Jak odróżnić teraz od wtedy od później? Jak odróżnić sen od rzeczywistości? Jak odróżnić zaklęcie od snu? Jak odróżnić sen od przepowiedni? Te pytanie krążyły w głowie Morpheusa, jak złote rybki w okrągłym akwarium, odkąd poznał fragment natury czasu i natury rzeczywistości. Zbyt wiele czasu poświęcił na analizowanie ostatnich słów do siebie Dolohova. O pudełeczku, o Absolucie. O innej rzeczywistości, w której sytuacja z listu, jest prawdą. Brał go pusty śmiech, gdy czytał, że Dolohov zbadał czas na wszelkie sposoby. Jego słodki, słodki chłopiec, który myślał, że podjadał wszelkie rozumy. To jednak on siedział na tronie Najwyższej Kapłanki. Na straży tajemnic. Wyrachowanie zabiło w Vasyence tę iskrę, aby sięgać, tam gdzie nawet ich trzeci wzrok nie sięga.
Morpheus nie był odważny. Bywał brawurowy, ale zdecydowanie brakowało mu pewności i stawiania czoła strachowi. Lubił za to adrenalinę i sekrety, dlatego właśnie został w Księżycowym Stawie. Kiedy noc zalała świat swoim czułym objęciem, zapalił świecę w jednym z pokojów i usiadł na wygodnym, ale wysłużonym fotelu. Okryty pledem, zasnął, pomiędzy jedną myślą o drugą.
Nauczył się rozróżniać majaki umysłu oraz wizje przyszłości. Niepokoiło go to, że nie potrafił zrobić tego w tym momencie, gdy śnił upadającego Erika, gdy widział wspomnienia domostwa i jego domniemaną przyszłość. Kobieta tańcząca z ciemnością. Ta ciemność, która ich prześladowała. Przez sen dłoń zacisnęła się na pustce, jak na nożu. Jego dłoń zacisnęła się na poręczy i poręcz pękła i...
Zerwał się, świeca już dawno zgasła dzięki małemu metalowymu pierścieniowi z kapturkiem, który zamykał się samoczynnie, gdy wosk stopił się do określonego momentu. Zamrugał kilkukrotnie, czując, że wulgarna koszulka przykleiła mu się do skóry. Miał wrażenie, że to noc, podczas której budzą się stare bóstwa. Znów przypomniał sobie straszą od siebie niewiele koleżankę, martwą.
Podniósł się, aby podążyć w stronę dźwięku, gdy zauważył na stoliku kartę Księżyca. Nie przypominał sobie, aby ją tam położył więc albo zrobił to samemu w innym czasie albo zrobił to nieświadomie. Trzymając różdżkę w dłoni, nie rozpalając światła, zatrzymał się przy drzwiach, ale zatrzymał się, z ręką na klamce, a następnie z pełną premedytacją, otworzył swoje trzecie oko.
Sukces!