— Nie wypieram się tego, ale też nie będę milczeć i udawać, jak większość, że są ponad tymi czy tamtymi albo że nigdy nie myśleli o sobie, jako o lepszych, bo w ich żyłach płynie taka, nie inna krew.
Regina rozumiała, czym się zajmowała i zajmuje sama Geraldine, jak i jej rodzina. Nie znaczyło to, że to akceptowała w jakimkolwiek stopniu, uznając, że są bandą bezmyślnych trolli, jeżeli nie potrafią zrozumieć tak prostych spraw, jak…
— Jak możesz porównywać człowieka, który wybiera, że chce krzywdzić, do istoty, która broni siebie, swojego terytorium lub młodych? Skoro jesteś tak wspaniałym myśliwym, to powinnaś wiedzieć, że zwierzyna atakuje po sprowokowaniu i zapędzeniu w kozi róg! Za to powinny ponosić konsekwencje? Za to, że człowiek postanowił zagarnąć każdy skrawek tej ziemi, nie zważając na to, co na niej żyje?
Docinka o piękności była celna, ubodło to Reginę, która zacisnęła zęby. Mięśnie szczęki pod jasną skórą zadrżały, kiedy postanowiła oddać pięknym za nadobne.
— Mówią, że uroda nie chodzi w parze z intelektem, cóż, jesteś tego chodzącym przykładem. — wsunęła rękę do spodni i wyciągnęła kilka monet.
Walczyła ze sobą, by powiedzieć coś jeszcze, coś, co zaboli jej „kochaną” kuzynkę, ale jak zwykle w takich momentach, w głowie świeciło pustką. Najchętniej złapałaby kobietę za poły płaszcza i zaczęła nią trząść, aż na nowo odnajdzie rozsądek.
— Priorytety. — parsknęła z pogardą, kładąc drobniaki na ladzie. — Życzę ci, żebyś się obudziła Geraldine i przestała patrzeć na stworzenia, na które polujesz, jako bezmyślne zwierzęta. W innym razie dość prędko dołączysz do swoich poprzedników w rodzinnej krypcie. Nie miło było cię widzieć, kuzynko.
Schyliła się po krzesło, które przewróciła i potoczyła wzrokiem po sali. Większość rozmów ucichła i czarodzieje natarczywie wpatrywali się w obie kobiety. Ich spojrzenia ciążyły Reginie, która zawsze je przyciągała, ale nigdy się do nich nie przyzwyczaiła.