19.04.2024, 17:27 ✶
– No właśnie – mruknął, jakby to tylko podkreślało jego słowa. Brenna nie chodziła często do kasyn, a jednak tutaj była. On chodził do kasyn często, ale awantury na taką skalę nie zdarzały się codziennie. A to przecież to sprawiło, że Brenna tutaj była. A tak poza tym to był piątek trzynastego. Przypadek? Miał taką nadzieję. Eh... Że też ten idiota musiał się do niego przyczepić, a potem nie trafić i uderzyć jakiegoś choleryka, który postanowił mu oddać. I gdyby chociaż naprawdę oszukiwał... Wtedy tłumaczenie wszystkim, że był niewinny i patrzenie, jak zabierają tamtego byłoby chociaż zabawne. Ale musiał przyznać, że i tak poczuł satysfakcję, gdy tamten znikał z kasyna w towarzystwie przystojnego brygadzisty. Tak to jest jak próbujesz podpaść Prewettom. Nawet jeśli Basilius tak naprawdę nie zrobił niczego, by pomóc nieznajomemu w tym losie.
Skrzywił się nieco. Pół godziny zeznawania i podpisywania brzmiało teraz jak bardzo dużo czasu. W pół godziny był w stanie wrócić do swojego mieszkania i po prostu zasnąć. Z drugiej strony miał lepsze plany na ten weekend, niż siedzenie w odpowiednim Departamencie.
Spojrzał na nią i zmusił się do słabego uśmiechu, próbując ignorować to dziwne uczucie, które mówiło mu, że kiedy tylko wstanie obraz zacznie rozmazywać mu się przed oczami. Może jak się zaraz przeteleportuje i weźmie odpowiednie eliksiry wzmacniające to nie będzie tak źle, ale pół godziny... Zdecydowanie wołał uniknąć omdlenia na oczach wszystkich, w tym podejrzanych typów z kasyn. Chociaż był prawie pewny, że gdyby był swoim własnym uzdrowicielem to zdecydowanie, by nie pochwalała tego rozumowania.
– Tak. Jestem pewien. Wbrew pozorom całkiem dobrze potrafię unikać. – Jeśli kiedykolwiek widziała go na szkolnych błoniach grającego w jakąkolwiek grę wiedziała, że nie była to prawda. – Po prostu... – Westchnął cicho i przejechał dłonią po skropionym potem czole. – Po prostu to był długi dzień, więc chyba wolałbym nie robić tego dzisiaj. Pasowałoby wam jutro? Wczesne popołudnie? Zaraz wam podam wszystkie namiary. – Miał tylko nadzieję, że nikt nie uzna jego chęci szybkiego wyjścia z tego miejsca za próbę uniknięcia odpowiedzialności. Jeszcze by mu tego brakowało, gdyby nagle postanowili go aresztować.
Skrzywił się nieco. Pół godziny zeznawania i podpisywania brzmiało teraz jak bardzo dużo czasu. W pół godziny był w stanie wrócić do swojego mieszkania i po prostu zasnąć. Z drugiej strony miał lepsze plany na ten weekend, niż siedzenie w odpowiednim Departamencie.
Spojrzał na nią i zmusił się do słabego uśmiechu, próbując ignorować to dziwne uczucie, które mówiło mu, że kiedy tylko wstanie obraz zacznie rozmazywać mu się przed oczami. Może jak się zaraz przeteleportuje i weźmie odpowiednie eliksiry wzmacniające to nie będzie tak źle, ale pół godziny... Zdecydowanie wołał uniknąć omdlenia na oczach wszystkich, w tym podejrzanych typów z kasyn. Chociaż był prawie pewny, że gdyby był swoim własnym uzdrowicielem to zdecydowanie, by nie pochwalała tego rozumowania.
– Tak. Jestem pewien. Wbrew pozorom całkiem dobrze potrafię unikać. – Jeśli kiedykolwiek widziała go na szkolnych błoniach grającego w jakąkolwiek grę wiedziała, że nie była to prawda. – Po prostu... – Westchnął cicho i przejechał dłonią po skropionym potem czole. – Po prostu to był długi dzień, więc chyba wolałbym nie robić tego dzisiaj. Pasowałoby wam jutro? Wczesne popołudnie? Zaraz wam podam wszystkie namiary. – Miał tylko nadzieję, że nikt nie uzna jego chęci szybkiego wyjścia z tego miejsca za próbę uniknięcia odpowiedzialności. Jeszcze by mu tego brakowało, gdyby nagle postanowili go aresztować.