20.04.2024, 17:13 ✶
Rozdawnictwo matki zawsze ja trochę irytowało. Owszem, wiedziała, że troska o innych leżała w naturze Ralitsy, czasami jednak nie mogła znieść tego, jak łatwo oddawała to co miała, gdy było tego tak niewiele. Teraz nauczyła się jakoś przełykać gorycz, którą czuła zawsze, gdy dowiadywała się o tym, że jej mama znów coś komuś dała kompletnie za darmo, mimo że ta ledwo miała co włożyć do garnka i liczyła każdy knut. Kiedyś, gdy jeszcze mieszkały razem, a ona była zdecydowanie młodsza, wprawiało ją to w ogromną złość.
Nie raz, szczególnie w Hogwarcie, zazdrościła swoim rówieśnikom rzeczy materialnych, na które ona nie mogła sobie pozwolić. To przez to posunęła się do pierwszych, niewinnych wtedy kradzieży.
Czy naprawdę mogła więc wyrwać się z czegoś, co zaczęło się na tak wczesnym etapie jej życia? Powoli zaczynała w to wątpić.
Przy jakiejkolwiek nadziei, że mogły żyć normalnie trzymały ją właśnie takie chwile jak te.
Radosne, sielskie i na swój sposób pełne ciepła. Matka była chyba jedną z niewielu rzeczy, które powodowały, że nie stoczyła się kompletnie.
Lubiła patrzeć na jej uśmiech, który potrafiło wywołać coś tak prostego, jak kilka kwiatów.
- Dżem, sok czy obie te rzeczy? - zapytała lekko podekscytowana, gdy usłyszała o robieniu wiśniowych przetworów. Była chętna przygarnąć wszystko, co lądowało w spiżarce rodzicielki. Zdecydowanie to co domowe smakowało o wiele lepiej niż kupione, choćby pochodziło od najlepszych rzemieślników. Miało niepowtarzalny smak rodzinnych chwil. - Jak będziesz się zabierać za robotę, to zawołaj. Pomogę trochę, to przynajmniej zarobię na dwa czy trzy słoiki - dodała, bardzo dobrze rozumiejąc, co oznacza “wolna chwila” jej mamy. Znała ją w końcu całe życie.
Miała jednak wiele sekretów, których nawet ona nie dała rady poznać.
- Pamiętasz jak to było, jak się zakochałaś? - wypaliła nagle, przystając przy kolejnym straganie, oglądając całkiem ładne bakłażany. Nie wiedziała, skąd ją wziął na pytanie, rzadko kiedy rozmawiały o sprawach uczuciowych. Może dlatego, że Viorica nie bardzo miała czym się chwalić w tej kwestii, mimo swojej popularności i doświadczeń. Po prostu pewnego obrazu swojej osoby lepiej było komuś z rodziny nie przedstawiać.
Nie raz, szczególnie w Hogwarcie, zazdrościła swoim rówieśnikom rzeczy materialnych, na które ona nie mogła sobie pozwolić. To przez to posunęła się do pierwszych, niewinnych wtedy kradzieży.
Czy naprawdę mogła więc wyrwać się z czegoś, co zaczęło się na tak wczesnym etapie jej życia? Powoli zaczynała w to wątpić.
Przy jakiejkolwiek nadziei, że mogły żyć normalnie trzymały ją właśnie takie chwile jak te.
Radosne, sielskie i na swój sposób pełne ciepła. Matka była chyba jedną z niewielu rzeczy, które powodowały, że nie stoczyła się kompletnie.
Lubiła patrzeć na jej uśmiech, który potrafiło wywołać coś tak prostego, jak kilka kwiatów.
- Dżem, sok czy obie te rzeczy? - zapytała lekko podekscytowana, gdy usłyszała o robieniu wiśniowych przetworów. Była chętna przygarnąć wszystko, co lądowało w spiżarce rodzicielki. Zdecydowanie to co domowe smakowało o wiele lepiej niż kupione, choćby pochodziło od najlepszych rzemieślników. Miało niepowtarzalny smak rodzinnych chwil. - Jak będziesz się zabierać za robotę, to zawołaj. Pomogę trochę, to przynajmniej zarobię na dwa czy trzy słoiki - dodała, bardzo dobrze rozumiejąc, co oznacza “wolna chwila” jej mamy. Znała ją w końcu całe życie.
Miała jednak wiele sekretów, których nawet ona nie dała rady poznać.
- Pamiętasz jak to było, jak się zakochałaś? - wypaliła nagle, przystając przy kolejnym straganie, oglądając całkiem ładne bakłażany. Nie wiedziała, skąd ją wziął na pytanie, rzadko kiedy rozmawiały o sprawach uczuciowych. Może dlatego, że Viorica nie bardzo miała czym się chwalić w tej kwestii, mimo swojej popularności i doświadczeń. Po prostu pewnego obrazu swojej osoby lepiej było komuś z rodziny nie przedstawiać.