19.04.2024, 10:30 ✶
W Basiliusie teraz walczyły ze sobą dwie skrajne emocje. Ulga, że trafił na znajomą twarz i zaraz będzie mógł iść do domu... I niepokój, że przecież próbował dzisiaj akurat tej znajomej twarzy uniknąć. Eh... A może to on sam padł ofiarą jakiejś antycznej klątwy?
Zerknął na wyświetlająca się, jakby po złości, reklamę loterii. Ciekawe, czy w obecnej sytuacji ta oferta dalej obowiązywała, bo w sumie to chętnie kupiłby kilka losów...
– Jesteś w kasynie – powiedział cicho, wciąż nieco za bardzo zaskoczony jej obecnością, by zareagować jakkolwiek inaczej. A potem zorientował się, że pewnie właśnie brzmi jak wariat. – Nie. Nie oberwałem. – Chyba, że życiem. – Długo to potrwa? Naprawdę chciałbym już iść. – Starał się brzmieć normalnie, a nie jakby siedział na krześle tylko dlatego, że inaczej bał, że się zachwieje.
To była dziwna sytuacją. Zazwyczaj to on był przecież w pracy, a teraz to Brenna zadawała profesjonalne pytania, a on musiał jej powiedzieć, że bardzo zabawna sprawa, ale teoretycznie był jednym z powodów dlaczego ta bójka w ogóle miała miejsce.
– Tak ja... – Nagle bardzo nie chciał się jej przyznawać, że on jako jej uzdrowiciel, ktoś kogo powinna mieć za poważnego człowieka wpadł w taką sytuację. Szczęśliwie ktoś inny pomógł mu zmotywować się do wyjaśnienie co się stało.
– PIERDOL SIĘ PREWETT – wykrzyknął czarodziej, od których wszystko się zaczęło. – WSZYSCY JESTEŚCIE SIEBIE WARCI! SKOŃCZENI OSZUŚCI!
Basilius jedynie westchnął i potarł czoło.
– Ktoś uznał, że na pewno oszukiwałem w karty, więc postanowił mnie zaatakować. Ale nie trafił i zaatakował kogoś innego. A potem jakoś poszło, ale posłuchaj... Jeśli wymaga to dodatkowych przesłuchań, czy zeznań to nie mam nic przeciwko temu, by zajrzeć po prostu do Departamentu. Nawet jutro. – Byle tylko zaraz być we własnym łóżku i móc spać kolejne dziesięć godzin.
Zerknął na wyświetlająca się, jakby po złości, reklamę loterii. Ciekawe, czy w obecnej sytuacji ta oferta dalej obowiązywała, bo w sumie to chętnie kupiłby kilka losów...
– Jesteś w kasynie – powiedział cicho, wciąż nieco za bardzo zaskoczony jej obecnością, by zareagować jakkolwiek inaczej. A potem zorientował się, że pewnie właśnie brzmi jak wariat. – Nie. Nie oberwałem. – Chyba, że życiem. – Długo to potrwa? Naprawdę chciałbym już iść. – Starał się brzmieć normalnie, a nie jakby siedział na krześle tylko dlatego, że inaczej bał, że się zachwieje.
To była dziwna sytuacją. Zazwyczaj to on był przecież w pracy, a teraz to Brenna zadawała profesjonalne pytania, a on musiał jej powiedzieć, że bardzo zabawna sprawa, ale teoretycznie był jednym z powodów dlaczego ta bójka w ogóle miała miejsce.
– Tak ja... – Nagle bardzo nie chciał się jej przyznawać, że on jako jej uzdrowiciel, ktoś kogo powinna mieć za poważnego człowieka wpadł w taką sytuację. Szczęśliwie ktoś inny pomógł mu zmotywować się do wyjaśnienie co się stało.
– PIERDOL SIĘ PREWETT – wykrzyknął czarodziej, od których wszystko się zaczęło. – WSZYSCY JESTEŚCIE SIEBIE WARCI! SKOŃCZENI OSZUŚCI!
Basilius jedynie westchnął i potarł czoło.
– Ktoś uznał, że na pewno oszukiwałem w karty, więc postanowił mnie zaatakować. Ale nie trafił i zaatakował kogoś innego. A potem jakoś poszło, ale posłuchaj... Jeśli wymaga to dodatkowych przesłuchań, czy zeznań to nie mam nic przeciwko temu, by zajrzeć po prostu do Departamentu. Nawet jutro. – Byle tylko zaraz być we własnym łóżku i móc spać kolejne dziesięć godzin.