19.04.2024, 23:16 ✶
- Hej, najlepsze lubię zostawiać po prostu na deser - pocieszyła, nie wiedząc, czy flirt był najlepszym sposobem na poradzenie sobie z widmem rychłego końca, cała ta wymiana działał jednak na nią jakoś kojąco. Może po prostu nie potrzebowała ręki do wypłakania się, a właśnie kogoś, kto odwróci choć na chwilę jej uwagę od dręczących jej myśli. A potem przedstawi realny obraz sytuacji i znajdzie rozwiązanie. W końcu łzy na nic się i tak by na nic nie zdały. Przyniosłyby chwilą ulgę, a potem wsiąkły w ziemię, pozostawiając żałosną pustkę w głowie i sercu.
I jeszcze bardziej rozmazany tusz.
Słuchała o tym, co miałaby zrobić na ich małej robocie, a jej uśmiech wydawał się coraz wyraźniejszy i szczery. Uwielbiała pracować w ten sposób. Czuła się w wycenie najpewniej i chętnie mogła użyczyć swojej wiedzy i umiejętności nawet za bezcen, nie wspominając już nawet o uratowaniu jej życia.
- Wiesz, że nie będę wnikać co i jak, zachowuje jakiś poziom profesjonalizmu nawet przy zwykłych zleceniach - zwykle nie obchodziło jej kto i po co potrzebował jej usług. Owszem, miała pewien kodeks moralny, stosowała go jednak tylko wtedy, gdy chciała mieć jakiekolwiek pojęcie w czym uczestniczy. A w tej branży zwykle im mniej się wiedziało, tym lepiej się spało.
W jej wypadku zresztą rzadko kiedy można było wybrzydzać, gdy ktoś zaproponował zatrudnienie. Inna sprawa, gdy to od niej zależało, kogo miała oskubać. Tu miała już swoje ulubione typy. Choć wolała nie wyjawiać, kto mógł się poczuć przez nią zagrożony.
Spojrzała na niego. Przez chwilę nawet podłapała jego wzrok, zaglądając prosto w jego ciemne oczy, jakby próbując znaleźć jakieś wahanie.
Trochę nie mogła zrozumieć jego obojętności względem życia, gdy sama właśnie próbowała się go kurczowo utrzymać. Jednocześnie przecież mało o nim wiedziała, na pewno nie na tyle, by oceniać. Życie potrafiło być do dupy, jej po prostu chyba nie osiągnęło jeszcze takiego etapu.
- Nie za bardzo mi w smak, gdy osoby które polubiłam umierają. Dlatego mam nadzieję, że jutro spotkamy się w miarę żywi, a nie w piekle, gdzie będę musiała cię skopać za wystawienie mnie i zostawienie samej - uśmiechnęła się aż za słodko. Cóż, złudzeń nie miała, na pewno nie zasługiwała na raj czy inne miłe, puchate i radosne miejsce, gdy już kopnie w kalendarz. Nikt, kto pracował na tych ulicach prawdopodobnie nie zasługiwał. Ani Dante, ani Fontaine, ani oni.
- Gdzie się spotkamy i o której? - podeszła do niego, próbując ułożyć w głowie szczegóły dzisiejszej nocy. Musiała tylko ukryć się do rana, dotrzeć w umówione miejsce i potem już z górki. Da radę. Smak bezpieczeństwa i wolności był zbyt bliski, czuła go niemal na języku, co dodawało jej nowego zastrzyku energii.
I jeszcze bardziej rozmazany tusz.
Słuchała o tym, co miałaby zrobić na ich małej robocie, a jej uśmiech wydawał się coraz wyraźniejszy i szczery. Uwielbiała pracować w ten sposób. Czuła się w wycenie najpewniej i chętnie mogła użyczyć swojej wiedzy i umiejętności nawet za bezcen, nie wspominając już nawet o uratowaniu jej życia.
- Wiesz, że nie będę wnikać co i jak, zachowuje jakiś poziom profesjonalizmu nawet przy zwykłych zleceniach - zwykle nie obchodziło jej kto i po co potrzebował jej usług. Owszem, miała pewien kodeks moralny, stosowała go jednak tylko wtedy, gdy chciała mieć jakiekolwiek pojęcie w czym uczestniczy. A w tej branży zwykle im mniej się wiedziało, tym lepiej się spało.
W jej wypadku zresztą rzadko kiedy można było wybrzydzać, gdy ktoś zaproponował zatrudnienie. Inna sprawa, gdy to od niej zależało, kogo miała oskubać. Tu miała już swoje ulubione typy. Choć wolała nie wyjawiać, kto mógł się poczuć przez nią zagrożony.
Spojrzała na niego. Przez chwilę nawet podłapała jego wzrok, zaglądając prosto w jego ciemne oczy, jakby próbując znaleźć jakieś wahanie.
Trochę nie mogła zrozumieć jego obojętności względem życia, gdy sama właśnie próbowała się go kurczowo utrzymać. Jednocześnie przecież mało o nim wiedziała, na pewno nie na tyle, by oceniać. Życie potrafiło być do dupy, jej po prostu chyba nie osiągnęło jeszcze takiego etapu.
- Nie za bardzo mi w smak, gdy osoby które polubiłam umierają. Dlatego mam nadzieję, że jutro spotkamy się w miarę żywi, a nie w piekle, gdzie będę musiała cię skopać za wystawienie mnie i zostawienie samej - uśmiechnęła się aż za słodko. Cóż, złudzeń nie miała, na pewno nie zasługiwała na raj czy inne miłe, puchate i radosne miejsce, gdy już kopnie w kalendarz. Nikt, kto pracował na tych ulicach prawdopodobnie nie zasługiwał. Ani Dante, ani Fontaine, ani oni.
- Gdzie się spotkamy i o której? - podeszła do niego, próbując ułożyć w głowie szczegóły dzisiejszej nocy. Musiała tylko ukryć się do rana, dotrzeć w umówione miejsce i potem już z górki. Da radę. Smak bezpieczeństwa i wolności był zbyt bliski, czuła go niemal na języku, co dodawało jej nowego zastrzyku energii.