że wątpliwe, aby sir Gawain faktycznie był panem zamku Carlise bądź trafił tam podczas polowania, bo na to zamek był o najmniej trzy stulecia za młody, ale dlaczego nie? – W takim razie żadnego ścinania głów i szkoda, że nie zabraliśmy ze sobą Jamila lub Sebastiana. Bo kto wie, czy nie wpadniemy na ducha matki królowej Ginewry?
Cathal był historykiem, miał pamięć absolutną, a legendy arturiańskie do każdego stopnia studiował każdy historyk w Anglii – w końcu Wyspy do pewnego stopnia żyły nimi i oddychały. Nie znał ich jednak aż tak głęboko, by wcześniej słyszał, że akurat ten konkretny las miał być legendarnym Inglewood. I chociaż wiedział, że małe są szanse na to, aby to była prawda, będąc też historykiem magii zdawał sobie sprawę, że mogło to oznaczać, że jednak to miejsce w jakiś sposób z czymś magicznym w przeszłości było powiązane.
Zagadka kryjąca się tuż obok zawsze była ekscytująca, nawet jeżeli byli tu na wakacjach i w ciągu trzech dni raczej nie zdołają jej odkryć.
Gdyby wiedział, co tutaj się wyprawia, być może – tylko być może – wiedźma, biskup, kapliczka i to, co wiedźma mogła zrobić, oraz kto tu był czarnym charakterem, zainteresowałyby go dużo bardziej niż sprawa Camelotu i wyspy. Skupił się jednak bardziej właśnie na kwestiach arturiańskich.
– Boża ochrona dla tych, którzy palą na stosach. Typowi mugole. W takim wypadku chcesz teraz iść na molo i przyjrzeć się temu jednemu z pięćdziesięciu Avalonów?
Chociaż miał nadzieję, że nie ma tam żadnych portali do krain umarłych. Tych mieli dość podczas Beltane, a i ponoć coś stało się w czasie Stonehange. Ale o tym Cathal ani myślał mówić przy Ulyssesie, który rzadko się na coś cieszył, a cieszył się wyraźnie na pobyt w Windermere: i Shafiq nie zamierzał zaćmiewać tego wspomnieniem Beltane i tego, z czym Rookwood był powiązany.
!szaleństwoWindermere
– 1092 rok? – spytał z odrobiną rozbawienia. – Brakuje tylko dwudziestu lat do okrągłych dziewięciuset, więc po prostu udam, że mamy 1992 – stwierdził, jakby faktycznie ta magiczna granica dziewięciu wieków decydował o tym, co uznawał za interesujące. Wprawdzie obaj doskonale wiedzieli, że wątpliwe, aby sir Gawain faktycznie był panem zamku Carlise bądź trafił tam podczas polowania, bo na to zamek był o najmniej trzy stulecia za młody, ale dlaczego nie? – W takim razie żadnego ścinania głów i szkoda, że nie zabraliśmy ze sobą Jamila lub Sebastiana. Bo kto wie, czy nie wpadniemy na ducha matki królowej Ginewry?
Cathal był historykiem, miał pamięć absolutną, a legendy arturiańskie do każdego stopnia studiował każdy historyk w Anglii – w końcu Wyspy do pewnego stopnia żyły nimi i oddychały. Nie znał ich jednak aż tak głęboko, by wcześniej słyszał, że akurat ten konkretny las miał być legendarnym Inglewood. I chociaż wiedział, że małe są szanse na to, aby to była prawda, będąc też historykiem magii zdawał sobie sprawę, że mogło to oznaczać, że jednak to miejsce w jakiś sposób z czymś magicznym w przeszłości było powiązane.
Zagadka kryjąca się tuż obok zawsze była ekscytująca, nawet jeżeli byli tu na wakacjach i w ciągu trzech dni raczej nie zdołają jej odkryć.
Gdyby wiedział, co tutaj się wyprawia, być może – tylko być może – wiedźma, biskup, kapliczka i to, co wiedźma mogła zrobić, oraz kto tu był czarnym charakterem, zainteresowałyby go dużo bardziej niż sprawa Camelotu i wyspy. Skupił się jednak bardziej właśnie na kwestiach arturiańskich.
– Boża ochrona dla tych, którzy palą na stosach. Typowi mugole. W takim wypadku chcesz teraz iść na molo i przyjrzeć się temu jednemu z pięćdziesięciu Avalonów?
Chociaż miał nadzieję, że nie ma tam żadnych portali do krain umarłych. Tych mieli dość podczas Beltane, a i ponoć coś stało się w czasie Stonehange. Ale o tym Cathal ani myślał mówić przy Ulyssesie, który rzadko się na coś cieszył, a cieszył się wyraźnie na pobyt w Windermere: i Shafiq nie zamierzał zaćmiewać tego wspomnieniem Beltane i tego, z czym Rookwood był powiązany.
!szaleństwoWindermere