20.04.2024, 23:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.04.2024, 08:11 przez Anthony Shafiq.)
To był krótki moment, ułamek sekundy, to było mgnienie gdy wraz z brzękiem tłuczonego szkła zobaczył jego rozkojarzenie i strach odbijający się w ziemisto-oliwkowej tęczówce i poczuł momentalną swoją na to niezgodę. Nie znaczyło to, że nie miałby ochoty poczuć pod zaciśniętą dłonią drżącego jabłka Adama, w gwałtownym spazmie łapiącego resztki powietrza, w nieufnym ciele a ufnym umyśle zalanym euforią. Kara jednak zawsze winna być w ciasnym warkoczu z ekstazą i przyjemnością, być elementem gry, nigdy środkiem w rozmowie, argumentem w dyskusji. Lecz wbrew tej myśli, ów obawa tylko podsyciła w nim pragnienie, w tamtej chwili bowiem wiedział, czuł całym sobą, że znienawidziłby każdego, kto ów strach by w Eriku pielęgnował, kto sprawiłby, że taka błahostka mogłaby wywołać niewspółmierny ból. Znienawidziłby każdego, kto próbowałby złamać człowieka tak pięknego, jaki stał teraz przed nim w całej swej okazałości.
Oddawał się pocałunkowi z pasją i głodem, z zaborczą chęcią zawłaszczenia dla siebie i tylko dla siebie skarbu, który wpadł mu w ręce, który giął się i prężył pod jego dotykiem. Chłodna bryza wzmagała podniecenie, Słońce trzymane w objęciu paliło rozkosznym blaskiem młodzieńczej żarliwości. Dał się poprowadzić, dał się zaskoczyć tym prostym gestem, prośbą, deklaracją złożoną w jego dłoń na szczycie punktu widokowego małej mieścinki na wschodnim wybrzeżu półwyspu apenińskiego. Dał się pozbawić przez moment tchu, czy wszelkiego pomyślunku, wracając znów do słodkich winem ust, napierając na niego i obejmując go ciasno, choć wciąż skąpiąc ruchu, torturując i karząc tak jak powinno to być zrobione, bez rysy na uwielbieniu, które pragnął mu tej nocy ofiarować.
Płonął i czuł pożar przez nieznośne bariery bawełnianych cienkich koszul. Czy starczy nocy by go ugasić? Nagle dalsze plany, nagle obiecany deser stały się tak nieznośnie ciążące na sercu, próżno było szukać w Anthonym jego stonowanej metodyczności, harmonogramu, którego nikt nie był dotąd w stanie ukruszyć, jego orientacji na raz obrany cel, który punkt po punkcie zdobywał... Szczęśliwie, w pokoju hotelowym wciąż pozostawało wino. Zassał jego dolną wargę, nadgryzając ją na zwieńczenie, obietnicą rychłego do pieszczot powrotu.
– Wracamy – oznajmił mu krótko, nie pytając tym razem o zdanie i odsuwając się może nazbyt gwałtownie. Nie pił, choć czuł się absolutnie pijany. Przymknął oczy by skupić się choć na ten krótki moment, poczuć oddech morza na skroni, nocny cichy płaszcz, skupienie na jeden skok, a potem... potem przyjdzie mu utonąć, nigdy nie czuł się bardziej gotowy na śmierć.
Oddawał się pocałunkowi z pasją i głodem, z zaborczą chęcią zawłaszczenia dla siebie i tylko dla siebie skarbu, który wpadł mu w ręce, który giął się i prężył pod jego dotykiem. Chłodna bryza wzmagała podniecenie, Słońce trzymane w objęciu paliło rozkosznym blaskiem młodzieńczej żarliwości. Dał się poprowadzić, dał się zaskoczyć tym prostym gestem, prośbą, deklaracją złożoną w jego dłoń na szczycie punktu widokowego małej mieścinki na wschodnim wybrzeżu półwyspu apenińskiego. Dał się pozbawić przez moment tchu, czy wszelkiego pomyślunku, wracając znów do słodkich winem ust, napierając na niego i obejmując go ciasno, choć wciąż skąpiąc ruchu, torturując i karząc tak jak powinno to być zrobione, bez rysy na uwielbieniu, które pragnął mu tej nocy ofiarować.
Płonął i czuł pożar przez nieznośne bariery bawełnianych cienkich koszul. Czy starczy nocy by go ugasić? Nagle dalsze plany, nagle obiecany deser stały się tak nieznośnie ciążące na sercu, próżno było szukać w Anthonym jego stonowanej metodyczności, harmonogramu, którego nikt nie był dotąd w stanie ukruszyć, jego orientacji na raz obrany cel, który punkt po punkcie zdobywał... Szczęśliwie, w pokoju hotelowym wciąż pozostawało wino. Zassał jego dolną wargę, nadgryzając ją na zwieńczenie, obietnicą rychłego do pieszczot powrotu.
– Wracamy – oznajmił mu krótko, nie pytając tym razem o zdanie i odsuwając się może nazbyt gwałtownie. Nie pił, choć czuł się absolutnie pijany. Przymknął oczy by skupić się choć na ten krótki moment, poczuć oddech morza na skroni, nocny cichy płaszcz, skupienie na jeden skok, a potem... potem przyjdzie mu utonąć, nigdy nie czuł się bardziej gotowy na śmierć.