21.04.2024, 18:34 ✶
Gdy kobieta zniknęła, a wraz z nią głowa Marie z powrotem zniknęła w przebieralni, Lestrange powstrzymał się od westchnięcia. Cichego, ale pewnie zauważalnego, więc ostatkiem sił tylko przeniósł wzrok na wieszaki, które były ulokowane aż pod sufitem. Podtrzymywała je magia i zapewne też magia sprawiała, że niektóre obracały się wolno, jakby w świetle promieni słonecznych. Pewnie były najdroższe. I mimo że pieniądze w tej chwili nie grały roli, to jakoś nie uśmiechał mu się fakt, że zapewne jedną z takich sukien wybierze ekspedientka. Przesadnie drogich szmat, które były przecież wyłącznie kawałkiem materiału. Prezencja prezencją, ale powinno się znać granice, czyż nie?
Gdy Marie wyszła, od razu pochwycił jej niepewną minę. On sam przekrzywił głowę, a potem zmarszczył brwi, jakby w zastanowieniu.
- Czegoś jej brakuje - powiedział w końcu, po chwili milczenia. - Nie ma tego czegoś, co miała poprzednia.
Możliwe, że chodziło o rękawy. Albo o to, że nie została zebrana idealnie, że zebrany materiał był nieco za wysoko. Dziwnie leżała - niby było ok, ale tak nie do końca. I nawet on to musiał przyznać: poprzednia była zdecydowanie lepsza.
- Zdecydowanie poprzednia była lepsza, ale ta... - kobieta wróciła, a przed nią dryfowała suknia. Nie sukienka - suknia. Te wcześniejsze można było przyrównać do koktajlowych, ta zaś była pełnoprawnie wieczorowa. Miała przepiękny odcień głębokiego granatu, materiał połyskiwał lekko w oświetleniu, lecz nie błyszczał się jak wiadomo co na wiadomo jakiej okazji. Była dyskretna, a jednocześnie przyciągała wzrok. Niby prosta, lecz delikatna złota nić, którą obszyto dekolt i ramiączka oraz brzegi aż krzyczała "droga". "Wyjątkowa". "Idealna". Nie miała gorsetu, lecz na plecach znajdowały się przepiękne jedwabne tasiemki, które tworzyły wspaniałe wykończenie pleców, zakończone kokardą. Można ją było również regulować, a przynajmniej tak wyglądała. - Może być nieco długa, ale odpowiednio wysokie obcasy i trochę skrócenia i powinna być jak znalazł.
Kobieta machnęła różdżką, a suknia podpłynęła do Marie. Dryfowała wokół niej w powietrzu, krzycząc "przymierz mnie!".
Gdy Marie wyszła, od razu pochwycił jej niepewną minę. On sam przekrzywił głowę, a potem zmarszczył brwi, jakby w zastanowieniu.
- Czegoś jej brakuje - powiedział w końcu, po chwili milczenia. - Nie ma tego czegoś, co miała poprzednia.
Możliwe, że chodziło o rękawy. Albo o to, że nie została zebrana idealnie, że zebrany materiał był nieco za wysoko. Dziwnie leżała - niby było ok, ale tak nie do końca. I nawet on to musiał przyznać: poprzednia była zdecydowanie lepsza.
- Zdecydowanie poprzednia była lepsza, ale ta... - kobieta wróciła, a przed nią dryfowała suknia. Nie sukienka - suknia. Te wcześniejsze można było przyrównać do koktajlowych, ta zaś była pełnoprawnie wieczorowa. Miała przepiękny odcień głębokiego granatu, materiał połyskiwał lekko w oświetleniu, lecz nie błyszczał się jak wiadomo co na wiadomo jakiej okazji. Była dyskretna, a jednocześnie przyciągała wzrok. Niby prosta, lecz delikatna złota nić, którą obszyto dekolt i ramiączka oraz brzegi aż krzyczała "droga". "Wyjątkowa". "Idealna". Nie miała gorsetu, lecz na plecach znajdowały się przepiękne jedwabne tasiemki, które tworzyły wspaniałe wykończenie pleców, zakończone kokardą. Można ją było również regulować, a przynajmniej tak wyglądała. - Może być nieco długa, ale odpowiednio wysokie obcasy i trochę skrócenia i powinna być jak znalazł.
Kobieta machnęła różdżką, a suknia podpłynęła do Marie. Dryfowała wokół niej w powietrzu, krzycząc "przymierz mnie!".