21.04.2024, 16:08 ✶
Ceniła ludzi, którzy potrafili w tym wszystkim jeszcze znaleźć sobie jakieś dobro. Zresztą, to nie tak, że Viorica sama była pozbawiona jakichkolwiek skrupułów. Nigdy nie zagłębiła się tak głęboko w bagno Nokturnu jak Crow, bojąc się właśnie utraty człowieczeństwa. Nie chciała ruszać morderstwa i czarnej magii, nie, jeśli nie musiała. A mimo to miała na swoim sumieniu sporo. Na tyle, że czasem bała się, że przekroczy jakąś granicę bez odwrotu.
Mimo to, potrafiła tego teraz tak po prostu porzucić. Wiedziała, że jej złodziejka działalność sprawiła, że już nigdy nie będzie taka jak inni. Zanurzyła się w świecie, gdzie dobro nie zawsze stało na pierwszym miejscu, a wszyscy patrzyli tylko na to, co mogli zdobyć dla własnej korzyści.
Nie bardzo przejmując się drugim człowiekiem.
To, że teraz Crow chciał dla niej ryzykować, było niczym wygranie losu na loterii, który chwyciła z całej siły i nie zamierzała puścić. Według wszystkich praw i zdrowego rozsądku powinna po prostu zapłacić życiem za swoją głupotę i mało kto by mrugnął na to okiem.
Może sentymenty były głupie, zawdzięczała im jednak życie.
Pewność siebie jej rozmówcy mogła być nawet i udawana. Chciała jednak jakiegokolwiek potwierdzenia, że ten nie spieprzy jutro z jej życia, tak jak ci, którzy zapewniali ją wcześniej, że wszystko będzie dobrze. Że załatwią całą sprawę. A potem zostawili ją na lodzie.
Tym razem ona parsknęła, gdy zdała sobie sprawę, jak głupio musiały brzmieć wcześniej jej słowa.
- Hej, nie oceniaj, dostaję co chwilę ataku paniki i nie wiem nawet do końca co mówię. - Niezwykła chwila szczerości. Aktualnie w większości paplała nie bardzo zastanawiając się nad swoimi słowami, próbując jedynie jakoś się uspokoić. Co na razie pomogło.
- Dzięki - powiedziała, przyjmując karteczkę, na która gapiła się, jakby wykonana została ze złota, a napis wysadzono na niej diamentami. - Naprawdę, dziękuję.
Tymi słowami zakończyli swoje spotkanie.
Następnego dnia, choć dobicie się do drzwi trochę jej zajęło, wybrali się wspólnie na misję, która jak przypuszczali, naprawdę sprawiła, że Dante się przestraszył i dał Vior spokój. Na tyle, że mogła spokojnie wrócić do swojego życia, nie przejmując się wiszącym nad nią wyrokiem, choć od czasu do czasu zdarzało się, że natykała się na drobne przypominajki, z którymi jednak zwykle dawała sobie radę.
Nigdy nie zapomniała tej przysługi, nawet jeśli opłaciła ją sowicie wcześniej galeonami. I miała nadzieję, że jeszcze kiedyś spłaci ten dług, który sama na siebie narzuciła.
Mimo to, potrafiła tego teraz tak po prostu porzucić. Wiedziała, że jej złodziejka działalność sprawiła, że już nigdy nie będzie taka jak inni. Zanurzyła się w świecie, gdzie dobro nie zawsze stało na pierwszym miejscu, a wszyscy patrzyli tylko na to, co mogli zdobyć dla własnej korzyści.
Nie bardzo przejmując się drugim człowiekiem.
To, że teraz Crow chciał dla niej ryzykować, było niczym wygranie losu na loterii, który chwyciła z całej siły i nie zamierzała puścić. Według wszystkich praw i zdrowego rozsądku powinna po prostu zapłacić życiem za swoją głupotę i mało kto by mrugnął na to okiem.
Może sentymenty były głupie, zawdzięczała im jednak życie.
Pewność siebie jej rozmówcy mogła być nawet i udawana. Chciała jednak jakiegokolwiek potwierdzenia, że ten nie spieprzy jutro z jej życia, tak jak ci, którzy zapewniali ją wcześniej, że wszystko będzie dobrze. Że załatwią całą sprawę. A potem zostawili ją na lodzie.
Tym razem ona parsknęła, gdy zdała sobie sprawę, jak głupio musiały brzmieć wcześniej jej słowa.
- Hej, nie oceniaj, dostaję co chwilę ataku paniki i nie wiem nawet do końca co mówię. - Niezwykła chwila szczerości. Aktualnie w większości paplała nie bardzo zastanawiając się nad swoimi słowami, próbując jedynie jakoś się uspokoić. Co na razie pomogło.
- Dzięki - powiedziała, przyjmując karteczkę, na która gapiła się, jakby wykonana została ze złota, a napis wysadzono na niej diamentami. - Naprawdę, dziękuję.
Tymi słowami zakończyli swoje spotkanie.
Następnego dnia, choć dobicie się do drzwi trochę jej zajęło, wybrali się wspólnie na misję, która jak przypuszczali, naprawdę sprawiła, że Dante się przestraszył i dał Vior spokój. Na tyle, że mogła spokojnie wrócić do swojego życia, nie przejmując się wiszącym nad nią wyrokiem, choć od czasu do czasu zdarzało się, że natykała się na drobne przypominajki, z którymi jednak zwykle dawała sobie radę.
Nigdy nie zapomniała tej przysługi, nawet jeśli opłaciła ją sowicie wcześniej galeonami. I miała nadzieję, że jeszcze kiedyś spłaci ten dług, który sama na siebie narzuciła.
Koniec sesji