Może właśnie od tego był. Od spełniania marzeń sennych Ambrosie, szczególnie wtedy kiedy zadręczały ją nocne koszmary. Czasami rozmyślał, czy i jak wyglądałaby ich znajomość, gdyby nie te ich "rodzinne perypetie". Czy gdyby nie istniał ten pryzmat w postaci sennego szmaciarza, który zaburzał całe światło rzucane w na ich postacie, dane byłoby im stworzyć zwyczajną relację? Taką pozbawioną chaotycznej energii i niskich pobudek. Z drugiej strony, on sam dodawał wystarczająco dużo od siebie, by Rosie nienawidziła go bardziej za to jakim był, niżeli że był bratem tej z którą musiała dzielić swojego faceta. Ale być może gdyby nie istniał ten Lowar, nie musiałby piętnować ich znajomości przemocą i łzami.
- Nie jestem spięty, tylko skupiony. - odrzucił delikatnie poirytowany. Były rzeczy którymi się nie przejmował, były rzeczy które omijały jego uwagę ruchem funkcji, ale istniały też sprawy które przejmowały go dobitnie. Limbo i bycie Zimnym były dokładnie jedną z tych nielicznych spraw, wobec których zachowywał trwogę. Domyślał się, że miał tylko jedną szansę na podejście do Szeptuchy. Dobrze też wiedział, że nie należała do najstabilniejszych, wobec czego nie mógł przewidzieć wszystkiego co się wydarzy. Zbyt dużo zmiennych, niepewnych by móc ułożyć jakikolwiek plan działania. Do tego tak wiele ryzykował. Co jeśli właśnie wchodził w samo gniazdo szerszeni i jeśli nie stara szamanka, to Ambrozji powinien się obawiać? Nie chciał jej zawczasu uzbrajać w tak niebezpieczną wiedzę, przytaczając całą historię o Limbo, chociaż dzisiejszego dnia i tak pewnie dowie się więcej o Louvainie, niż powinna.
- Promyczku... - zaczął od nowa, zwracając się do blond dziewczyny protekcjonalnym tonem. - To co dla Ciebie jest sufitem, dla mnie wycieraczką. Byłem w tym o wiele głębiej, niż Ty kiedykolwiek miałaś szansę. - dorzucił w końcu. I nawet nie musiał naciągać prawdy. Nie twierdził, że mimowolne, nawiedzające ją manifestacje Limbo nie były niczym groźnym, ale on z tymi mocami miał przyjemność sprawdzić się twarzą w twarz. Nie tylko kiedy walczył z bestiami chroniącymi Limbo przed intruzami z zewnątrz, ale też kiedy oklumencją ocalił swój umysł przed klątwą która przytrafiła się Theonowi i Willhelmowi. Już raz poradził sobie z Limbo, więc zrobi to i drugi, jeśli była potrzeba.
- Dobrze wiem jak mam się zachować, nie potrzebuję teraz lekcji pani guwernantko. - odburknął, przewracając oczami i uśmiechając się zadziornie pod nosem. Uznał nawet za zabawne te wszystkie jej trywialne instrukcje. Miał wystarczająco instynktu samozachowawczego by wiedzieć, że nie powinien zachowywać się w stosunku do Pani Szpetuchy tak jak pozwalał sobie zachowywać wobec McKinnon. Szczególnie, że miał zbyt wiele czasu dla kolejnej kochanki.
- Tą maskę, która zasłania Twój żal do siebie za miłość do ćpuna też masz od matki? - warknął bez namysłu. Westchnął od razu ciężko, bo rozsądek podpowiadał mu, że nie powinien teraz bodźcować w ten sposób Rosie. Nie wtedy kiedy zwracał się do niej o pomoc i kiedy tak dużo zależało teraz od jej nastawienia do niego. Nie żeby zwykle miała owe szczególnie pozytywne, ale takie w którym chociaż faktycznie pomoże mu porozumieć się z czarownicą z lasu, najprawdopodobniej obłąkaną, w zupełności mu wystarczy. Wyrwało mu się, albo agresja była wpisana w ich znajomość głębiej, niż mu się wydawało.
Zignorował jej teksty o trzymaniu się za rękę, tylko pociągnął ją mocniej za sobą, by dotrzymała mu kroku i zrównała się z nim. Las wisielców mamił zmysły i dobrze o tym wiedział, więc musieli się trzymać blisko. Magia iluzji i ta która mieszała w myślach odwiedzających ten las najpewniej tylko się nasilała w pobliżu chatki. - Ufam Ci...- rzucił półszeptem jakby nie do końca chciał by to wybrzmiało. Ani trochę jej nie ufał, ale w tej sytuacji był do tego zmuszony. Z drugiej też strony chciał by potraktowała to na poważnie, jak pewnego rodzaju przestrogę. Bardzo nie lubił kiedy ludzie z bliskiego otoczenia nadużywali jego zaufania. Nie mogą się już nawet wycofać z tego durnego planu, po prostu prowadził ich w kierunku wyznaczonym przez Kościaną Księżniczkę. Oby tylko nie zaczął tego szybko żałować.