21.04.2024, 14:04 ✶
Peregrinus uniósł wręczoną mu miotłę — nawet jeśli coś się z niej posypało i naśmieciło, to nie zrobiło zapewne wielkiej różnicy w wystroju — i przyjrzał się jej, kręcąc z niezadowoleniem głową.
— To wiele tłumaczy. I już wiem, co dostaniesz na urodziny — mruknął pod nosem, po czym odłożył ją na bok. Jego brwi powędrowały w górę, gdy słuchał bluzgów i sugestii Millie. — Słownictwo i pomysły masz równie nieczyste jak mieszkanie, moja droga — skwitował.
Peregrin stronił na ogół od wulgaryzmów, korzystał za to hojnie z wachlarza eufemistycznych określeń, a gdy chciał komuś dopiec, zaszywał w tychże ironię. Umiejętność wojowania uprzejmymi słówkami w dosadny sposób okazać się miała w jego przyszłej pracy wyjątkowo cenna. Tamtego wieczora nie wiedział jeszcze, że wkrótce na co dzień zmagać się będzie z całymi rzeszami irytujących jednostek, którym nie mógłby bynajmniej odpowiedzieć w sposób, w jaki zwróciła się do niego Mildred.
Mężczyzna nachylił się nad stolikiem i rozlał do obu szklanek karmelówki, która kusiła najbardziej ze wszystkich rozstawionych przed nim wiktuałów. Ciekaw był, co też udało się Moody wyprodukować.
— Gdybym szukał kogoś, kto ogrzeje mi łóżko, zabrałbym z ulicy bezdomnego kota — odparł wyraźnie niepodekscytowany wizją wpuszczania do swojego życia i sypialni jakiejkolwiek czarownicy. — Biedna kobieta tylko by się ze mną męczyła. Za bardzo oddany jestem innej kochance. — Stuknął wymownie palcem w talię kart w rękach Millie.
Wyjęcie kart bardzo mu się jednak spodobało i poczuł ciężar swojej własnej talii w wewnętrznej kieszonce kurtki. Wróżenie zawsze dostarczało mu mnóstwa satysfakcji — niezależnie od tego, jak poważnie się do tego zabierał. Powstrzymał się więc przed kategorycznym ucięciem tematu.
— Ale jeśli mi nie wierzysz, możemy zerknąć w tarota. — Wyciągnął z kieszeni płaskie drewniane pudełeczko pociągnięte czarną farbą, na którym lśniły srebrzyste gwiezdne konstelacje. — Pod warunkiem, że potem zapytamy o to samo dla ciebie.
— To wiele tłumaczy. I już wiem, co dostaniesz na urodziny — mruknął pod nosem, po czym odłożył ją na bok. Jego brwi powędrowały w górę, gdy słuchał bluzgów i sugestii Millie. — Słownictwo i pomysły masz równie nieczyste jak mieszkanie, moja droga — skwitował.
Peregrin stronił na ogół od wulgaryzmów, korzystał za to hojnie z wachlarza eufemistycznych określeń, a gdy chciał komuś dopiec, zaszywał w tychże ironię. Umiejętność wojowania uprzejmymi słówkami w dosadny sposób okazać się miała w jego przyszłej pracy wyjątkowo cenna. Tamtego wieczora nie wiedział jeszcze, że wkrótce na co dzień zmagać się będzie z całymi rzeszami irytujących jednostek, którym nie mógłby bynajmniej odpowiedzieć w sposób, w jaki zwróciła się do niego Mildred.
Mężczyzna nachylił się nad stolikiem i rozlał do obu szklanek karmelówki, która kusiła najbardziej ze wszystkich rozstawionych przed nim wiktuałów. Ciekaw był, co też udało się Moody wyprodukować.
— Gdybym szukał kogoś, kto ogrzeje mi łóżko, zabrałbym z ulicy bezdomnego kota — odparł wyraźnie niepodekscytowany wizją wpuszczania do swojego życia i sypialni jakiejkolwiek czarownicy. — Biedna kobieta tylko by się ze mną męczyła. Za bardzo oddany jestem innej kochance. — Stuknął wymownie palcem w talię kart w rękach Millie.
Wyjęcie kart bardzo mu się jednak spodobało i poczuł ciężar swojej własnej talii w wewnętrznej kieszonce kurtki. Wróżenie zawsze dostarczało mu mnóstwa satysfakcji — niezależnie od tego, jak poważnie się do tego zabierał. Powstrzymał się więc przed kategorycznym ucięciem tematu.
— Ale jeśli mi nie wierzysz, możemy zerknąć w tarota. — Wyciągnął z kieszeni płaskie drewniane pudełeczko pociągnięte czarną farbą, na którym lśniły srebrzyste gwiezdne konstelacje. — Pod warunkiem, że potem zapytamy o to samo dla ciebie.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie